fot. flickr.com

Ewangelia na 30. Niedzielę zwykłą

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy”.

Mt 22, 34-40

* * *

Dziś dziękujmy dobremu Bogu za ten kościół. Dziękujmy Bogu za naszych przodków, którzy odmawiając sobie niekiedy wielu rzeczy, wznieśli tę świątynię. Dziękujmy Bogu za to, że możemy się tu spokojnie modlić. Dziękujmy Bogu za chrzcielnicę, w której nasze dzieci rodzą się do życia Bożego, za stojące tu konfesjonały, w których zawsze otrzymujemy przebaczenie i łaskę. Dziękujmy wreszcie Bogu za ołtarz, z którego otrzymujemy żywego Jezusa w Eucharystii.

Rocznica poświęcenia własnego Kościoła to, owszem, z jednej strony dziękczynienie za miejsce, w którym Bóg daje siebie człowiekowi, a jednocześnie to dziękczynienie za to, że my sami jesteśmy świątyniami Boga. Staliśmy się nimi w dniu naszego chrztu. Wtedy to zostaliśmy włączeni w Kościół, który – jak wiemy – zrodził się z Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, która jest wydarzeniem stojącym u podstaw Kościoła i do niej należy zawsze się odwoływać, jeśli się chce wiedzieć, czym jest Kościół i czym być powinien. Dzisiaj, kiedy tak często słyszy się powtarzany slogan: „Chrystus tak, a Kościół nie!”, istnieje pilna konieczność odnowionej i solidnej refleksji nad tajemnicą Kościoła. Na początku XX wieku przepowiadano, że będzie on wiekiem Kościoła, wiekiem, w którym na nowo zostanie odzyskana świadomość jego znaczenia. Z pewnością urzeczywistniło się to na poziomie teologicznym. W tym czasie ukazały się niezliczone studia nad naturą Kościoła. Z Kościołem dzieje się tak, jak z witrażem w gotyckiej katedrze. Gdy się patrzy z zewnątrz, z drogi publicznej, witraż jest tylko zlepkiem kawałków ciemnego szkła, powiązanych ze sobą paskami równie ciemnego ołowiu. Ale gdy się wejdzie do środka katedry i ogląda się ten sam witraż pod światło, z wewnątrz, co za gra kolorów, postaci, znaczeń! Musimy stanąć wewnątrz Kościoła, aby zrozumieć jego tajemnicę. W środku, nie tylko instytucjonalnie, ale w sercu.

Ewangelia na rocznicę poświęcenia kościoła nie mówi ani słowa o budowie czy budynku kościelnym, natomiast mówi o zbawieniu Zacheusza i całego domu. Ale domu w starożytnym znaczeniu, czyli domowników, mieszkańców, rodziny i służby. W Kościele najważniejsi są ludzie, a nie architektura i malarstwo, mury i rzeźby. Co nie znaczy, że architektura nie ma znaczenia; ma, ale jest wtórna wobec człowieka. To nawrócony, uduchowiony i wierzący człowiek tworzy piękną architekturę sakralną, dając w ten sposób naturalne, spontaniczne świadectwo swojej wiary. Świadectwo piękna oddziałuje później na innych, budząc zachwyt i tęsknotę za pięknem absolutnym, za Bogiem.

Ale to jest dopiero „produkt finalny”. Zanim dokona się ten proces pomnażania wiary przez zachwyt nad pięknem, najpierw musi dokonać się trudny proces oczyszczenia i nawrócenia człowieka. To właśnie ten etap, tak przejmująco opisany w dzisiejszej Ewangelii, jest decydujący, a często spychamy go na drugi plan, albo wręcz w ogóle pomijamy. Wiele razy w dziejach bywało, że autentyczną wiarę ludzi tworzących Kościół zastępowaliśmy pięknem kościołów.

Ewangelia o Zacheuszu to najpiękniejsza ikona biblijna, która ukazuje nam proces budowania świątyni własnego serca i świątyni wspólnoty kościelnej. Najpierw Zacheusz odczuwa w sobie nieodparte pragnienie zobaczenia Jezusa Chrystusa. Ten to biblijny obraz mówi nam, że w jego sercu było od dawna pragnienie spotkania się ze Zbawicielem, którego nigdy nie zgasił, ale je podtrzymywał. Kiedy dowiedział się, że ma przechodzić przez Jerycho, miejsce gdzie Zacheusz żył, ale i symbol tej ziemi, zrobił wszystko, aby się z Nim spotkać i Go zobaczyć. Symbole biblijne mówią, że wybiegł naprzód i wspiął się na drzewo, co oznacza, że pogłębił znajomość Bożego Objawienia i pogłębił swoje życie wiarą. Wtedy to dopiero stanął przed nim Jezus i wprosił się do jego domu życia.  Kiedy więc Jezus przyszedł do jego domu życia, do świątyni jego serca, wówczas stanął i wypowiedział swoją drogę nawrócenia: Połowę majątku oddaję ubogim, a drugą połowę przeznaczę na wynagrodzenie tym, których skrzywdziłem. Jezusa przyjmuje to nawrócenie i odnowę życia od Zacheusza i mówi: Dziś zbawienie stało się temu domowi. Zacheusz zbudował wówczas wspaniałą świątynię swojego serca, która stała się napełniona obecnością Jezusa Chrystusa i postawą miłości i daru dla bliźnich. Jego dom, czyli cała rodzina stała się także nową świątynią.

Dobrze, że dzisiaj mamy wiele pięknych świątyń, chociażby i ta, w której teraz się modlimy, ale wciąż brakuje żywych świątyń ludzkich serc, świątyń rodzin i małżeństw, w których mieszka Jezus Chrystus i żywych wspólnot parafialnych, gdzie centralne miejsce zajmuje Chrystus Zmartwychwstały, gdzie żyje się nowym przykazaniem miłości, gdzie dba się o biednych i ubogich, gdzie wszyscy czują się rzeczywiście braćmi i siostrami.

Znajdźmy i my w naszym życiu jakąś „sykomorę”, z której łatwiej będzie nam dostrzec Jezusa i Jego Kościół, a przede wszystkim, na której On nas dostrzeże i zaprosi na ucztę, podczas której my stawać się będziemy żywą świątynią i będziemy budować w naszych rodzinach, środowiskach i wspólnotach parafialnych żywe świątynie Ludu Bożego.

 

Teolog, wykładowca teologii pastoralnej w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów  w Tuchowie oraz w Wyższym
Seminarium Duchownym Franciszkanów w Krakowie, rekolekcjonista sióstr zakonnych i księży – Kraków

o. Kazimierz Fryzeł CSsR
slowo.redemptor.pl

drukuj