[TYLKO U NAS] Prof. P. Jaroszyński: Frekwencja podczas wyborów nie była aż tak duża, jak na wolne i niepodległe państwo

Frekwencja podczas wyborów nie była aż tak duża, jak na wolne i niepodległe państwo. (…) Pomijając przypadki losowe, mamy do czynienia z 12 milionami osób, które nie chcą brać udziału w wyborach. (…) Wydaje się, że najważniejszy powód tej obojętności jest taki, że ludzie jednak nie mogą ciągle wyleczyć się z PRL-u – powiedział prof. Piotr Jaroszyński podczas felietonu „Myśląc Ojczyzna” transmitowanego w Telewizji Trwam.

Prof. Piotr Jaroszyński zwrócił uwagę na „przyszłość, ponieważ wybory odbywają się u nas sukcesywnie – czy to samorządowe, czy parlamentarne, czy prezydenckie”.

– Dlatego warto przyjrzeć się temu, co nie jest głębiej analizowane. Gdy skończyły się wybory, natychmiast większość mediów podkreślała, że była bardzo duża frekwencja. Relatywnie duża w stosunku do poprzednich lat. Niemniej jednak nie była aż tak duża, jak na wolne i niepodległe państwo. Musimy przypomnieć, że są to wybory istotnie różne od tych, które nazywały się wyborami, a tak naprawdę były tylko manipulacją w czasach PRL-u, kiedy Polska nie była państwem niepodległym – wskazał felietonista.

Chodzi o to, że kiedy podaje się wyniki w procentach, to one nie brzmią tak dosadnie, ale kiedy weźmiemy pod uwagę konkretne liczby, wtedy okaże się, że sprawa jest poważna – kontynuował wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

– Uprawnionych do głosowania było prawie 30 milionów. Z tego głosowało ok. 61 procent, czyli około 18 milionów. A reszta? 12 milionów nie poszło jednak do głosowania. Pomijając wyjątkowe przypadki losowe, mamy do czynienia z 12 milionami osób, które nie chcą brać udziału w wyborach, które mają konkretne skutki. Wiemy, że stanowienie prawa czy wyłonienie rządu zostaje później w gestii parlamentu, a więc tych, na których głosowaliśmy. (…) Wydaje się, że najważniejszy powód tej obojętności jest taki, że ludzie jednak nie mogą ciągle wyleczyć się z PRL-u. Ta ciągłość nie tyle państwowości, która została zerwana przez PRL, ale narodowości, która opiera się na tym, czy jestem świadom, co to znaczy być Polakiem, co to znaczy mieć swoje niepodległe państwo. Ta świadomość nie jest zbyt głęboka – podkreślił.

Prof. Piotr Jaroszyński wskazał, że „musimy zapytać, czy rzeczywiście w programie edukacji (…) kwestia niepodległości i suwerenności narodu polskiego jest podniesiona na odpowiednio wysoki poziom”.

– Z tym łączy się drugie zagadnienie, mianowicie – polskość. Wyróżniała się wśród wielu innych społeczeństw czy państw tym, że błyszczała dopiero wtedy, gdy była na najwyższym poziomie. Właśnie najwyższy poziom, jaki osiągnęła twórczość Chopina, Matejki, Wyspiańskiego, Norwida i tylu innych twórców. Ten najwyższy poziom dopiero pozwala błyszczeć temu, co nazywamy polskością. Obawiam się, że właśnie w przestrzeni publicznej, w jakiej żyjemy jako Polacy (…), kultura polska jest ciągle kulturą płytką, dla której największym sukcesem jest stanie się kultowym filmem, kiedy wiadomo, że to są media niskich lotów. To historyjki, bajki, ale tak naprawdę nie dotykają rdzenia polskości. Dlatego trzeba zreflektować się, w jakiej mierze program edukacji i program ukazywania wielkości i piękna kultury polskiej będzie poruszał się w sferze prawdy i sferze piękna – powiedział autor felietonu „Myśląc Ojczyzna”.

 

radiomaryja.pl

drukuj