„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Skazany bez dowodów



Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica!

Trafia do mnie jakaś czarna seria spraw ludzi niewinnie skazanych.
Dziś kolejna taka sprawa, tym razem z pięknej Ziemi Kieleckiej.
W styczniu 2008 w Kielcach został napadnięty i ciężko pobity Pan Andrzej. Mężczyzna szedł o piątej rano do pracy, napastnicy zaatakowali go znienacka, skatowali i zrabowali 20 złotych. Silny, sprawny niegdyś mężczyzna dziś, w 4 lata po tragedii, jest inwalidą, zdanym na opiekę żony i dzieci. W wyniku pobicia utracił w zdolność do pracy i całe swoje zdrowie. I stracił też pamięć co do okoliczności pobicia, nie pamiętał kto i gdzie go pobił. Śledztwo na własna rękę prowadziła rodzina pobitego mężczyzny. Udało się natrafić na ślad Krzysztofa M. mającego za sobą kryminalną przeszłość, który przechwalał się kolegom, że pobił starszego mężczyznę.

Wkrótce policja zatrzymała 27-letniego Krzysztofa M, który przyznał sie do napadu i wskazał dwóch swoich wspólników – Roberta B. i Grzegorza Wiechę. W odniesieniu do Grzegorza podaję nazwisko, gdyż zdecydował się on na publiczne przedstawienie jego sprawy.
Grzegorz Wiecha miał wtedy 22 lata, dziś ma 26. Spokojny chłopak, grzeczny, uczynny, kochany przez rodzinę syn, brat i wnuczek. Nie przyznał się do udziału w napadzie. Owszem, był w pubie i pił piwo w towarzystwie między innymi Krzysztofa M. ale potem wrócił do domu i o piątej rano smacznie spał. Alibi potwierdzili jego rodzice, babcia, siostra.
A jednak prokurator oskarżył Grzegorza Wiechę, a sąd kielecki skazał go na 7 lat wiezienia. Wyrok jest już prawomocny.
Przeczytałem te prawomocne wyroki i mam wielką obawę, ze doszło do tragicznej pomyłki sądowej.
Jedynym dowodem winy Grzegorza jest pomówienie go przez współoskarżonego Krzysztofa M.
Sąd napisał to wprost – zasadniczym dowodem przesądzającym o winie oskarżonych
były wyjaśnienia oskarżonego Krzysztofa M. które choć niejednolite – pisze sąd –
wskazywały w sposób oczywisty na sprawstwo każdego z oskarżonych.

Wyjaśnienia niejednolite – tu trzeba dodać, że podczas konfrontacji w cztery oczy, Krzysztof M. wycofał swoje pomówienie i powiedział, ze Grzegorz Wiecha w napadzie udziału nie brał. Ale potem w sądzie znów powiedział, że Grzegorz jednak uczestniczył.
Tu trzeba dodać jedną ważną rzecz – otóż w świetle prawa sprawca, który wskaże co najmniej dwóch wspólników przestępstwa, może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Ta instytucja prawna bywa nazywana „małym świadkiem koronnym” Prawo mówi tak – jeśli się przyznasz i wyjawisz przynajmniej dwóch wspólników, to zamiast kilku lat, w więzieniu spędzisz kilka miesięcy, albo nawet dostaniesz karę w zawieszeniu. Krzysztof M, człowiek z kryminalnym doświadczeniem dobrze o tym wiedział. Żeby ratować siebie, musiał utopić co najmniej dwóch wspólników.
Obciążanie Grzegorza Wiechy po prostu mu się opłacało.
Sądy dwóch instancji w ogóle się nad tym nie zastanawiały. Słowa wielokrotnie karanego przestępcy uznane zostały za wyrocznie, za krynicę prawdy i na podstawie tych słów Grzegorz Wiecha został skazany na 7 lat więzienia.
Pomyślą państwo może, że bronię przestępcę? Nie, bronie człowieka, któremu wedle wszelkich znaków wyrządzona została straszna krzywda.

Spróbuj pomyśleć słuchaczu – młodego, nigdy niekaranego człowieka skazano na 7 lat tylko na tej podstawie, ze jeden kryminalista, mający w tym własną korzyść, pokazał na niego palcem – on ze mną był!. Ale sadowi to wystarczyło do skazania, żadne inne dowody nie były potrzebne.
Ciekaw jestem, czy gdy jakiś inny kryminalista powiedziałby – pan sędzia wziął ode mnie łapówkę. Czy wtedy też taki kryminalista też byłby wiarygodny i bez żadnych innych dowodów na podstawie pomówienia jednego kryminalisty pan sędzia zostałby skazany na 7 lat za korupcję?
Zapewne tak się nie stanie nigdy i słusznie, bo nie wolno ulegać ślepej wierze w oskarżenia miotane przez człowieka o złej reputacji, mającego w dodatku z tych oskarżeń osobistą korzyść. Można im wierzyć dopiero, gdy znajda się inne, potwierdzające dowody.
Dramatyczna historia Grzegorza zostanie niebawem przedstawiona w znanym telewizyjnym programie „Sprawa dla reportera” . Ja podjąłem już starania o zbadanie jego sprawy przez Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Obywatelskich.
Sam Grzegorz ukrywa się przed więzieniem. Ten delikatny, spokojny chłopak panicznie boi się, co się z nim stanie w więzieniu. Boi się, ze tam sobie nie da rady, wśród prawdziwych kryminalistów i bandytów. A matka, babcia i siostra wylewają za nim łzy.
Strasznie mi ich żal, ale jeszcze bardziej mnie boli to, ze z taka nieznośną lekkością skazuje się w Polsce ludzi, zwłaszcza tych skromnych i prostych, za którymi nie stoi żadna siła.
Mówię do Państwa te słowa ze Strasburga, gdzie mieści się Europejski Trybunał Praw Człowieka i gdzie Parlament Europejski każdego roku przyjmuje dziesiątki rezolucji o łamaniu praw człowieka w odległych krańcach świata.

A mnie się chce krzyczeć – dość łamania praw człowieka przez polskie sądy!

Szczęść Boże!

mec. Janusz Wojciechowski – poseł RP do Parlamentu Europejskiego

drukuj