fot. PAP/Paweł Pawłowski

[TYLKO U NAS] T. Kubik: Większość zakładów mięsnych nie stosuje nielegalnych praktyk

W moim przekonaniu powinny zostać podjęte działania o charakterze informacyjno-promocyjnym. Z jednej strony potępiające takie sytuacje, z drugiej, promujące polskich przedsiębiorców i rolników. Nie jest bowiem prawdą, że takie praktyki odbywają się we wszystkich zakładach – powiedział w „Aktualnościach Dnia” na antenie Radia Maryja Tomasz Kubik, prezes zarządu zakładu przemysłu mięsnego „Biernacki” z Goliny. Odniósł się w ten sposób do działalności zakładów mięsnych w związku ze sprawą zabijania i przerabiania chorych zwierząt w jednej z polskich rzeźni.

Na rynku w Polsce, ale także na rynkach innych krajów, pojawiła się polska wołowina, która pochodzi z tej samej rzeźni, w której zabijano i przerabiano chore zwierzęta. Stąd też inne państwa wycofują ze swoich rynków polską wołowinę i zalecają, by jej nie kupować. Cała sytuacja odbija się jednak na wszystkich producentach mięsa w kraju.

– Niestety tak to wygląda. Odbieram bardzo negatywnie materiał TVN w tej sprawie. Jako prezes zarządu potępiam takie praktyki, absolutnie nie powinny mieć one miejsca. Ubolewam też nad sposobem komunikacji, bowiem wynika z tego materiału, że do takich przypadków dochodzi w całej Polsce. Postronny odbiorca może dojść do wniosku, że całe mięso produkowane w Polsce jest produkowane w takich warunkach, co jest nieprawdą – zaznaczył Tomasz Kubik.

A na eksport przeznacza się ok. 80 proc. wołowiny wyprodukowanej w Polsce. Minister ds. europejskich we Francji domaga się stworzenia inspekcji sanitarnej UE, co oznacza możliwe zaostrzenie przepisów.

– Potwierdzam te dane. Faktycznie aż 80 proc. jest przedmiotem eksportu. Należało się spodziewać takiego efektu – dyskredytacji polskiej wołowiny. Można było jednak skomunikować się w inny sposób. Eliminować z rynku takich producentów, ale jednocześnie mieć świadomość potencjalnych konsekwencji, które godzą w interes Polski, polskiego przedsiębiorcę i rolnika. Na scenie międzynarodowej może pojawić się pytania: Co z jajkami? Co z drobiem? Co z wieprzowiną? Co z całym sektorem żywnościowym? – wskazał prezes zarządu zakładu przemysłu mięsnego „Biernacki”.

– Już teraz pojawiają się apele władz poszczególnych krajów – m.in. Czech i Słowacji – o to, by unikać polskiej wieprzowiny. Istnieje ryzyko, że ten apel zostanie rozszerzony do innych produktów. A jak wiemy, Polska stoi eksportem żywności – dodaje.

Zdaniem prezesa zarządu zakładu przemysłu mięsnego „Biernacki” potrzebna jest kampania uświadamiająca społeczeństwo, że takie przypadki są jednorazowe, a większość przetwórców i rolników działa zgodnie z prawem.

– W moim przekonaniu powinny zostać podjęte działania o charakterze informacyjno-promocyjnym. Z jednej strony potępiające takie sytuacje, z drugiej, promujące polskich przedsiębiorców i rolników. Nie jest bowiem prawdą, że takie praktyki odbywają się we wszystkich zakładach. W moim przekonaniu trzeba podjąć szeroko zakrojoną akcję informacyjno-promocyjnym – wskazał Tomasz Kubik.

Kontrole w zakładach mięsnych są bardzo szczegółowe. Dodatkowo, są przeprowadzane nie tylko przez inspektoraty weterynaryjne, ale także niezależne komisje.

– Jesteśmy dużym zakładem, największą rzeźnią bydła wołowego w kraju. Posiadamy uprawnienia weterynaryjne do uboju 1400 sztuk zwierząt dziennie. Już ta liczba wskazuje, że nie opłaca nam się kupować i ubijać 20-30 sztuk zwierząt, których mięso może stwarzać zagrożenie dla zdrowia konsumentów. Posiadamy uprawnienia eksportowe do ponad 70 krajów. Wysyłamy nasze produkty do ponad 300 klientów na całym świecie. Oprócz tego, że jesteśmy nadzorowani przez Inspekcję Weterynaryjną – zarówno szczebla powiatowego, jak i wojewódzkiego, a czasem także Głównego Inspektoratu Weterynaryjnego – jesteśmy poddawani również nadzorowi weterynaryjnemu państw trzecich, do których eksportujemy mięso. Wielu naszych klientów prowadzi samodzielny audyt biznesowy lub zatrudnia przedsiębiorstwa, które kontrolują proces uboju, rozbioru, pakowania i wysyłki produktów, które są u nas wytwarzane i wysyłane na różne rynki. Na co dzień pracuje u nas 24 lekarzy inspekcji weterynaryjnej – podkreśla Tomasz Kubik.

Całą rozmowę z Tomaszem Kubikiem z „Aktualności dnia” można odsłuchać [tutaj].

RIRM

drukuj