Ksiądz powinien umieć służyć ludziom

Z Jego Eminencją ks. kard. Henrykiem Gulbinowiczem z Wrocławia
rozmawia Marek Zygmunt

Obchodzi Ksiądz Kardynał cztery piękne jubileusze: 60-lecia przyjęcia
święceń prezbiteratu, 40-lecia sakry biskupiej, 25-lecia otrzymania purpury
kardynalskiej. Mija także 35 lat od chwili rozpoczęcia posługi biskupiej na
Dolnym Śląsku. Związana z tymi rocznicami różnorodna działalność duszpasterska,
społeczna, charytatywna, kulturalna i naukowa skupiają się wokół sakramentu
kapłaństwa. Kiedy Jego Eminencja podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium
duchownego?
– Wprawdzie moi przodkowie należeli zawsze do Kościoła
rzymskokatolickiego, ale nigdy nie było w naszej rodzinie żadnych powołań
kapłańskich czy zakonnych. Moi rodzice mieli bardzo dobre kontakty z siostrami
zakonnymi ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Zakon ten powstał w XIX wieku w
Wilnie w czasie rozbiorów Polski. Siostry miały pomagać duszpasterzom w
przekazywaniu prawd wiary, zwłaszcza tam, gdzie kapłani nie mogli sami dotrzeć.
Przychodziły do naszego domu i uczyły nas pacierza, religijnych postaw w domu i
w Kościele.
Mój proboszcz przeprowadził na początku września 1944 r. „tajną”
rozmowę z moimi rodzicami. Dotarło do mnie wówczas tylko tyle, że ks. abp
Romuald Jałbrzykowski powrócił szczęśliwie z niemieckiego obozu, jest już w
Wilnie i ma zamiar otworzyć seminarium duchowne. Dotarłem tam po raz pierwszy 15
września 1944 roku. Rektor powiedział wtedy do mnie: „Papiery masz dobre, ale ty
przyszedłeś w takich krótkich majtkach…”. A ja byłem po prostu ubrany po
harcersku, i on to później zrozumiał. Kazał mi 10 października (tego samego
roku) zabrać ze sobą z domu poduszkę, kołdrę i przyjść na wykłady do budynku
przy ul. Mostowej. Po kilku dniach pobytu w seminarium zorientowałem się, że
takich jak ja na pierwszym roku jest ponad dwudziestu, a w sumie w całej uczelni
sześćdziesięciu studiujących na sześciu kursach. Ich obecność bardzo podniosła
mnie na duchu. Chociaż ostateczną decyzję o podjęciu nauki w seminarium
duchownym podjąłem, obserwując zachowanie starszych alumnów, 11 listopada 1944
r., a zatem w dniu święta odzyskania przez Polskę niepodległości. Po ćwiczeniach
i modlitwie w kaplicy seminaryjnej położyli się oni krzyżem. Dziekan alumnów
powiedział do nas: „Dziś święto Niepodległości RP. Módlmy się o wolność dla
Polski i Litwy”. Dziekan i starsi koledzy położyli się krzyżem i modlili się w
tych intencjach. Byłem bardzo zafascynowany tym faktem, ale sam się nie
położyłem. W tym właśnie momencie podjąłem definitywnie decyzję: Ja tutaj
zostaję!

Jak Ksiądz Kardynał wspomina dzień swoich święceń
kapłańskich?

– Ksiądz arcybiskup Jałbrzykowski był osobą
nietuzinkową. Wstawał zawsze o godz. 4.00 rano. Dlatego też nic dziwnego, że
uroczystość rozpoczęła się o godz. 7.00. Sakrament kapłaństwa przyjęło wtedy
sześciu diakonów. Dwóch żyje do dzisiaj; oprócz mnie, w Białymstoku mieszka mój
kolega ks. infułat Zygmunt Lewiński. Każdy z nas na pewno przeżywał tę ceremonię
inaczej. Przynajmniej dla mnie powołanie przez Boga do kapłaństwa jest kwestią
niekoniunkturalną, jest jakby własnością danego człowieka.
Zawszę będę
pamiętał słowa mojej mamy, które wypowiedziała do mnie 18 czerwca 1950 roku, w
dniu moich święceń prezbiteratu: „Słuchaj, nigdy się nie pchaj do przodu. Jak
będziesz potrzebny, to Cię znajdą”.

Eminencjo, Kapłaństwo to nie tylko służba ludziom, to także wielka
samotność. W jaki sposób Ksiądz Kardynał zapatruje się na nagłaśniane ostatnio –
przede wszystkim przez środowiska nieprzyjazne Kościołowi – ataki na
celibat?

– Celibat to prawo ustanowione przez władzę kościelną. I
dobrze, że ono jest. Uważam, że jeśli ktoś ma służyć społeczeństwu, to powinien
mieć taką sytuację, żeby swoje myślenie, postępowanie, starania ukierunkować na
służbę w jakiejś wspólnocie, np. parafialnej. Gdyby ksiądz był żonaty, to
musiałby myśleć o małżonce, dzieciach… Musiałby po prostu dzielić swój czas
między wypełnianiem obowiązków rodzinnych i parafialnych. A to byłoby na pewno
bardzo trudne, dla wspólnot parafialnych na pewno niekorzystne.

Co z tak bogatego kapłańskiego doświadczenia chciałby Ksiądz Kardynał
przekazać dzisiaj tym, którzy już niedługo będą prezbiterami Kościoła
rzymskokatolickiego?

– Bogu dziękuję, że już w czasie studiów
seminaryjnych uświadomiłem sobie, że ksiądz powinien umieć służyć ludziom na
każdym etapie ich życia. Chciałbym, żeby dzisiejsi nowi prezbiterzy zawsze
pamiętali, iż nie są wezwani, aby panować, ale po to, by służyć. „Patentia et
Caritas” – „Cierpliwość i miłość” – te słowa w moim herbie biskupim powinny być
dla każdego księdza ogromnie ważnym elementem w duszpasterskiej posłudze. Kapłan
musi zawsze szukać tego, co dobre, co łączy, a nie dzieli. Musi także wiedzieć,
że Kościołem rządzi Pan Bóg. To On stawia na naszej drodze ludzi, którzy mogą
nam wiele powiedzieć i od których możemy się dużo nauczyć. Jeśli będziemy tego
przestrzegać, „dogadamy” się z Panem Bogiem i z człowiekiem.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

drukuj