Ekstraklasa. Wisła przerwała passę Lechii, remis na PGE Arenie

Lechia Gdańsk zremisowała przed własną publicznością z Wisłą Kraków 2:2 w meczu grupy mistrzowskiej rozegranym w ramach 32. kolejki TMobile Ekstraklasy. W ten sposób Biała Gwiazda przerwała zwycięską passę piłkarzy Jerzego Brzęczka, którzy w czterech ostatnich meczach na własnym stadionie wywalczyli komplet punktów.


Dzisiejszego wieczoru grająca koncertowo u siebie Lechia, mierzyła się z mającą fatalną serię wyjazdową Wisłą Kazimierza Moskala. Krakowianie, w przekroju ostatnich sześciu meczów, tylko trzykrotnie na wyjazdach wywozili punkty i ani razu nie była to pełna pula. Lechiści wręcz odwrotnie, a na wyjeździe w ostatniej kolejce zaoferowali fantastyczny comeback, by ze straty jednego gola wyjść na stan 3:1 w Szczecinie. Oba zespoły dzieliło tylko jedno oczko w tabeli, a jedynie Wisła znajdowała się w obszarze premiowanym walką o Ligę Europejską.

Było więc o co walczyć. Choć mecz na początku nie zachwycał, a na boisku zdarzały sie sporadyczne uderzenia takie jak z rzutu wolnego Dariusza Dudki, to kibice obu drużyn świetnie się bawili. Lechia i Wisła od lat na trybunach trzymają „sztamę”, więc o nich nikt się tutaj nie musiał martwić. Jakby o spotkanie też nikt nie musiał, bo do kwadransa nic się nie działo – żadna z ekip nie była w stanie przejąć inicjatywy. Zdarzały się pojedyncze próby i sytuacje, jak nieuznany samobójczy gol Łukasza Burligi z 16. minuty (wcześniej Antonio Colak był na spalonym). Lechia próbowała gry kombinacyjnej, jak 14. minuty, gdy Sebastian Mila zagrywał już zza linii końcowej, ale były to raczej przypadki.

Panorama gry zaczęła się zmieniać w okolicach  30. minuty – Lechici bardziej stanowczo i konsekwentnie rozgrywali piłkę na połowie przeciwnika, co rusz próbując szturmować bramkę Michała Buchalika. Zamknięci na własnej połowie krakowianie nic nie byli w stanie stworzyć, co w konsekwencji przyniosło w końcu gola dla gospodarzy, przy której goście całkowicie się pogubili. Najpierw na bramkę strzelał Colak, a po kiksie obrońców Michał Makuszewski mocnym strzałem z ostrego kąta wpakował futbolówkę pod samą poprzeczkę. Podopieczni Jerzego Brzęczyka starali się pójść za ciosem, a Biała Gwiazda ratowała się faulami, jak w przypadku, gdy Mila i strzelec gola długo nie podnosili się z murawy.

Druga połowa zaczęła się od zmian. W krakowskim zespole boisko opuścił bezproduktywny Łukasz Garguła, a na jego miejsce wszedł Jean Barrientos. Trener Kazimierz Moskal musiał dać swoim piłkarzom niezły prysznic, wręcz kaskadę lodowatej głowy, aby ci się obudzili. Na początku nic nie dawało do zrozumienia, aby coś takiego miało nastąpić, bo goście w ciągu pierwszego kwadransa tak jak poprzednio popełniali kiksy w obronie, byli niedokładni przy wykańczaniu akcji i za bardzo kombinowali w nielicznie przeprowadzanych atakach. Gdy już wydawało się, że to Lechia przejmie inicjatywę i udokumentuje ją podwyższeniem prowadzenia, przepięknie trafił w tempo i piłkę Rafał Boguski, a Boban Jović mógł cieszyć się z asysty.

Mecz więc zaczął się od początku. Wisła „popłynęła swoim statkiem” za ciosem i zaczęła stopniowo przejmować ster w tym spotkaniu. Lechia próbowała dalej prowadzić swoją grę, jednak niespodziewana bramka autorstwa Boguskiego, zmieniła obraz gry. W 64. minucie Colak po raz kolejny nie upilnował spalonego, a dwie minuty potem główny arbiter spotkania uznał, że snajper gospodarzy faulował w polu karnym rywala Arkadiusza Głowackiego. I wówczas po wznowieniu gry przez Michała Buchalika, piłkę na sytuację bramkową otrzymał Jean Barrientos. Gdy wydawało się, że Urugwajczyk już się pogubił, wyjęty niczym as z rękawa trickiem, który można określić jako krzyżako-piętę, pokonał Łukasza Budziłeka. Nagle, po dziesięciu minutach, to Lechia musiała gonić wynik. Zawodnicy z południa nabrali prędkości i w trzy minuty po golu przeprowadzili kolejną groźną akcję. Ale ten mecz nie skończył przyprawiać nas o emocje, bo już  minutę później idealnie do futbolówki wyskoczył Kevin Friesenbichler, który pewnym strzałem znów zapewnił otwarcie wyniku.

Kwadrans przed końcem meczu, zapowiadała się emocjonująca gra na gdańskiej arenie. Małopolanie nie zamierzali odpuszczać i co rusz organizowali atak na bramkę Lechistów. Ci z kolei starali się odpowiadać podbudowani wyrównującym golem i piłka zaczęła się przenosić od bramki do bramki. Na szczęście nie za sprawą wykopów, ale świeżych akcji i szybszego tempa meczu. Ożywił się Paweł Brożek, który zaczął być dostrzegany przez kolegów, jednak nie zanotował trafienia.

Ostatnie pięć minut podstawowego czasu gry, to napór Wisły i cofnięcie się na własną połowę biało-zielonych. Zawodnicy Kazimierza Moskala wyprowadzali składne akcje, a po jednej z nich Semir Stilić trafił w poprzeczkę, następnie dobijał Łukasz Burliga, ale po rykoszecie piłka minęła się z bramką. W ostatniej minucie, strzał być może na wagę zwycięstwa oddał rozgrywający obrońca Wisły Boban Jović, jednak minimalnie chybił. Spotkanie można by podzielić na 60. minut nudy i pół godziny zażartej walki, które ostatecznie zakończyło się remisem 2:2.

***

Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 2:2 (1:0)
Mateusz Makuszewski 37’ Kevin Friesenbichler 73’ – Rafał Boguski 60’ Jean Barrientos 69’

Lechia: Łukasz Budziłek – Grzegorz Wojtkowiak, Ariel Borysiuk, Gerson, Jakub Wawrzyniak – Daniel Łukasik (82′ Mateusz Możdżeń), Stojan Vranjes – Maciej Makuszewski, Sebastian Mila (77′ Piotr Wiśniewski), Bruno Nazario – Antonio Colak (67′ Kevin Friesenbichler)

Wisła: Michał Buchalik – Boban Jović, Arkadiusz Głowacki, Maciej Sadlok, Łukasz Burliga – Dariusz Dudka, Maciej Jankowski – Łukasz Garguła (46′ Jean Barrientos), Semir Stilić, Rafał Boguski (82′ Richard Guzmics) – Paweł Brożek

Żółte kartki: Grzegorz Wojtkowiak (Lechia) oraz Dariusz Dudka, Boban Jović (Wisła)

Sport.RIRM

drukuj