fot. PAP/Jacek Bednarczyk

[KOMENTARZ] Ekstraklasa. Huragan zamiótł formę pod dywan; kadrowicz Pietrzak

Wpadka Miedziowych z Pucharu Polski, z którego ekstraklasowe Zagłębie wykopał IIIligowy Huragan Morąg, będzie lubinianom wypominana przez dłuższy czas, a przynajmniej do drugiej tak spektakularnej wtopy. Próżno szukać jednak nadziei, gdy gra się tak, jak w Krakowie. Bo wynik przebiegu meczu zdecydowanie nie odzwierciedlał.


Lewa strona boiska. Skrzydłem z kontratakiem już na początku meczu mknie Filip Starzyński. Do niedawna reprezentant Polski, który załapał się nawet na Euro we Francji. Udaje mu się utrzymać futbolówkę w boisku, ale kontratak szybko się kończy, bo Starzyński nadepnął na piłkę. Chwilę później na tablicy widnieje już wynik 1:0. Miedziowi atakują. Potrafią wywalczyć nawet rzut wolny na skraju pola karnego, ale Wiślacy nie dopuszczają do oddania strzału. Kolejna kontra Białej Gwiazdy kończy się słupkiem. Nie inaczej wygląda reszta meczu. Zagłębie nie wygrywa już siódmy raz z rzędu, choć po drodze udało się zdobyć dwa gole. Niewielka w tym rola gości. Dostają raczej dwa piękne prezenty. Najpierw rzut karny, a potem „swojaka” Marcina Wasilewskiego [więcej o meczu tutaj].

Spadek formy niezrozumiały nie jest, bo nawet Real Madryt – co widać po obecnym sezonie – może grać słabo. Dołek przychodzi prędzej czy później. Dziwniej robi się wtedy, gdy kibic uświadamia sobie jak znakomite warunki do tego, by być jednymi z najlepszych w Polsce ma Zagłębie. Dla klubu tak bogatego, chlubiącego się infrastrukturą i wzmocnieniem pionu sportowego przed obecnym sezonem normą powinno być włączenie się do walki o puchary. Te są jednak daleko i nic nie wskazuje na to, by miały się zbliżyć. Szybciej, przy tej formie, Zagłębie będzie – cytując niezawodnego Franciszka Smudę – walczyć o spadek…

A Wisła nie po raz pierwszy i nie jako pierwszy klub pokazuje, że problemy cementują zespół jak mało co. Zawirowania wokół kibiców, problemy finansowe, walka o grę przy Reymonta aż w końcu wieści o potencjalnej zmianie właściciela. Piłkarze Białej Gwiazdy skutecznie odcinają się od spraw poza boiskowych, co przynosi wymierne wyniki. O ile zdecydowanie za wcześnie na deklaracje o włączeniu się do walki o mistrzostwo, o tyle tak grająca Biała Gwiazda nie powinna mieć najmniejszych problemów, by po trzydziestu kolejkach zagrać siedem meczów z najlepszymi drużynami w sezonie.

***

Bardzo dobra współpraca z Martinem Kostalem, a chwilami nawet Zdenkiem Ondraskiem, na lewej stronie wiślackiej defensywy, zaowocowała stworzeniem muru przez Rafała Pietrzaka. Po drodze na swoje konto Pietrzak zapisał asystę przy trafieniu na 2:0 i nie tylko wtedy z wyprowadzeniem piłki problemów nie miał. Wręcz przeciwnie, futbolówka przy nodze mu nie wadziła. Ale przyszła też feralna 72. minuta, w której nie pokwapił się, by doskoczyć do mającego sporo miejsca Starzyńskiego. Na szczęście dla kadrowicza Jerzego Brzęczka mecz skończył się trafieniem Pawła Brożka i trzema oczkami.

Pietrzak, co oczywiste, nie będzie drugim Marcelo, Patricem Evrą czy Jordim Albą. Przy leju po bombie (o czym świadczy chociażby powołanie dla Huberta Matyni), jaki powstał na lewej stronie biało-czerwonej defensywy, ma jednak szasnę się pokazać. Już to, samo w sobie, powinno być dla niego ogromną motywacją do tego, by dać z siebie maksimum, jeśli selekcjoner da mu okazję do gry. W końcu z Portugalią wielkie mecze rozgrywał także Grzegorz Bronowicki, który chował do kieszeni samego Cristiano Ronaldo.

Wojciech Heron/Sport.RIRM

drukuj