fot. Maciek Pitrus

„Boże dzieło dla Kościoła ubogich” – Rymanów-Zdrój zebrał 90 tys. złotych

90 tys. złotych udało się zebrać organizatorom festynu dobroczynnego w Rymanowie-Zdroju. Środki – poprzez współpracę z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie – wspomogą sierociniec w Kamerunie. Placówka prowadzona przez siostry ze gromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej zostanie rozbudowana i będzie mogła przyjąć więcej dzieci.

Festyn dobroczynny „W hołdzie prześladowanym chrześcijanom” ma już swoją siedmioletnią historię. Każdego roku w jego przygotowanie włączają się setki osób. Bogdan Porębski, organizator, wyjaśnił, że „gdy inicjuje się coś dobrego i daje się ludziom możliwość przyłączenia do tego dobra, to ogromna grupa odpowiada zaangażowaniem”. W ten sposób znajdują się osoby chętne upiec ciasto czy artyści przekazujący swoje prace na dobroczynną aukcję.

PKWP udało się porozmawiać z panią Basią. Wyjaśniła, że „od zawsze jej marzeniem było dzielić się swoimi umiejętnościami z potrzebującymi”. Przez cały rok, choć głównie zimą, wykonuje ona różne rękodzieła, haftuje i szyje. To, co uda się jej zrobić, mogą kupić uczestnicy festynu, a zebrane w ten sposób środki trafiają do potrzebujących. [czytaj więcej] 

„Służę w ten sposób innym” – mówiła pani Basia.

fot. Maciek Pitrus

Nikodem Bała, który w Rymanowie-Zdroju reprezentował Pomoc Kościołowi w Potrzebie, wskazał, że festyn zrobił na nim ogromne wrażenie.

„Widzieć tylu ludzi zgromadzonych w jednym miejscu, pamiętających o naszych cierpiących siostrach i braciach, jest czymś niezwykłym” – zauważył.

Wydarzenie wymaga od organizatorów co najmniej trzech miesięcy bardzo intensywnej pracy. W tym czasie regularnie się ze sobą spotykają, by 28 sierpnia mieć wszystko „dopięte na ostatni guzik”. Za każdym razem – jak mówił Bogdan Porębski – „to Boże dzieło, do którego wszyscy starają się przyłożyć rękę”.

„Nie mam wątpliwości, że jest to coś, do czego zostaliśmy wezwani. Nie wymyśliliśmy sobie tego. To nie wynika z naszej potrzeby aktywności, ale to Pan Bóg nas do czegoś powołuje” – tłumaczył organizator.

fot. Maciek Pitrus

Bogdan Porębski przyznał, że taka organizacja uczy go nie tylko wdzięczności, ale przede wszystkim zaufania.

„Rok temu mieliśmy fatalną pogodę, dwa lata temu jeszcze gorszą. Patrząc znowu w niebo, zastanawialiśmy się, co będzie” – wyjaśnił, ale dodał, że „każdy festyn jest ostatecznie udany”.

Wydarzenie powstało po to, by mówić o Kościele ubogim. Organizatorzy nawiązali współpracę z PKWP, by pokazywać także mieszkańcom Rymanowa-Zdroju, że na świecie chrześcijanie giną za wiarę. Dla innych codzienność wiąże się z ubóstwem i nędzą. I właśnie na taki projekt tym razem są przeznaczone środki zebrane na festynie. Bogdan Porębski zauważył, że doszło do „demokratycznego głosowania, a wybór padł ostatecznie na sierociniec w Ayos w Kamerunie”.

Swoją placówkę prowadzą tam siostry ze gromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej. W sierocińcu, jaki udało się im stworzyć, schronienie znalazło 18 dziewczynek. W Rymanowie-Zdroju o ich historiach opowiadała s. Danuta, na co dzień pracująca w Afryce. W rozmowie z PKWP przypomina historię dziecka, które było wykorzystywane seksualnie.

„Jej ciocia mówiła, że doszło do tego raz, drugi, ale psychiatra wyjaśnił nam, że ciągnęło się to od kilku lat” – podkreślała misjonarka. Dziewczynka, gdy trafiła do sierocińca, miała siedem lat. Jej dramat rozpoczął się w wieku trzech lat.

Inna dziewczynka, gdy zajęły się nią siostry, była cała zarobaczona. Potrzebna była pilna pomoc medyczna, by nie umarła. Natychmiast trafiła pod opiekę pielęgniarki.

Dzieci w Kamerunie nie mają się gdzie podziać. Często dziewczynki i chłopcy – tam, gdzie się urodzili – mają wspólne pomieszczenie, śpią w jednym łóżku, bo nie ma więcej miejsca. Siostry nie są w stanie przyjąć wszystkich, bo biorą pod uwagę dramatyczne sytuacje rodzinne.

„Od wielu lat pomagamy trzynastolatce. Miała cztery latka, jak umarła mama, tata wcześniej. Od tego czasu jest pod opieką babci. Nadaje się do naszego sierocińca, ale pomaga młodszemu bratu i gotuje w domu” – zauważyła s. Danuta.

Te dziewczynki, które znalazły schronienie u misjonarek, traktują ich placówkę jak swój nowy dom.

„Kiedy dzieci do nas przychodzą, to jesteśmy już za nie odpowiedzialne w stu procentach. To są już teraz nasze dzieci” – mówiła s. Danuta.

Wyjaśnia, że chce pomóc większej liczbie dzieci. Sierociniec jest rozbudowywany, by mogło mieszkać w nim już nie 18, ale 30 dziewczynek.

Misjonarki mają świadomość, że będzie to wymagało od nich jeszcze większej pracy, ale potrzeby są ogromne. Nie mogą też dać dzieciom wszystkiego, co by chciały.

„Musimy im odmawiać niektórych rzeczy, na które nas nie stać. Często brakuje im butów. Często brakuje zeszytów. Dajemy im na początku roku wszystko, ale niektóre rzeczy się niszczą” – zaznaczyła s. Danuta.

Na potrzeby dzieci z Ayos pozwolą odpowiedzieć środki, jakie udało się zebrać w Rymanowie-Zdroju. PKWP otrzymało informację od organizatorów, że łączna suma sięga 90 tys. złotych. Nikodem Bała zaznaczył, że „pomoc dzieciom to jedna z najpiękniejszych rzeczy, zwłaszcza wtedy, gdy nie mają rodziców, kogoś, kto poświęci się dla nich całym sobą”. Dodał, że część zebranej kwoty trafi też na organizację wakacyjnego wyjazdu dla najmłodszych, którzy zderzyli się z dramatem wojny na Ukrainie.

Bogdan Porębski pytał, „czy można zrobić coś lepszego od pomocy ubogim, potrzebującym, którzy nie mogą się nam odpłacić?”. Dodał, że właśnie tego nauczyło go Słowo Boże. Przypomniał też, że tegoroczny festyn utwierdził organizatorów w przekonaniu, by kontynuować rozpoczęte dzieło.

„Po raz pierwszy cieszymy się z papieskiego błogosławieństwa. Kiedy Papież czemuś błogosławi, to bierze za coś odpowiedzialność” – mówił.

Przed rokiem środki z Rymanowa-Zdroju pozwoliły wesprzeć budowę domu nadziei dla dzieci i młodzieży z Bidibidi w Ugandzie. Najmłodsi mogą już z niego korzystać. Odrabiają w nim lekcje i rozwijają swoje pasje. Igor Łukasik, jeden z darczyńców, w celach edukacyjnych przekazał do Bidibidi sprzęt komputerowy. [czytaj więcej] 

Biuro Prasowe PKWP Polska

drukuj