Siostra Rachel Lerch: Moim pragnieniem zawsze było służyć najbardziej wrażliwym – chorym i niepełnosprawnym
Nie wyobrażałam sobie, że może mi być w życiu źle, jeżeli mam za Oblubieńca Jezusa. Przyznam, że nigdy nie miałam ani w czasie formacji, ani później w życiu zakonnym, trudności tego typu, że wątpiłam, że zniechęcałam się – tak o początkach swojego życia mówi s. M. Rachel Lerch, józefitka, pracująca w Allonnes we Francji. 2 lutego przypada Światowy Dzień Życia Konsekrowanego.
S. Rachel dopiero w czasie liceum zaczęła stawiać sobie pytania o swoją przyszłość.
„Należałam do chóru parafialnego i jedna z dziewcząt, tak jak ja, miała kontakt z siostrami i zaprosiła mnie na dzień rekolekcji w ich zgromadzeniu, w domu formacji, który jest w Kluczborku do dziś” – wskazała józefitka.
Przyszła siostra zakonna co miesiąc jeździła do tego miejsca na dni skupienia.
„Przyznam, że wtedy widząc takie normalne życie sióstr, jak w rodzinie nazaretańskiej, wiedziałam, że można oddać się Panu Bogu i być radosnym. Niczego nie tracić, a wiele zyskać. To wzrastało w moim sercu. Oczywiście modliłam się, żeby rozpoznać tę drogę” – mówiła dalej s. M. Rachel Lerch.
Marzenie o służbie poszkodowanym przez życie
Zaraz po maturze postanowiła wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Świętego Józefa.
„Czas formacji był dla mnie naprawdę czasem pięknym. Nie widziałam żadnych trudności, nawet jeżeli myślałam o przyszłości” – wspominała po latach.
W 1980 r. złożyła profesję zakonną.
„Moim pragnieniem zawsze było służyć tym, którzy są najbardziej wrażliwi, którzy są najbardziej przez życie poszkodowani, szczególnie chorzy i niepełnosprawni. Już w podstawówce pragnęłam być pielęgniarką i to zrealizowałam w zgromadzeniu, bo jak wspomniałam, zaraz po maturze wstąpiłam do zgromadzenia i po złożeniu pierwszych ślubów, zrobiłam formację zawodową. Tak się zaczęła moja przygoda ze starszymi, z tymi, którzy są najbardziej wrażliwi, potrzebujący” – zaznaczyła.
S. Rachel pracowała też z dziećmi upośledzonymi fizycznie w Wierzbicach pod Wrocławiem.
„Tam właśnie uderzyło mnie, że te dzieci były niepełnosprawne fizycznie; umysłowo były bardzo inteligentne” – mówiła józefitka.
Dodała, że pełna nadziei i pogody ducha postawa dzieci była dla niej inspiracją do jeszcze bardziej intensywnej posługi.
Na ziemi francuskiej
Józefitka pracowała w Paryżu 18 lat, opiekując się osobami starszymi. Obecnie posługuje we wspólnocie w Allonnes, niedaleko Tours. Pełni posługę przy parafii.
„Przez pewien czas pracowałam jako pielęgniarka w Domu Opieki Społecznej. Przez trzy lata z ramienia diecezji byłam w grupie zajmującej się wolontariuszami, którzy przychodzili, organizowali Msze święte w ośrodkach medycznych, w domach opieki” – opowiedziała s. Rachel.
Podtrzymywała na duchu osoby chore. Mówiła: „Kiedy w trudnościach zdrowotnych i wszystkich przypadłościach starości oni widzieli się już niepotrzebni, wtedy jakoś przez to wspólne obcowanie, wspólną modlitwę, wspólne towarzyszenie im w tej ostatniej drodze, starałam się przekazać, że oni mają wartość, że są przez Boga umiłowani i że starość, cierpienie, niedołężność, jeżeli są dobrze ofiarowane, przynoszą wielkie owoce. To im też dodawało radości przeżywania tych ostatnich chwil życia”.
Do zakonu? Zdecydowanie warto!
Na bazie swojego już blisko 50-letniego doświadczenia we wspólnocie zakonnej s. Rachel zdecydowanie poleca taką formę życia młodym dziewczętom.
„Pierwszą rzeczą, którą bym zaproponowała, to żeby miały większą więź z Bogiem, żeby zaczęły więcej praktykować, żeby więcej zatapiały się w modlitwie w tym indywidualnym spotkaniu z Panem. Bo tylko na takiej rozmowie indywidualnej z Panem można być szczerym i przedstawić swoje pragnienia” – zaznaczyła józefitka, udzielając rad nastolatkom i młodym kobietom.
„Zachęcałabym również do przypatrywania się życiu zakonnemu, jak są sposobności do tego, żeby pobyć kilka dni we wspólnocie, żeby zapoznać ducha tej wspólnoty (…). Oprócz modlitwy wiem, że to jest bardzo konieczne, żeby poznać, jakie jest życie codzienne wspólnoty zakonnej. Bo to, co widzimy na zewnątrz, nasze spotkania w kościele, czy na jakichś grupach modlitewnych, to jeszcze nie jest wszystko. Żeby wejść w głębię życia zakonnego, trzeba wejść w głębie życia wspólnotowego” – wskazała.
Ze Śląska w świat służyć potrzebującym
A. M. Rachel Lerch CSSJ pochodzi ze Śląska. W Zgromadzeniu Sióstr Świętego Józefa jest od 49 lat. Większość swojego życia zakonnego spędza na pracy z osobami starszymi, niepełnosprawnymi. Jako pielęgniarka 12 lat pracowała na misjach w Kamerunie i Gabonie, a obecnie służy parafianom diecezji Angers.
„Jestem już na emeryturze. Odwiedzam chorych, służę wspólnocie poprzez zlecone mi obowiązki, opiekuję się naszą siostrą Jubilatką, która w tym roku ma jubileusz 75-lecia ślubów zakonnych, który świętowała wraz z grupą sióstr józefitek w czasie rekolekcji, które odbyły się w Polsce. Wróciła po nich z modlitwą dziękczynną na ustach. Jest radosna za to, że dał jej Pan 75 lat służby i wytrwania w Jego miłości” – podsumowała s. Rachel Lerch.
polskifr.fr




