Na marginesie…

Czy rzeczywiście człowiek dzisiejszy nie jest de facto na marginesie wszystkiego: polityki, ekonomii, kultury i całego świata?

Ks. prof. Jerzy Bajda

Niniejszy tekst powstaje niejako na marginesie pewnych wydarzeń i problemów, które doszukują się wspólnego mianownika. Równocześnie tytuł sugeruje poniekąd tezę odnoszącą się do sytuacji człowieka w dzisiejszej cywilizacji. Czy rzeczywiście człowiek dzisiejszy nie jest de facto na marginesie wszystkiego: polityki, ekonomii, kultury i całego świata?

Na marginesie szkoły

Na przykład człowiek znajduje się na marginesie szkoły. A nawet niekiedy człowiek znajduje się na śmietniku szkoły, jak to było w amerykańskiej miejscowości Phoenix, gdzie 14-letnia uczennica urodziła dziecko w jednym z pomieszczeń budynku szkolnego, a następnie zostawiła je w śmietniku. Ktoś, słysząc płacz dziecka, zaalarmował odpowiednie służby, które zaopiekowały się niemowlakiem. Młodociana „matka” również została wzięta do szpitala (Fox News.com, 17 września 2008).

Człowiek, tym razem nowo narodzony, znalazł się na marginesie szkoły. Nawet bardzo na marginesie. Nie wiadomo tylko, czy analogicznie do innych przypadków, kiedy dziecko rodzi się w nietypowym miejscu, ten maluch dostanie jakiś glejt upoważniający do istotnych przywilejów w szkole, podobnie jak inne dzieci, rodzące się w samolocie czy tramwaju, otrzymują bezpłatny bilet na owe środki komunikacji? Jest jakaś nadzieja, ponieważ ostatnio szkoła okazuje się nader opiekuńcza w stosunku do małych dzieci i chce się nimi zajmować edukacyjnie, zaledwie opuszczą kołyskę. Kiedyś uważano, że szkoła pełni tylko funkcję wspomagającą i uzupełniającą wobec rodziny, która jest właściwym miejscem i środowiskiem wzrastania i wychowania młodego człowieka. Dziś rodzina się nie liczy, nikt nie pyta się o jej zdanie, a kierownicy w dziedzinie polityki wychowania traktują dzieci jak swoją własność, zabierając im dzieciństwo. Zupełnie to samo planował już nieboszczyk Lenin. Usiłuje się narzucić dzieciom wychowanie państwowe, partyjne, ideologiczne, medyczne, psychologiczne, seksualne, już od niemowlęctwa, ale człowieczeństwo znajduje się nadal na marginesie. Na marginesie szkoły albo na marginesie mafii feministycznej lub komunistycznej.


Na marginesie człowieczeństwa


Wiadomo, że różne postępowe i nowoczesne organizacje starają się zapewnić dzieciom wszelakie wychowanie, odpowiednie dla wszelkiego rodzaju „istot żyjących”, tylko nie dla ludzi. Wiceprzewodniczący Amerykańskiej Ligi dla Życia Jim Sedlak stwierdza w ostatnim raporcie, że organizacja nazwana (kłamliwie) Planned Parenthood proponuje już najmniejszym dzieciom takie „wychowanie”, które po prostu jest deprawacją seksualną i zalicza się do przestępstwa określonego jako sex abuse (molestowanie seksualne) (Newswire, Washington D.C., 17 września 2008). Sedlak twierdzi, że organizacja ta jest prawdziwym deprawatorem i usiłuje wejść do przedszkoli, które dotychczas były prawnie chronione przed tego rodzaju wpływami. Jak wiadomo, od 50 lat Planned Parenthood prowadzi kampanię rozpowszechniającą kulturę hedonistyczną, prowadzącą do mordowania dzieci poczętych. W rezultacie działań (zwłaszcza) tej organizacji, amerykańskie Centrum Statystyk Zdrowia zanotowało znaczący wzrost ilości przypadków ciąży młodocianych dziewcząt. Z innego raportu urzędowego wynika, że jedna dziewczyna na cztery jest ofiarą jakiejś choroby zakaźnej przenoszonej drogą płciową. Doktor Melvin Anchell, specjalista od psychologii wychowania, stwierdza, że powodem uwikłania się młodych dziewcząt w „kłopoty” seksualne jest to, że „edukacja seksualna zaburza naturalny rozwój umysłowy i emocjonalny dziecka, z powodu czego łatwo załamuje się ono w okresie dojrzewania”. Jim Sedlak mocno protestuje przeciwko eksperymentalnemu traktowaniu dzieci w tak delikatnym okresie rozwojowym, kiedy mają pełne prawo do duchowej i psychicznej niewinności i nietykalności ze strony wszelkich gorszycieli. Taką sytuację bezpieczeństwa może zapewnić tylko zdrowa rodzina. Tymczasem propaganda lewicowa i liberalna wiele uczyniła w tym kierunku, aby rozbić rodzinę od wewnątrz i zaatakować ją od zewnątrz przez idiotyczne prawa i rozporządzenia. Czy uratuje się człowiek znajdujący się na marginesie rodziny?

We współczesnym świecie w wyjątkowo dobrej sytuacji znajdują się wszelkiego rodzaju manipulatorzy, molestatorzy, deprawatorzy i pedofile. Świadczy o tym choćby wiadomość podana 24 września na jednym z polskich portali na temat pewnej gorszącej sytuacji w Poznaniu. Okazuje się, że „molestowane zawodniczki muszą płacić” za rzekome przeszkolenie sportowe w klubie, kiedy chcą taki klub opuścić. Ktoś z komentatorów podejrzewa, że chodzi o zapłatę za przeszkolenie „seksualne” udzielane przez „instruktora” poza programem młodym zawodniczkom. Ponieważ skrzywdzone dziewczęta chcą odejść z klubu, pani prezes bezwstydnie oświadcza, że „jeśli chcą odejść do innego klubu, to oni muszą dostać pieniądze za ich wyszkolenie”. Tymczasem „rodzice twierdzą, że płacili za treningi, ubiory sportowe czy obozy szkoleniowe swych dzieci”. A więc pieniądze na pierwszym miejscu, owszem, centralnym. A kto zapłaci dziewczętom za krzywdę moralną? Za utratę kobiecej godności? Za podeptanie honoru osobowego? W tej kulturze to nie jest przewidziane, nie ma takiego paragrafu. Znowu człowiek na marginesie brudnych interesów jakiejś grupy.

Podobno jednak szykują się dla deprawatorów i pedofilów ciężkie czasy, bo sam premier się zdenerwował i zagroził, że należy takich panów surowo karać. Jak? Kazać im łykać pigułki uspokajające, ściślej mówiąc, łagodzące wybujały popęd o zboczonej orientacji. Ten problem bardzo inteligentnie naświetlił już dr Marek Czachorowski w swoich felietonach na ostatniej stronie „Naszego Dziennika”. Gdyby sięgnąć do starej historii źródeł dawnego prawa polskiego, autorstwa Stanisława Kutrzeby, można by się tam dowiedzieć, jak za czasów Bolesława Chrobrego traktowano takich facetów. Nie dawano im pigułek, o nie. A co robiono, tego dokładnie nie powiem, ze względu na wrażliwość psychiczną szlachetnych Czytelników „Naszego Dziennika”. Wiadomo, że sama pigułka nie zmieni zwyrodniałego usposobienia takiego zboczeńca. Tutaj by pasowała kara dożywotniego więzienia połączona z wykonywaniem ciężkich prac fizycznych, w specjalnych mundurach ujawniających charakter popełnionego przestępstwa. Inna możliwość to tylko kara śmierci, która w tym wypadku jest logicznie i moralnie uzasadniona. Oburzenie premiera, redukujące się do zagrożenia sankcjami typu „farmakologicznego”, dobrze ilustruje powiedzenie o tym, jak to góra urodziła mysz. Dowodzi również, że nikt w rządzie nie ma przemyślanego projektu, jak ograniczać przestępstwa seksualne i im zapobiegać. Natomiast jest oczywiste, że wszystko, co robi obecny rząd, będzie nadal systematycznie pomnażać zgubne konsekwencje wychowania oderwanego od podstaw moralnych. Człowieka nie można wychowywać psychologicznie, biologicznie, policyjnie, partyjnie, sportowo i jeszcze jakoś tam; człowiek musi się wychowywać jako człowiek, a to oznacza odwołanie się do samego Autora, który człowieka stworzył i zaplanował jego wieczne przeznaczenie. Czy muszę tu przypominać całą treść nauczania Jana Pawła II na ten temat? Próba odizolowania człowieka od wszystkiego, co przynosi – i kim jest dla niego – Chrystus, a zarazem wystawienie go na działanie zgubnych ideologii laickich i ateistycznych jest równocześnie głupotą i zbrodnią przeciw człowiekowi. Czy rząd, który tego nie rozumie, może coś dobrego zrobić dla Narodu? Może, właśnie tę jedną rzecz: ustąpić miejsca ludziom kompetentnym i szlachetnym. W Polsce jeszcze są tacy.


Na marginesie kultury


W Stanach Zjednoczonych działa pewna szlachetna organizacja, która próbuje przeciwstawić się niemoralnym metodom „edukacyjnym” stosowanym przez Planned Parenthood: organizacja ta prowadzi w szkołach zajęcia wprowadzające młodzież w moralną sprawność samoopanowania, by młody człowiek potrafił być sobą i nie czuł się zmuszony uciekać pod złudną ochronę prezerwatywy. Jest to bardzo dobry program, odwołujący się do ważnego motywu: ocalić swoją męskość i kobiecość dla małżeństwa. Jest to świadome przeciwstawienie się fałszywemu mitowi na temat „bezpiecznego seksu”, którego bezpieczeństwo polega tylko na środkach technicznych. Ta organizacja promująca wstrzemięźliwość seksualną potrafiła w swoim czasie wywalczyć dla siebie pewne fundusze umożliwiające rozwijanie działalności w szkołach. Czy tego typu działalność, pomagająca młodym ludziom rozwijać swoje człowieczeństwo, może być dla kogoś niebezpieczna? Okazuje się, że zagrożone czują się dwie organizacje: Świecka Unia Wolności (coś to nam brzmi swojsko) i Planned Parenthood. Ludzie z tych organizacji nie przyjmują do wiadomości tego, iż człowiek może kierować sobą przy pomocy motywacji moralnej i racjonalnej, zakorzenionej w samym człowieczeństwie, w godności osoby ludzkiej. Wmawiają w siebie i drugich, że jedyna kontrola seksualności może mieć tylko charakter medyczny (pigułki itd., potem oczywiście aborcja). Dlatego zwalczają akcję wstrzemięźliwości seksualnej, rozpowszechniając fałszywe informacje na ten temat i głosując przeciw jej finansowaniu (WorldNetDaily, 17 września 2008). Czy człowiek znów nie znalazł się tu na marginesie technologii „medycznej”, wysługującej się antyludzkiej i antyrodzinnej ideologii?


Na marginesie prawa narodu


Ktokolwiek nawet pobieżnie śledzi przebieg kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, musi zauważyć, jak wyjątkową rolę w całej tej kampanii pełni propaganda proaborcyjna. Na zdrowy rozum byłoby bardziej logiczne i demokratyczne, gdyby dyskusje koncentrowały się wokół spraw człowieka, rodziny, narodu, pokoju, bezpieczeństwa, walki z ubóstwem i chorobami, jak też w końcu wokół całej problematyki kultury i wychowania, która pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem głównym argumentem, który ma pozyskać poparcie dla takiego Obamy, jest to, że on zapewnia swobodne korzystanie z „prawa wyboru”, czyli prawa do zabijania własnych dzieci. Największe zdenerwowanie pewnych kół wywołuje natomiast głos kandydata Republikanów, a zwłaszcza pani Sary Palin, która nie waha się bronić prawa do życia dzieci nienarodzonych (zob. Monte Kuligowski, The Abortion Issue and the Election, www.MichNews.com, 17 września 2008). Nie wiem, w jakim kierunku rozwinie się jeszcze debata końcowa, ale aktualny obraz Stanów Zjednoczonych, jaki wyłania się z tego, co się obecnie obserwuje, jest smutny i przygnębiający. Czy Amerykanie nie nauczyli się niczego po klęskach żywiołowych, huraganach, tornadach i powodziach, które w krótkim czasie potrafią zrównać z ziemią dorobek pokoleń? Czy nie mówi im nic uwikłanie się w beznadziejną wojnę na Bliskim Wschodzie, której jedynym skutkiem będzie (i jest) rosnąca wciąż liczba ofiar wśród żołnierzy, podczas gdy zagrożenie terrorystyczne wcale nie zmalało, tylko wnika coraz bardziej podstępnie we wszystkie tkanki społeczeństwa? Czy nie daje im do myślenia kryzys finansowy, który pokazuje, że nie można szczęśliwej przyszłości budować wyłącznie na rachunku bankowym? Czy nie zastanawiają się nad coraz bardziej widocznym przetasowaniem sił politycznych na scenie globalnej, w wyniku którego Ameryka może się stać mocarstwem po prostu lekceważonym? Coś ważnego przeoczono: ponieważ człowiek znowu znalazł się na marginesie. Jest to wielki błąd, którego następstwa będą Amerykę drogo kosztowały.


Na marginesie historii


Steven Ertelt, redaktor Life News, referuje pewien spór, który nie redukuje się do płaszczyzny terminologicznej, lecz dotyka głębszych aspektów istnienia ludzkości (Pro-Life Advocates Defend Use of Term „Holocaust” Related to Abortion Deaths, LifeNews.com, 23 września 2008). Dwoje ludzi, oddanych sprawie obrony życia, wydało wspólną deklarację broniącą prawa do używania terminu „holokaust” w odniesieniu do plagi aborcji. Tych dwoje to o. Frank Pavone, dyrektor ruchu „Kapłani dla życia”, oraz pani dr Alveda King, krewna (nieżyjącego) dr. Martina Luthera Kinga. We wspólnym oświadczeniu stwierdzają oni, że użycie tego terminu w odniesieniu do aborcji nie oznacza „trywializacji” tego słowa zastosowanego do eksterminacji Żydów przez Niemcy hitlerowskie. Jak wiemy, obrońcy życia stosowali niekiedy ten termin właśnie w stosunku do plagi aborcji, co niekiedy wywoływało protesty ze strony Żydów, na przykład Abrahama Foxmana, dyrektora Ligi Przeciw Zniesławianiu. Żydzi czuli się obrażeni, że przez to jakby zmniejsza się ranga tego dramatu, jaki przeżył ten naród w czasie II wojny światowej. Wiadomo, że już dość dawno ukazała się w Stanach Zjednoczonych książka Williama Brennana pod tytułem „The Abortion Holocaust”, wykazująca bardzo dokładną analogię między obiema formami zbrodni z punktu widzenia założeń antropologicznych, jak i „filozofii prawa”, stojących u ich podstaw.

Ojciec Pavone i dr Alveda King odwołali się do dwojakiego argumentu. Jedna linia argumentacji dotyczy nie tylko wyjątkowego okrucieństwa zastosowanego wobec nienarodzonych, ale także szczególnej zuchwałości człowieka jako człowieka wobec samej tajemnicy istnienia. Dzieci bowiem są zabijane „nie za coś, co mogły uczynić, lecz za to, że po prostu zaistniały”. Pod tym względem zbrodnia aborcji jest nieporównywalna i bezkonkurencyjna w swojej złości. Zaatakowanie faktu istnienia, jako absolutnego daru Stwórcy, jest zamachem na samego Stwórcę. Nie ma bowiem żadnego argumentu, który mógłby usprawiedliwić sprawcę, na przykład obciążając „winą” samo dziecko. Tym samym jest to brutalny zamach na sacrum życia jako stworzonego przez Boga. Drugi kierunek argumentacji polega na tym, że wykazuje, iż dramat Żydów nie jest jedynym i wyjątkowym wydarzeniem tego typu. Historia ostatniego czasu zna przykłady ludobójstwa pociągającego za sobą miliony ofiar, jak to było z rzezią Ormian, ludobójstwem w Rwandzie, w Kambodży, można też przypomnieć o śmierci wielu milionów Ukraińców zagłodzonych w imię opętańczej czerwonej rewolucji, a także o ogromnej rzeszy Polaków zesłanych przez nieludzki system bolszewicki na śmierć w tajgach Sybiru i łagrach. Jest to więc szereg podobnych dramatów, w których tępiono pewne grupy ludnościowe w imię fałszywej ideologii odmawiającej im prawa do życia. Holokaust Żydów jest więc jednym z przypadków tworzących charakterystyczną serię uzasadnioną zbrodniczymi ideologiami, na których opierało się państwo totalitarne. Rozwijając ten drugi kierunek argumentacji, o. Pavone i dr King podkreślają, że zbrodnia przeciw dzieciom posiada tę przewagę, że w samych Stanach Zjednoczonych w ciągu minionych 35 lat liczba zamordowanych w ten sposób istnień ludzkich przekracza już 50 milionów i nadal trwa, bez wyraźnych oznak, by ten proces uległ zahamowaniu.

Ten argument można jeszcze zaostrzyć, pokazując, że przestępstwo jest popełniane nie tylko na terenie Ameryki, lecz także w wielu krajach Europy i Azji, i – niestety – Afryki i Australii. Ten zbrodniczy proces zrósł się więc z pewnym typem cywilizacji i stał się jego charakterystycznym symptomem. Można nawet powiedzieć, że nie tylko zrósł się z pewnym typem cywilizacji, ale zaczął ją formować, a raczej deformować, na podstawie tkwiącej w tym grzechu dynamiki psycho-społecznej i ukrytej logiki, narzucającej określony sposób myślenia o całej rzeczywistości. Fakt, że ten grzech i uczestnictwo w nim angażuje szereg instytucji politycznych, społecznych, prawnych (parlamenty, sądy etc), ekonomicznych, naukowo-oświatowych, medycznych i kulturowych, powoduje, iż na wszystkich tych poziomach współistnienia zbiorowości ludzkiej zmienia się stopniowo rozumienie człowieczeństwa, męskości, kobiecości, życia, płodności, miłości, etosu i sensu życia i cały pogląd na świat. Świat i życie stają się terenami osiągania maksimum przyjemności bez względu na cokolwiek, nie liczy się godność czy jakakolwiek wartość moralna, liczy się tylko korzyść przeliczalna na pieniądze.

Ogromne znaczenie ma w tym przewrocie układów ludzkich to, że grzech aborcji rozbija od wewnątrz i nasterowuje w przeciwnym kierunku rodzinę ludzką, która jest podstawą i centrum cywilizacji. Konsekwentnie taka więź międzyludzka nastawiona przeciw własnej istocie w tenże sposób deformuje wszystko, co składa się na cywilizację jako formę życia zbiorowego (zob. Feliks Koneczny). Wszystko, w sposób lucyferyczny, staje się zaprzeczeniem siebie. Sprawdza się ponura wizja Heideggera: byt jest istnieniem ku nicości, życie polega na jego niszczeniu, miłość staje się nienawiścią do zakorzenionego w miłości Boga daru istnienia, prawda jest zaprzeczeniem siebie samej, a piękno jest tylko karykaturą ładu Kosmosu, drugi człowiek jest tylko okazją do złego i obiektem nadającym się do zniszczenia. Dla przykładu, tak było niedawno w historii czworga młodych ludzi w Rosji, którzy zostali bestialsko zamordowani przez satanistów, następnie upieczeni na ogniu i zjedzeni w ramach rytualnej uczty („The Sun”, 17 września 2008). Czy nie jest tak, że po odrzuceniu prawa Bożego wszystko traci swój właściwy sens i zaczyna służyć ugruntowaniu panowania kogoś, kto od początku postanowił być przeciwnikiem Pana Boga? Liczą się tylko korzyści pozostające w kręgu trzech głównych pożądliwości, a na marginesie tego „panowania” przeciwnego Bogu jest człowiek, jego prawda, jego dobro, jego zbawienie. Na marginesie, a czasem na śmietniku tej pseudocywilizacji.

drukuj