fot. sxc.hu

EWANGELIA

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» 
A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków».
Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»
Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego».
Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam Ty jesteś Piotr – Opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».
Wtedy przykazał uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.

Mt 16, 13-20

***

Zapewne wszyscy zainteresowani jesteśmy tym, co inni myślą i mówią o nas, szczególnie najbliżsi: mąż, żona, dzieci, rodzice, przyjaciele, wychowawcy, przełożeni w pracy itp. Chociaż zwyczajnie udajemy, że to nas nie obchodzi, to jednak bardzo często te opinie wpływają nie tylko na nasze samopoczucie, ale także na nasze decyzje i postępowanie. Bardzo głęboko w nas zapadają oceny, które wypowiadane są o nas. Pozytywne podbudowują nas, a negatywne niekiedy załamują, a niekiedy mobilizują. Jest wielką mądrością umiejętność wykorzystania ocen o sobie samym do własnego rozwoju. To wymaga oczywiście wielkiej pokory i odwagi. To prawda – człowiek jest istotą, która szuka akceptacji i uznania innych. Jest nam to potrzebne do pełniejszego życia i  do rozwoju.

Dzisiaj w Ewangelii Jezus pyta apostołów, a także każdego z nas: „za kogo Mnie uważacie?”. Chrystus pyta nie po to, aby siebie dowartościować, poprawić sobie nastrój, skorygować myślenie o sobie na podstawie tego, jak go inni odbierają, ale dlatego, że chce jak najlepiej dla tych, których o to pyta. Chce zmiany nie swojej, ale naszej. Wie przecież, że od odpowiedzi na to pytanie wiele zależy – nasze zbawienie.

Dlatego potraktujmy dzisiaj bardzo poważnie to pytanie i udzielaną przez nas odpowiedź.

Apostoł Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Ta odpowiedź pełna wiary nie była owocem jego wysiłku i poszukiwań, ale darem Boga. Sam Jezus to potwierdza w słowach: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”.

Jezus poprzez swoje życie, wypowiedziane słowa i dokonane czyny, daje sam świadectwo o sobie, że jest Bogiem, że jest prawdziwym „skarbem”, dla którego warto poświęcić wszystko; że jest przyjacielem, który nigdy nas nie opuszcza, bo zna najgłębsze pragnienia naszego serca. Zaświadcza sam, że jest „Synem Boga żywego”, obiecanym Mesjaszem, który przyszedł na ziemię, aby ofiarować ludzkości zbawienie i zaspokoić pragnienie życia i miłości, będące pragnieniem każdej ludzkiej istoty.

To jest wiadomość, wobec której nie możemy pozostać obojętnymi. Jeśli ona jest prawdziwa, to wszystko się już zmieniło. Jeśli jest prawdziwa, to dotyczy również i mnie. Tak więc, podobnie jak Piotr powinniśmy wyznać: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.

Jednak istnieje możliwość odrzucenia odpowiedzi Piotra. Ale wtedy są tylko dwa logiczne argumenty uzasadniające taką postawę:

Argument pierwszy:

odrzucam Jezusa jako Boga, bo nie wierzę w to co mówił i co czynił. Czyli uważam Go za kłamcę, który świadomie głosił nieprawdę i chciał mnie oszukać.

Argument drugi:

odrzucam, bo uważam Jezusa za szaleńca, któremu wydawało się, że jest Bogiem i Zbawicielem.

Istniej także możliwość niezajęcia stanowiska wobec tego pytania. Postawa ta może mieć wiele przyczyn.

Św. Jan Paweł II w posynodalnej adhortacji apostolskiej z 2003 roku „Ecclesia in Europa” stwierdza przykrą prawdę:

„europejska kultura sprawia wrażenia «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. Bardzo często współczesny człowiek nie jest zainteresowany odpowiedzią na postawione dzisiaj przez Jezusa pytanie. Zagłusza myśl o tym, że życie bez Boga jest bez sensu i zadawala się tym co posiada i co przeżywa. Zadawala się swoją „sytością”.

Św. Grzegorz Wielki, papież z przełomu VI i VII wieków już wtedy zauważał ten problem i tak go wyjaśniał:

„Kiedy człowiek całkowicie jest pochłonięty swoim światem, materialnymi rzeczami, tym, co on może zrobić sam i co przynosi jemu sukces, wtedy jego potrzeba Boga słabnie, «czucie» odpowiadające za kontakt z Bogiem więdnie, traci swoją czujność i delikatność”.

Rzeczywiście tak jest! Kiedy człowiek cały czas posługuje się wszystkimi empirycznymi środkami, wtedy u niego poczucie Boga tępieje i więź z Nim obumiera. Wtedy człowiek nie czuje na sobie spojrzenia Boga, nie czuje, że prawdziwym szczęściem jest to, że Bóg chce przyjść do niego i chce być sensem i celem jego życia, nasyceniem wszystkich najgłębszych ludzkich pragnień.

Człowiek czuje się samowystarczalnym i nasyconym. Zadawala się materią. Wydaje się mu, że wszystko może. Zaczyna pokładać nadzieję tylko w sobie! W swoich talentach, możliwościach, pieniądzach. Czyni z siebie boga.

Jest też inna przyczyna, a mianowicie ta, że przyjęcie Jezusa Chrystusa jako Boga – łączyłoby się ze zburzeniem dotychczasowego porządku życia. Przyjęte światło bóstwa Jezusa Chrystusa pokazałoby uczynki człowieka w prawdziwym świetle, tzn. pokazałoby je jako grzeszne, zgodnie z tym co mówi św. Jan Ewangelista:

„każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków” (J 3, 20).

Dlatego dzisiaj bardzo często słyszy się wypowiedzi, które chcą pozbawić boskości Chrystusa, sugerując, że był nikim więcej jak tylko wybitnym człowiekiem, dobrym nauczycielem moralności, jednym z kilku wielkich postaci naszej historii. Ale wybitnym człowiekiem i dobrym nauczycielem moralności Chrystus mógł być wtedy i tylko wtedy, gdy był też Bogiem. Będąc kłamcą albo szaleńcem, nie mógł być dobrym nauczycielem moralności. Bardzo często taką pozycję na temat Chrystusa przyjmują Ci, którzy nie mają z Nim nic, albo prawie nic wspólnego, a ich obecność w kościele jest okazjonalna (chrzest, ślub, pogrzeb). To ci którzy często latami stronią od sakramentów. To są wreszcie ci, którzy znudzili się Chrystusem i Jego Kościołem i szukają natchnienia w rodzących się sektach i ruchach. W Polsce, podobnie jak w wielu krajach Europy, większość deklaruje swoja wiarę, jednak ich życie często rozmija się z postawą wiary.

Jaka jest moja szczera odpowiedź na postawione dziś przez Jezusa pytanie: „a Wy za kogo mnie uważacie?” Do jakiej kategorii ludzi – tak szczerze i uczciwie przed samym sobą – mogę siebie zaliczyć?

Jeśli przyjmuję odpowiedź Piotrową, to oznaczy, że przyjmuję Jezusa do swojego życia jako Boga, jako najważniejszą Osobę swojego życia i Jego wskazania czynię moimi zawsze, w każdej chwili i w każdym miejscu mojego życia.

„Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego!”.

Autor: o. Dariusz Paszyński CSsR – Przełożony Regii Świętego Gerarda (Regia obejmuje placówki w Kemerowie, Orenburgu, Orsku, Pioniersku, Togliatti i Pietropawłowsku) – Kazachstan, Rosja

Źródło: www.slowo.redemptor.pl

drukuj