Weź pan „jednorękiego bandytę”

Biznes hazardowy nie ustępuje i nie czekając na wejście w życie nowej ustawy, która ma najpierw ograniczyć, a potem zdelegalizować „jednorękich bandytów”, przygotowuje lawinę wniosków o wydanie licencji na nowe automaty i odnowienie zezwoleń na już istniejące. Firmy, które wydzierżawiają automaty, prowadzą „akwizycję” w terenie, aby namówić jak najwięcej właścicieli barów, sklepów, zajazdów i stacji benzynowych do zainstalowania tych urządzeń.

W tej chwili w kraju działa legalnie ponad 54 tys. automatów do gier o tzw. niskich wygranych. Niskich, bo teoretycznie jednorazowo można na nich wygrać nie więcej niż równowartość 15 euro (teraz ponad 60 zł). A jeszcze cztery – pięć lat temu automatów było znacznie mniej, bo około 10 tysięcy. Część maszyn, tych najstarszych, musi mieć odnowione licencje (wydawane dotąd na sześć lat), ale wniosków w tej sprawie będzie jeszcze stosunkowo niewiele. Urzędnicy obawiają się, że Izby Skarbowe w całym kraju zostaną zalane wnioskami o wydanie całkowicie nowych zezwoleń, bo według dotychczas obowiązujących przepisów każdy może złożyć wniosek o wydanie licencji. A kiedy wejdzie nowa ustawa, to co roku ma być likwidowanych 10 tys. automatów. Takie deklaracje składał niedawno wiceminister finansów Jacek Kapica.
– W sytuacji, jaką teraz mamy, wręcz należy oczekiwać tego, że wzrośnie liczba wystąpień o licencje. Przecież skoro wiem, że za jakiś czas państwo może zakazać rejestrowania nowych automatów, to nie ma na co czekać, tylko trzeba działać i załatwić tyle licencji, ile tylko się da – usłyszeliśmy od oficera Centralnego Biura Śledczego, który pracuje „nad automatami do gier”. – To lukratywny biznes. Firmy kupują często używane automaty za granicą, np. w Niemczech i Austrii, więc nakłady zwracają się szybko, a potem mogą tylko liczyć czysty zysk. I dopóki nowej ustawy nie ma, obowiązują stare zasady wydawania licencji. Każdy więc wychodzi z założenia, że trzeba zdobyć jak najwięcej zezwoleń na „jednorękich bandytów” nazywanych też „owocówkami” – dodaje policjant. Taka potoczna nazwa automatów wzięła się stąd, że o wielkości wygranej decyduje układ owoców na monitorze maszyny.
O możliwości lawinowego wzrostu liczby wniosków świadczy rosnąca liczba ofert wydzierżawienia automatów, które otrzymują przedsiębiorcy. – W ostatnich dwóch tygodniach miałem kilka wizyt osobistych i kilka telefonów od firmy, która oferowała wstawienie automatów do sklepu, najlepiej od razu trzech. Nie zgodziłem się na to, bo po prostu nie popieram hazardu, ale panowie prosili, żeby sprawę jeszcze przemyśleć – mówi nam właściciel sklepu wielobranżowego w Radomiu. – Wiem po rozmowach ze znajomymi przedsiębiorcami, że oni również otrzymali podobne propozycje, ale też nie podjęli jeszcze decyzji. Inni wzięliby automaty, ale w obecnej sytuacji powstrzymują się od tego, czekając na rozwój sytuacji – dodaje. Podobne sygnały docierają do nas z innych miast. – W pobliżu mojego bloku stoją już dwa małe salony gier, a teraz dowiedzieliśmy się, że automaty zostaną postawione także w trzech pobliskich sklepach – mówi nam Krystyna Pieniążek z Lublina.
Marek Piotrowski był współwłaścicielem lokalu gastronomicznego w Łodzi, ale kilka dni temu wspólnicy odkupili jego udziały. – Wycofałem się z biznesu, bo nie chciałem u nas w barze „jednorękich bandytów”. Koledzy uznali, że warto jednak sięgnąć po dodatkowy zarobek. Teraz muszą tylko poczekać, aż dostaną zezwolenie z Izby Skarbowej, a potem wydzierżawią urządzenia od firmy, która to zaproponowała – mówi Piotrowski. Istotne, że automaty w coraz większej liczbie pojawiają się także na wsiach.
Co więcej, przedsiębiorcy skarżą się, że są na nich wywierane naciski. – Oczywiście, nikt nie przychodzi do mnie z pistoletem i nie przystawia go do skroni. To już nie te czasy. Ale panowie „z szerokimi karkami” prosili, aby się jeszcze zastanowić, bo będę potem żałował. Nie wiem, jak to rozumieć: czy będę żałował zysków, które mógłbym mieć, czy też coś mi się stanie lub np. ktoś „nieznany” zniszczy mi sklep. Mam nadzieję, że już takich propozycji nie będę miał – mówi nam właściciel jednego z dużych osiedlowych sklepów spożywczych.
– To tajemnica poliszynela, że wiele firm działających w tej branży – sprowadzających i wydzierżawiających automaty – ma powiązania ze światem przestępczym. Kiedyś ściągali haracze, teraz czerpią zyski z automatów stawianych w barach, pubach i sklepach. Biorą zazwyczaj 70-80 proc. zysków, choć na początku na zachętę dzielą się z właścicielami sklepów i barów pół na pół. Jeśli trafią na dobrą lokalizację, potrafią być natarczywi, aż w końcu ktoś ulegnie i podpisze z nimi umowę – mówi nasz rozmówca z CBŚ. Dodaje, że zarejestrowanych jest około 40 przedsiębiorstw zajmujących się dostarczaniem automatów, ale mają one jeszcze swoich przedstawicieli handlowych w terenie. – Mamy wiedzę operacyjną na ich temat, ale nie zawsze przekłada się ona na dowody procesowe – dorzuca policjant.
Nasz rozmówca wyjaśnia, że część zezwoleń (nawet wydanych kilka miesięcy temu) jest niewykorzystywana, ale teraz te „uśpione” salony gier mogą rozpocząć działalność.
Potwierdzeniem tych słów są dane przekazane przez Marię Bojczuk, rzecznika Izby Skarbowej w Kielcach. Jeszcze trzy lata temu w województwie świętokrzyskim było niespełna 550 przedsiębiorców, którym wydano zezwolenia na automaty w punktach gastronomicznych i handlowych. Teraz takich licencji jest ponad 1300, ale wykorzystanych jest niespełna 800. Świętokrzyskie to zresztą nie żaden wyjątek; podobnie sytuacja wygląda w innych miastach i województwach w kraju. Wiceminister finansów Jacek Kapica uspokajał, że uzyskanie licencji nie jest łatwe i szybkie. Procedura trwa nawet pół roku, więc wiele wniosków będzie niedługo bezprzedmiotowych, jeśli oczywiście parlament szybko przyjmie nową ustawę hazardową.

Można jeszcze namieszać

Już w najbliższy wtorek, a najpóźniej 10 listopada, rząd ma przyjąć projekt ustawy, który od razu zostanie skierowany do Sejmu. Premier apelował do posłów i senatorów o błyskawiczne procedowanie nad ustawą, tak aby jak najszybciej mogła ona zostać przyjęta, podpisana przez prezydenta i ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Teoretycznie proces legislacyjny mógłby zakończyć się do 30 listopada. I ten pośpiech niepokoi prawników. – Nie ma gwarancji, że przy tak szybkim procedowaniu w ustawie nie znajdzie się jakiś prawniczy błąd, a ustawa nie zostanie potem obalona przez Trybunał Konstytucyjny. Pośpiech może być w tym przypadku złym doradcą. Skoro przez kilka lat nic nie zrobiono, to na prace nad ustawą można przeznaczyć więcej czasu – mówi nam prawnik Piotr Niestępski.
Oficer CBŚ zakłada jeszcze inny scenariusz. Oto po uchwaleniu ustawy zaskarży ją do TK jakiś drobny restaurator lub sklepikarz, który ma u siebie trzy automaty. I będzie twierdził przed Trybunałem, że ustawa jest wadliwa, bo pozbawia go praw nabytych i wprowadza odpowiedzialność zbiorową. A mafia zapewni mu dobrych prawników, bo przecież nikt z nich otwarcie nie wystawi się na odstrzał. – Przecież nie raz się zdarzało, że TK uchylał ustawę, bo była zbyt szybko uchwalona, bez należytej dbałości o „jakość procesu legislacyjnego” – dodaje Piotr Niestępski.
– Zobaczymy, co nam przedstawi rząd, bo już nieraz bywało, że zapowiedzi były szumne, a już konkrety mało obiecujące – tak opozycja komentuje zapowiedzi premiera Donalda Tuska. A ponieważ ani PiS, ani SLD nie chcą ulec dyktatowi PO i nie chcą zgodzić się na błyskawiczny proces legislacyjny, być może posłowie jednak poważnie podejdą do sprawy i przegłosują dobrą ustawę.

Kontrola szwankuje

Policjanci i celnicy przekonują, że o wiele poważniejszym problemem od lobbingu nad ustawą hazardową jest słaba skuteczność państwa w egzekwowaniu obowiązujących przepisów, które wcale nie są takie liberalne, jakby się mogło wydawać. Jeden sklep, bar czy stacja benzynowa może mieć maksymalnie 3 automaty. Jeśli ktoś stawia 18 automatów, musi mieć już salon gier (można go stawiać tylko w dużych miastach), co wymaga osobnej koncesji. I sprytni przedsiębiorcy stawiają nieduży lokal, który dzielą na kilka części przy użyciu płyt kartonowo-gipsowych. Do każdej są odrębne drzwi i każda z nich jest traktowana przez Izbę Skarbową jako odrębny lokal z trzema automatami. – Wszystko jest zgodne z prawem, bo nasza ustawa nie precyzuje, jaka ma być minimalna odległość między lokalami z automatami – przyznaje jeden z pracowników Izby Skarbowej w Warszawie. Oficjalnie na ten mankament ustawy wskazuje także Witold Lisicki, rzecznik Służby Celnej. Celnicy wystąpili więc do Izb Skarbowych w całym kraju, aby w razie podobnych wątpliwości nie wydawały koncesji na prowadzenie działalności hazardowej. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że – jak poinformował Jacek Gasik, dyrektor Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych zrzeszających operatorów automatów hazardowych – w październiku ubiegłego roku Izba wysłała do resortu finansów pismo, w którym postulowała, aby minimalna odległość między punktami gier wynosiła 20 metrów, co uniemożliwiłoby „łączenie” punktów z „jednorękimi bandytami”.
Jednak kontrole, które są prowadzone, można uznać za zbyt słabe. Co prawda w tym roku policja i celnicy zajęli ponad 400 automatów, ale to niewiele w porównaniu do 54 tys., które teraz działają w Polsce. W tamtym roku sprawdzono ponad pół tysiąca „jednorękich bandytów”. Co jednak istotne, prawie wszystkie skontrolowane automaty miały jakieś wady: nie były zalegalizowane albo np. wypłacały wyższe wygrane, niż pozwala na to prawo. – Wiele automatów funkcjonuje legalnie, ale spora część służy na pewno do prania brudnych pieniędzy. Jeśli bowiem automat stoi w mało uczęszczanym miejscu, to niewielu ludzi zostawia w nim pieniądze. Tymczasem właściciel lokalu zgłasza ogromne zyski, jakie czerpie z organizowania gier – mówi policjant z CBŚ. I dodaje, że najbardziej dochodowe lokalizacje opanowane są przez grupy przestępcze. Policja ma o nich informacje, ale nie może się zajmować tylko „jednorękimi bandytami”. Tutaj bardziej przydaliby się celnicy, których zadaniem jest sprawdzanie automatów do gier. A celnicy twierdzą, że państwo właśnie pozbawiło ich narzędzi do walki z nielegalnym hazardem. Związek celnicy.pl przekonuje, że nowelizacja ustawy o służbie celnej, która właśnie wchodzi w życie, pozbawia ich możliwości prowadzenia działań operacyjnych (wywiad, podsłuchy) wobec lokali, gdzie mogą stać nielegalne automaty lub maszyny tak przerobione, aby wypłacały wyższe wygrane, niż pozwala na to prawo. Z oficjalnych danych wynika, że w pierwszym półroczu tego roku Polacy wrzucili do automatów ponad 4 mld złotych. Do końca roku będzie to co najmniej 8 mld złotych. Biznes hazardowy ma zatem o co walczyć.


Krzysztof Losz
drukuj