fot. PAP/EPA

NBA. Powtórka z rozrywki?

Na ten moment czekał każdy fan NBA. W nocy z czwartku na piątek rozpocznie się pierwszy mecz pomiędzy Miami Heat i San Antonio Spurs. Na początek przywołajmy trochę historii, tak abyśmy nie zapomnieli czy też po to, aby znać dodatkowe podteksty.

Finał roku 2013. Ray Allen rzuca trójkę, do tej pory nikt nie wie jak  wpadła, ale wpadła. Miami prowadzi i dowozi zwycięstwo do końca. Ten rzut okazał się decydujący dla losów całej serii, bowiem dzięki niemu Miami ostatecznie zwyciężyło 2 raz z rzędu i zamknęło usta wszystkim krytykom. Teraz znów mamy tę samą sytuację. Nagonka medialna przed spotkaniami ma się w najlepsze, a dziennikarze z pianą na ustach przegrywają mikrofony w kasynach, obstawiając co będzie głównym tematem tegorocznych finałów.

Przywołując odpowiednie statystyki, można zdecydowanie zdementować plotki o tym, kto jest najlepszy graczem na świecie w tej chwili. Żaden racjonalnie myślący człowiek nie zaprzeczy argumentom na królowanie w pełnej krasie „King Jamesa”. Z drugiej strony wiadomo, że jeden koszykarz nie wygra PO i nie sięgnie sam po pierścień. Musi mieć pomoc a przynajmniej wsparcie.

Taki zamysł przyświecał prezydentowi klubu, kiedy starał się połączyć resztki talentu i to co zostało z kolan Dwyane Wade’a oraz głodnego sukcesów, zdeterminowanego i wchodzącego w swój prime – LeBrona Jamesa i Chrisa Bosha – tylko Chrisa Bosha.

W zeszłorocznych finałach, Wade nie był sobą. Głównym powodem niedyspozycji parkietowych była za duża liczba minut dla kolan „Flasha”. W tym sezonie, w tej chwili, Dwyade ma rozegrane o ponad 600 minut mniej niż w zeszłym sezonie. Trener Heat, postanowił oszczędzać Wade na finały i parkiet zweryfikuje czy to faktycznie będzie miało miejsce. Pola do popisu nie zabraknie z pewnością zawodnikom San Antonio Spurs. Legendarny już Ball-movement przyprawia o ból głowy trenera, a w konsekwencji wymioty zawodników ze zmęczenia, gdyż nie wiedzą czy biec, położyć się a może wrócić na swoją połowę? Greg Popovich. Po prostu.

Wszystkie oczy będą zwrócone na poszczególne matchupy. Większość ekspertów będzie zwracała uwagę jak blisko LeBrona Jamesa będzie Kawhi Leonard w pierwszym posiadaniu Miami. Kibiców natomiast interesuje sportowe widowisko i to jak zaprezentują się zawodnicy. Tony Parker w pick&roll. LeBron James. Dwyane Wade na dystansie. Tim Duncan na obydwu łokciach. Znowu LeBron James. Niewiadomych jest wiele  i nie można ich wydedukować z zaawansowanych statystyk. Pozostaje czekać i oglądać i to jest najpiękniejsze w sporcie.

Większość prawdziwych fanów koszykówki zza oceanu ma nadzieję, że finał rozstrzygnie się dopiero w 7 meczach. Co tym razem naszykują Spurs na LeBrona? Czy Wade zacznie rzucać więcej z dystansu i półdystansu? Czy Chris Bosh zagra jak za dawnych czasów w Toronto? Jak będzie z kostką Tonego Parkera? Co zrobi Tim Duncan(pewnie znowu zagra świetnie)? I wreszcie, jak szybko Eric Spoelstra znajdzie odpowiedź na geniusz taktyczny Popovicha? I jedno z ostatnich pytań – dlaczego ten czas tak wolno płynie i meczu nie ma w tej chwili? – Nie wiadomo.

Jedyne co wiadomo to fakt, iż finał już dzisiaj w nocy. W mediach trwa od kilku dobrych dni. Enjoy – bo jest powód!

Sport/RIRM

drukuj