Czy można wskrzesić ginącą cywilizację?

Ks. prof. Jerzy Bajda

Ostatnio słyszy się głosy akcentujące potrzebę ocalenia, względnie ożywienia zachodniej cywilizacji. Nie chodzi w tym szkicu o dyskusję z filozofami, którzy opracowali teorie genezy, trwania i zaniku cywilizacji (np. Arnold Toynbee, Oswald Spengler, a zwłaszcza Feliks Koneczny), lub o dyskusję z teorią „zderzenia cywilizacji” (Samuel P. Huntington), która również niepokoi umysły wielu ludzi. Pragnę wejść w problem tą ścieżką, którą ukazał Papież Benedykt XVI w wystąpieniu skierowanym do młodzieży z okazji „Dnia Uniwersytetu”. Papież z dużym naciskiem wezwał młodzież do odrodzenia cywilizacji zachodniej, która w dużym stopniu (o ile tu można mówić o stopniowaniu) zdradziła Ewangelię, która była jej duszą.


Obraz ze starej legendy


Aby ożywić tło zagadnienia, pozwolę sobie przytoczyć ciekawe uwagi pewnego publicysty amerykańskiego Lee Duigona na temat aktualnego stanu cywilizacji zachodniej (www.michnews, 5 marca 2008 r.). Duigon przytacza osobliwą historię podaną przez autora nazwiskiem Snorri Sturlson. Może to jest historia, a może tylko legenda, jednak bardzo wymowna. Otóż w opowieści pod tytułem „The Heimskringula” bohater, król Harald I, władca Norwegii, zakochał się w młodej i pięknej czarownicy. Ona go po prostu oczarowała. Kiedy owa czarownica niespodziewanie i nagle zmarła, król nadal żył pod jej urokiem (czarem) i pozostawił jej ciało na łożu przez trzy lata. Nie widział powodu, by zwłoki usunąć z mieszkania. Ciało czarownicy nie podlegało rozkładowi, było nadal młode, świeże i piękne. Zaniepokojeni doradcy króla w końcu nakłonili go do tego, aby usunąć zwłoki zmarłej kobiety z pokoju. I kiedy przeniesiono ciało, okazały się nagle jawne wszystkie owoce rozpadu. Zanim zdołano zwłoki czarownicy poddać spaleniu, wypełzły z nich rozmaite gady, węże i wszelkie robactwo.

Na tym kończy się historia przytoczona przez Duigona. Publicysta twierdzi, że „chociaż nie jest to dokładny obraz dzisiejszej zachodniej cywilizacji”, to jednak coś o niej mówi. „Zachodnia cywilizacja wciąż przedstawia się jako elegancka, strojna i zadbana, lecz wewnątrz jest zgniła i karmi potwory”. Dla poparcia swojej tezy Duigon przytacza dwa przykłady. Oto w mediach amerykańskich „szaleje” niejaki David Levy, który zapewnia, że w roku 2050 ludzie będą się seksualnie wyżywali przy pomocy robotów, a nawet będą z nimi zawierali „małżeństwa”. Zapowiadając te wstrząsające „osiągnięcia”, David Levy twierdzi, że kieruje się jedynie bezinteresownym współczuciem… Duigon stawia pytanie: „Jakbyśmy zareagowali, gdyby w 1958 roku jakiś intelektualista nam powiedział, że za 50 lat homoseksualiści będą mieli dominujący wpływ na kulturę? Że naszym dzieciom w publicznych szkołach będą wciskać teorie o zaletach sodomii i zmiany płci, i to całkowicie z zimną krwią? Że ktoś, kto kwestionowałby te nowości 'kulturalne', zostanie okrzyczany jako zacofaniec i fanatyk?”. Gdyby wtedy ktoś to zapowiadał, zostałby bez litości wyśmiany.

Drugi przykład. Ktoś z kręgu organizacji walczącej o „laicki” charakter Ameryki zadzwonił do znanej organizacji Planned Parenthood, oferując znaczną kwotę pieniędzy, z tą jednak szczególną propozycją, aby „jak najwięcej czarnych dzieci zlikwidowano przez aborcję”. W siedmiu stanach USA funkcjonariusze PP odpowiedzieli na tę propozycję z entuzjazmem. Ktoś z nich odparł (na pytanie dziennikarzy): „Przyjmujemy pieniądze skądkolwiek, niezależnie od motywu”. Planned Parenthood jest wierne założeniom ustalonym przez Margaret Sanger, która marzyła o tym, aby zlikwidować na ziemi czarną rasę. Tymczasem amerykańscy podatnicy dopłacają do funduszu PP. Są to także czarni podatnicy. Co byśmy powiedzieli, gdyby Kongres USA zaoferował 100 milionów dolarów Ku Klux Klanowi? Ale Planned Parenthood zabija w ciągu miesiąca więcej czarnych dzieci, niż Ku Klux Klan zabił ludzi w ciągu blisko 150 lat swej działalności. „To są takie dwa potwory poruszające się w padlinie 'zachodniej cywilizacji’… Myśl, że ludzkość sama może sobie stworzyć prawo moralne, odrzucając Boga i Jego wieczne prawo, zrodziła wszelkiej maści duchowe robactwo”.


Europa: blichtr i próchno


Posłu gując się żywym i malowniczym językiem, Duigon trafia w sedno problemu. Odejście od Boga oznacza odejście od życia: a wtedy zostaje tylko czekać na widoczne objawy rozkładu jako skutku śmierci. Bo cywilizacja jest też formą życia i potrzebuje mieć duszę. Również Biblia zawiera sceny lub stwierdzenia ukazujące kontrast między splendorem chwały, w którą stroi się sam człowiek, a zgnilizną, która ujawnia prawdę jego życia. Wystarczy przypomnieć sobie epilog rządów Antiocha Epifanesa IV, o którym czytamy w II Księdze Machabejskiej: „Ten, który niedawno w swojej nadludzkiej pysze był przekonany, że może rozkazywać falom morskim i wyobrażał sobie, że na wagę może rzucić szczyty gór, znalazł się na ziemi, skąd zabrano go do lektyki (…) doszło do tego, że nawet z oczu bezbożnika wydobywały się robaki, a ciało jego za życia w boleściach i mękach odpadało kawałkami, na skutek zaś przykrej woni, jaka od niego wychodziła, całe wojsko cierpiało od mdłości…” (2 Mch 9, 8-10). Przypomnijmy także zawsze aktualny sąd Pana Jezusa wypowiedziany pod adresem obłudników: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23, 27).

Taka jest Europa, strojąca się w dwanaście gwiazd zabranych Niewieście z Apokalipsy, a wewnątrz współpracująca z wężem rajskim, przeciwnikiem Niewiasty, będącej stolicą Boga i symbolem Kościoła. Europa, która usiłuje organizować życie całych narodów, a w swojej realnej polityce kieruje się cywilizacją śmierci i cynicznie bezcześci rodzinę, którą Bóg ustanowił sanktuarium życia. Europa, która zdetronizowała Chrystusa, prawdziwego Pasterza ludów, a która oddaje cześć mitom i bałwanom sprowadzanym z całego świata pod szyldem tolerancji i pluralizmu. Europa, która odrzuciła Dekalog i na jego miejsce wymyśliła tysiące przepisów, za pomocą których armia biurokratów będzie kontrolować każdy ruch obywatela, a także owieczek na halach i ruch morskich rybek zapędzonych w rybackie sieci. Europa, która lekceważy prawa narodów pochodzące z samego źródła tajemnicy Stworzenia, a wynosi na piedestał urojone prawa różnych „mniejszości” rozmijających się z prawdą człowieczeństwa i zarażających całą kulturę wszelką zgnilizną moralną. To samo odnosi się do Ameryki, która sama w istocie jest europejskim szczepem przerzuconym za ocean. Trudno wyliczyć wszystkie składniki tej cywilizacji śmierci, które w systematycznym wykładzie napiętnował Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”.


Potrzeba świeżej krwi


Benedykt XVI nie bez powodu akcentuje konieczność czegoś w rodzaju „reanimacji”, jakby transfuzji świeżej krwi do obiegu duchowego cywilizacji zachodniej. Tę świeżą krew zawiera Ewangelia, zaś bez tej żywotnej „limfy” niemożliwe jest ożywienie cywilizacji. To znaczy, że młode pokolenie, do którego adresuje swoją odezwę Papież, jest posłane, aby w sercu tej cywilizacji na nowo zaszczepić „plan Boży objawiony w Jezusie Chrystusie”, gdyż tylko w ten sposób może powstać i żyć to, co ostatni Papieże nazwali „cywilizacją miłości”. Nie jest to więc program polityczny ani „kulturalny” w obiegowym tego słowa znaczeniu, lecz program apostolski, program ewangelizacyjny. A skoro powiedziano, że ta cywilizacja zachodnia „zdradziła (w pewien sposób) Ewangelię”, to oznacza, iż cywilizacja musi przeżyć coś, co miałoby charakter nawrócenia. Dla cywilizacji „nawrócić się” to wrócić do swego źródła, wrócić do swojej prawdy, która w sposób organiczny łączyła się z chrześcijaństwem. Temat ten jest zbyt szeroki, aby go rozwijać szczegółowo; jednak dotknę zwięźle pewnych istotnych punktów tego problemu.

Ksiądz kardynał Joseph Ratzinger, zastanawiając się nad przyszłością Europy, podkreślał bezwzględne pierwszeństwo etyki w stosunku do prawa. Najmocniej zaakcentował moralny i religijny wymiar tożsamości Europy w wykładzie wygłoszonym w Senacie rzymskim pt. „Duchowe fundamenty Europy wczoraj, dziś i jutro”1. Kardynał zwrócił uwagę na fakt, że kryzys, jaki dotyka Europę po upadku reżymów komunistycznych, nie jest kryzysem ekonomicznym. „Najprawdziwszy kryzys (…) polega na wyjałowieniu dusz, na zniszczeniu sumienia. Uważam, że zasadniczym problemem dla Europy i świata w naszej dobie jest to, że nigdy nie kwestionuje się niepowodzenia gospodarczego – przez co starzy komuniści łatwo przeobrazili się w liberałów ekonomicznych – natomiast sprawy moralne i religijne, o które w gruncie rzeczy chodziło, niemal całkowicie się odsuwa. Dlatego problemy, które pozostawił po sobie marksizm, wciąż istnieją i dzisiaj: to, że rozwiała się pierwotna pewność człowieka w kwestiach Boga, samego siebie i wszechświata, to, że nastąpił rozkład poczucia nienaruszalnych wartości moralnych, jest nadal i właśnie teraz naszym problemem; może to doprowadzić do samozagłady świadomości europejskiej i powinniśmy zacząć to postrzegać – niezależnie od wizji upadku nakreślonej przez Spenglera – jako rzeczywiste niebezpieczeństwo”2.


Prymat etosu


Także we wcześniejszych wystąpieniach poświęconych przemianom w Europie ks. kard. Ratzinger kładł nacisk na prymat wartości moralnych i duchowych u podstaw budowy wszelkiej koncepcji politycznej. Żaden twór polityczny nie ma gwarancji wiecznego trwania, choćby dysponował wielką siłą i sumą imponujących osiągnięć3. Polityka może być prowadzona albo w świetle mitu i wtedy poświęca człowieka dla „idealnego społeczeństwa”, albo w świetle faktu, że człowiek jest istotą odpowiedzialną moralnie, i to nie w sposób anonimowy, lecz przed Bogiem. Wtedy polityka musi przyjąć za podstawę wszelkich planów i działań prawo moralne. Państwo nie może tworzyć religii ani samo stwarzać prawa moralnego; musi pozostać w sferze „profanum”. Ale to nie znaczy, że może zamknąć się w pragmatyzmie, „lecz musi walczyć o przetrwanie przekonań moralnych, bo tylko poprzez przekonania etos może stać się siłą i w ten sposób przygotować państwu drogę”4.

Jeżeli prawdą jest, że sprawiedliwość odróżnia państwo od bandy zbójeckiej, to również trzeba pamiętać, iż chodzi tu o prawdziwą sprawiedliwość, różną od tej, którą ustanawiają dla siebie grupy zbójeckie. Musi więc to być sprawiedliwość, która nie pochodzi od człowieka, oświetla życie całej ludzkości i dlatego może pochodzić tylko od Boga5. Sprawiedliwość stoi na straży dobra obiektywnego i uniwersalnego. To „dobro poza i ponad wszelkimi dobrami zostało w europejskiej tradycji sformułowane na takiej podstawie, której Europa nie dała sobie sama, lecz otrzymała jako wyższy przekaz: w dziesięciu przykazaniach, w których zresztą Izrael i chrześcijaństwo spotykają się z najczystszymi tradycjami całej ludzkości. Został w nich również zawarty rdzeń tego, co wczesna nowożytność sformułowała w pojęciu praw człowieka. (…) Filozof religii Georg Picht pokazał, że nauka o prawach człowieka opiera się na przekonaniu o tym, iż człowiek jest obrazem Boga i w ten sposób implikuje europejską metafizykę”6. Zdefiniowanie praw człowieka nie musi być uważane za zjawisko przemijające i względne, gdyż – jak wykazał Robert Spaemann – cierpienie z powodu pogwałcenia ludzkiej godności jest świadectwem, że ta godność nie może być unieważniona. Spaemann również powiedział, że „jeśli Europa nie eksportuje swojej wiary, wiary w to, że – by tak powiedzieć wraz z Nietzschem – 'Bóg jest prawdą, że prawda jest boska', to w sposób nieunikniony eksportuje swoją niewiarę, to znaczy przekonanie, że nie ma prawdy, nie ma prawa, że nie ma dobra… Bez idei tego, co nieuwarunkowane, Europa jest tylko pojęciem geograficznym. Nawiasem mówiąc, nazwą miejsca, w którym rozpoczęła się likwidacja człowieka”7.


Europa oparta na Bogu, nie na „wartościach”


Jak wiadomo, różne ciemne siły zrobiły wszystko, aby to, co chcą nazywać „konstytucją europejską”, oderwać od wszystkiego, co mogłoby tej ustawie nadać zasadniczą rangę i ważność, a zwłaszcza oderwać od źródeł etycznych i religijnych, przede wszystkim chrześcijańskich. Europejska „konstytucja” zasłania się całą plejadą „wartości”, ale wiadomo, że cała teoria „wartości” (tak bardzo zakorzeniona w myśli niemieckiej) nie zapobiegła zapanowaniu w Rzeszy potwornego systemu ludobójczego. Podobnie wszystkie „europejskie wartości” nie potrafią przeciwdziałać procesowi pogrążania się cywilizacji europejskiej w otchłań barbarzyństwa. Kiedy traci się świadomość, że prawda istnieje, „chętnie zastępuje się prawdę 'wartościami', co do których można szukać przynajmniej częściowego porozumienia”8. Państwo musi uznać nad sobą suwerenność żywego, osobowego Boga, który nie jest tylko ideą czy subiektywną fikcją wymyśloną po to, by ominąć rzeczywistość. Człowieka i Europy nie uratuje jakikolwiek „bóg”, lecz Ten tylko, który jest Stwórcą człowieka i Ojcem Jezusa Chrystusa, Odkupiciela.

Spór o podstawy konstytucji toczy się także w Ameryce, gdzie „silna grupa” zwolenników radykalnego laicyzmu chce przekonać Amerykanów, iż konstytucja amerykańska nie mówi nic o Bogu. Polemizuje z tym poglądem G. Figurelli9. Autor cytuje szereg uczonych specjalistów, którzy przy rygorystycznym przestrzeganiu zasady odróżnienia państwa od Kościoła stwierdzają, że „ta konstytucja nigdy nie była przedstawiana jako ściśle laicki dokument i że idea opatrznościowej ręki Boga nad narodem była trwale zachowana”. Oszczędzam czytelnikowi subtelne argumenty natury prawniczej, ograniczając się do ujęcia syntetycznego, stwierdzającego, iż amerykańskie państwo było owocem jedynego w swoim rodzaju połączenia tradycyjnej chrześcijańskiej teologii i filozofii oświeceniowej głównie w wydaniu Johna Locke’a. Tymczasem Europie grozi przyjęcie traktatu konstytucyjnego, mimo że dyskusja nad tym dokumentem naprawdę jeszcze się na dobre nie zaczęła.

Ostatnio z ciekawym projektem uzdrowienia demokracji wystąpił prof. Lorenzo Ornaghi (rektor Katolickiego Uniwersytetu „Sacro Cuore” w Mediolanie). Wygłosił mianowicie wykład z okazji sympozjum poświęconego tematowi „Europa i Ameryka [dosłownie: Ameryki] razem dla rozwoju integralnego i solidarnego”. Temat wykładu brzmiał: „Społeczeństwo poznania, uniwersytety i demokracja”10. Autor wraca do klasycznej idei uniwersytetu, który jest miejscem, gdzie poznanie zdobywane przez człowieka osiąga właściwą sobie syntezę, otwierającą człowieka na pełnię prawdy o rzeczywistości. Ma to być receptą na fragmentaryzację wiedzy i zalew „informacji” niesłużącej formacji człowieka. W ten sposób „duch uniwersytetu” pomaga odzyskaniu jedności, jaką społeczeństwo utraciło wskutek zawirowań kulturowych. Taka formacja, według modelu uniwersytetu, służy odkryciu najgłębszej prawdy i tożsamości człowieka, a przez to pomaga odbudowaniu „nowego humanizmu”, do którego wzywał Jan Paweł II.


Czy Europa ma przyszłość


Problem „co się dzieje z Europą” i „co z nią będzie” był przedmiotem interesującego wywiadu udzielonego watykańskiej agencji Zenit przez wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Mario Mauro11. Wiceprzewodniczący PE jest historykiem (zajmuje się historią instytucji europejskich), a nadto autorem książki pt. „Il Dio dell’Europa” (Bóg Europy). Zapytany o konstytucję europejską Mario Mauro stwierdził – nieco wymijająco – że ponieważ traktat reformujący nie jest w sensie właściwym konstytucją, dlatego pominięcie wzmianki o „korzeniach chrześcijańskich” nie posiada większego znaczenia, choć debata na ten temat może być znowu otwarta. Na pytanie, jak widzi Europę, odpowiedział, że dostrzega w niej różne sprzeczności i napięcia, na przykład między tendencją, aby Boga uczynić podporą dla władzy, a relatywizmem rezygnującym z oparcia życia o trwałą podstawę prawdy. Ze względu na nieufność do rozumu i prawdy uważa się kompromis za istotę życia politycznego, a nawet cel sam w sobie. Hasłem fundatorów Europy było obronić godność ludzką zapisaną w doświadczeniu chrześcijańskim. Obecna sytuacja oznacza impas w tej kwestii: stary kontynent traci swój horyzont, swoje wymiary. Po epoce Kohla Europę opanowali politycy pozbawieni odwagi budowania przyszłości Europy tak, jak ją pojmowali założyciele. Sama tylko „integracja” stanowi dla nich sens i cel sam w sobie.

W odniesieniu do sytuacji rodziny i kryzysu demograficznego Mauro stwierdza, że jest to bardzo wielkie niebezpieczeństwo dla naszego kontynentu. Ten upadek jest, według niego, także rezultatem kryzysu tożsamości europejskiej. Mauro ma nadzieję, że apel Papieża w związku z moratorium na aborcję pobudzi do uczciwej dyskusji na temat świętości życia (sakralnego charakteru życia), co mogłoby stać się sercem debaty nad przyszłością Europy. Dotykając głównych ognisk kryzysu polityki europejskiej, Mauro powtarza, że „bez jasnej świadomości swej tożsamości Europa nie potrafi uczynić żadnego kroku ku przyszłości”. Możemy się obawiać, że nastąpi jedynie czysto ideologiczna reakcja na kryzys demograficzny, popychający politykę na tory inżynierii społecznej, z pominięciem aspektów etycznych. Zapytany o ocenę pozytywnych gestów wyrażających poparcie dla rodziny i sprawy obrony życia (manifestacje w niektórych miastach Europy), stwierdza, że sytuacja moralna i duchowa rodziny pogorszyła się w sposób alarmujący, niemniej wspomniane fakty pozytywne (manifestacje) świadczą o tym, iż „są w Europie ludzie, którzy wierzą i czują się powołani do walki o godność człowieka i świętość życia”.

Jednak wyzwanie, które jest czymś pierwszym w stosunku do polityki, dotyczy sprawy wychowania i obrony kultury, do czego potrzeba ogromnej uczciwości intelektualnej i odporności przeciw naciskom ideologicznym. Należy stworzyć taki model polityczny, który w centrum stawia człowieka. „Jeżeli społeczeństwu nie uda się wychować nowego pokolenia tak, aby młodzi ludzie byli zdolni odpowiedzialnie rozporządzać swoją wolnością, wtedy nieuchronnie życie zostanie poddane siłom autorytarnym”. Mario Mauro skrytykował ostro pewne organizacje międzynarodowe, które handlują „prawami człowieka” pod szyldem takich haseł jak „zdrowie reprodukcyjne”. „Te organizacje [oczywiście chodzi o ONZ i Unię Europejską] są po to, aby popierać pokój i rozwój, to jest ochraniać życie ludzkie na gruncie obowiązującego prawa naturalnego, które jest punktem odniesienia dla całej ludzkości”. Osobnym tematem jest uchwalona 10 stycznia Karta Muzułmanów w Europie, która proponuje tzw. integrację pozytywną, mającą zapobiec napięciom. Zobaczymy, czy to się uda.

Podsumowując w sposób najogólniejszy obecną refleksję, powiemy, że propozycja podana młodzieży przez Benedykta XVI wydaje się najsłuszniejsza: konającą Europę może ocalić i uzdrowić tylko Ten, który pokonał śmierć i ma pełną władzę zarówno nad początkiem, jak i nad kresem historii. Albo więc Europa przyjmie plan Boży objawiony w Jezusie Chrystusie, albo stanie się tylko – jak ostrzegał Spaemann – „nazwą miejsca, gdzie zaczęła się likwidacja człowieka”.

1 Kardynał Joseph Ratzinger, 13 maja 2004; tekst w: „Społeczeństwo”, nr 4/5, 2004,

s. 643-658.

2 Tamże, s. 534-655.

3 Kardynał Joseph Ratzinger, Czas przemian

w Europie. Miejsce Kościoła i świata, Wydawnictwo M, Kraków 2005, s. 123.

4 Tamże, s. 126.

5 Por. tamże, s. 127.

6 Tamże, s. 128.

7 Tamże, s. 128-129.

8 Tamże, s. 91.

9 Blog Chron.com., 29 lutego 2008. „God is not Mentioned in the Constitution” – A Slam-Dunk for Secularism?

10 Societa della conoscenza, Universita’e democrazia; Zenit 1 marca 2008.

11 25-27 stycznia 2008, Il cristianesimo

e il futuro dell’Europa.

drukuj