Myśląc Ojczyzna – prof. Mirosław Piotrowski

 

Audio MP3

Pobierz

Za ciosem

W Parlamencie Europejskim w Brukseli zaostrzono kontrolę bezpieczeństwa. Identyfikacja tożsamości zarówno europosłów, jak i pracowników, odbywa się już na zewnątrz budynku. Na podstawie wprowadzonego żółtego stopnia alarmu bezpieczeństwa zarządzono dodatkowe kontrole, także wewnętrzne, osób i samochodów, ograniczając też godziny wjazdu do Parlamentu. Zakazane jest wprowadzanie większych liczebnie grup.

Całe zamieszanie wiąże się z niedawnym atakiem terrorystycznym w Paryżu na redakcję pisma satyrycznego „Charlie Hebdo”. Niedługo potem na terenie Belgii dokonano zatrzymań, dzięki czemu udaremniono serię zamachów terrorystycznych. W Brukseli i całej Belgii władze podniosły stopień zagrożenia terrorystycznego z drugiego na trzeci w czterostopniowej skali. Zwiększono liczbę uzbrojonych patroli policji i wojska. Nie jest wykluczone, że terrorystyczny atak w Paryżu może stać się zarzewiem kolejnych zamachów. Terroryści mogą pójść za ciosem zwłaszcza, że w najnowszym numerze „Charlie Hebdo” wydanym po zamachu, na pierwszej stronie znów zamieszczono karykaturę proroka Mahometa, który mówi „Jestem Charlie”.
To oczywiste prowokowanie Muzułmanów, ale nie możemy zapominać, że tygodnik ten w podobny, nawet gorszy sposób obraża uczucia religijne katolików, chrześcijan, zamieszczając wulgarne, wręcz bluźniercze karykatury Trójcy Świętej, Bożego Narodzenia, czy Papieża Franciszka. Sam Papież, potępiając zamach w Paryżu, jednocześnie przestrzegał: „Nie można prowokować. Nie można obrażać wiary innych”.  Ojciec Święty dodał, że tylu ludzi „źle mówi, wyśmiewa religię innych i żartuje z niej. Oni prowokują”.

Na prowokacji, o której mówił Papież, świetnie można zarobić. Po zamachu na redakcję francuskiego tygodnika sprzedano cały powiększony nakład w liczbie trzech milionów egzemplarzy. Inni próbują iść tą samą drogą. Widząc swoistą prosperity, francusko-belgijski magazyn satyryczny na okładce umieścił prowokacyjny rysunek obliczony na obrażanie Chińczyków. Chciał nagłośnić tytuł swojego pisma, o którym niewielu słyszało, a tym samym znacząco powiększyć sprzedaż.

Są to mechanizmy i zabiegi znane w branży handlowej od wieków.
Bolesław Prus w powieści „Lalka” opisał sytuację sklepu Jana Mincla, w którym pracował Ignacy Rzecki. Gdy pewnego dnia ktoś rozbił kamieniem witrynę sklepu, zaczęły tam przychodzić tłumy, znacząco zwiększając sprzedaż. Gdy to sztuczne zainteresowanie minęło, sklep zaczął świecić pustkami. Chcąc przywrócić poprzednie zainteresowanie, właściciel sklepu stary Mincel postanowił sam rzucić kamieniem w witrynę swojego sklepu. Niestety przyłapała go na tym policja.

Zarabianie na obrażaniu uczuć religijnych jest bardziej niebezpieczne i może prowadzić do nieprzewidzianych skutków. W reakcji na najnowszy numer satyrycznego paryskiego tygodnika protestowały setki tysięcy, a nawet miliony osób w kilkunastu krajach. Egipskie władze nazwały tę publikację „niczym nieusprawiedliwioną prowokacją wobec półmiliardowej społeczności Muzułmanów”. Manifestacje odbyły się m.in. w Czeczenii, Kirgistanie, Izraelu, Jordanii, Katarze, Iranie, Syrii, Tunezji, Algierii, Sudanie i Nigrze. W tym ostatnim kraju w trakcie demonstracji spalono 45 kościołów. Prawicowi politycy we Francji, jak dawny przywódca Frontu Narodowego Jean-Marie le Pen uważają, że celem tych działań jest chęć wzniecenia wojny między Zachodem i światem Islamu i nie wyklucza, że stoi za nimi wywiad niektórych krajów zachodnich.

Sytuacja kulturowa i społeczna w Europie jest napięta. Niewiele potrzeba, aby pod beczką prochu podpalić lont. Przypomnę, że gdy sto lat temu, w czerwcu 1914 roku, Gavriło Princip dokonał zamachu terrorystycznego, zabijając w Sarajewie arcyksięcia Ferdynanda, niewielu miało świadomość, że jedna śmierć skutkować będzie konfliktem światowym i w następnych czterech latach zginie około
10 milionów ludzi.

W atmosferze strachu w Brukseli i innych miastach Europy wywołanej zamachem w Paryżu, umyka gdzieś informacja, że zaatakowany tygodnik satyryczny promował ateizm. Niebawem do Polski ma przybyć jego redaktor naczelny jako gość specjalny „Dni Ateizmu”. Przy okazji warto nadmienić, że w czasie pogrzebu jednego z zamordowanych redaktorów „Charlie Hebdo” nie było księdza, ani innego duchownego, za to odśpiewano „Międzynarodówkę”.  Czy niedługo w Warszawie i innych miastach Europy ponownie wybrzmi pieśń „Wyklęty powstań ludu ziemi” i kto będzie nucił refren „Bój to jest nasz ostatni, krwawy skończy się trud”?

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł

drukuj