fot. flickr.com

[TYLKO U NAS] Energetyk T. Kunda: Wszyscy, którzy oskarżają krzyż na Giewoncie o tragedię – nie znają praw fizyki. To zapora dla przepływu ładunków atmosferycznych wobec całej okolicy

Trzeba by powycinać wszystkie drzewa i zasypać Bałtyk, bo i tam są porażenia od ładunków atmosferycznych. O usuwaniu krzyża z Giewontu mówią ludzie zaślepieni nienawiścią do Kościoła. Krzyż na Giewoncie to piorunochron nad górami – wyjaśnił w rozmowie z Radiem Maryja energetyk Tadeusz Kunda, który prowadził badania krzyża na Giewoncie pod względem przepływu prądu.

Po tym, jak w wyniku uderzeń pioruna w Tatrach zginęły cztery osoby a ponad 150 zostało rannych, pojawiły się głosy, że to wina krzyża na Giewoncie i należy go zlikwidować. [czytaj więcej]  Takim opiniom stanowczo zaprzeczył energetyk Tadeusz Kunda, specjalista od konstrukcji stalowych i betonowych z 50-letnim stażem, który w 2006 r. prowadził badania krzyża na Giewoncie pod względem przepływu prądu.

– Krzyż, który stoi 1900 m n.p.m. stał się zaporą dla przepływu ładunków atmosferycznych dla całej okolicy. Nie tylko dla Zakopanego, ale także sąsiednich gór. Wszyscy, którzy oskarżają Krzyż o winę – na pewno nie są energetykami. O tym mogą wyrokować tylko energetycy, którzy zajmują się wielkimi napięciami, wielkimi siłami, zjawiskami energetycznymi (…). Giewont jest szczytem – czy z krzyżem, czy bez krzyża – w który na pierwszym miejscu będą uderzać wyładowania. Jest problem rozładowania ładunków nagromadzonych w skale do miejsca zneutralizowania. Skały są popękane, nie jest to jednolita faktura, żeby prąd mógł sobie płynąć. W zależności, czy jest woda między skałami, prąd lepiej lub gorzej spływa do ziemi – tłumaczył ekspert.

Energetyk zaznaczył, że w górach nigdy nie będzie bezpiecznie, zwłaszcza podczas wyładowań atmosferycznych. Mówił, że krzyż jest bezpieczny. Należałoby jednak rozwiązać jeszcze problem „z upływnością prądów, które dostają się na szczyt”.

– Jako energetyk mogę powiedzieć, że w przyszłości należałoby popracować – eksperci, politechniki czy inne instytucje naukowe – jak odprowadzić te ładunki elektryczne. Na takich wysokościach one będą zawsze. Ktoś, kto mówi, że Krzyż ściąga – nie zna praw fizyki. Przyczyną jest to, że ładunki bardzo wolno neutralizują się z gruntem (…). Zgłaszam chęć dalszej współpracy. Wiem wiele o technice jego budowy, wymiarach. Dwa lata robiłem dokumentację krzyża na Giewoncie. Spędziłem na nim cztery godziny, w ciągu których wykonałem kilka tysięcy pomiarów i notatek (…). Na Giewoncie zawsze będą wyładowania, tak jak wszędzie – w morzu, w lesie itd. Trzeba by powycinać wszystkie drzewa i zasypać Bałtyk, bo i tam są porażenia od ładunków atmosferycznych. O usuwaniu krzyża mówią ludzie zaślepieni od nienawiści do Kościoła. Bardzo chętnie podjąłbym z nimi dyskusję. Proszę bardzo: usiądziemy i przedstawimy fakty – akcentował rozmówca Radia Maryja.

Odnosząc się do ostatniej tragedii w Tatrach, zaznaczył, iż wówczas na Giewoncie było wiele osób.

– Jedni chcieli uciekać, schodzić jak najprędzej, drudzy po paru godzinach marszu koniecznie chcieli wejść na górę. Zrobiła się tam blokada, jak na drodze. Pozostaje kwestia poruszania się po szlakach, monitoring. Można wiele rzeczy zmodernizować, ale krzyż na Giewoncie jest błogosławieństwem dla tego miejsca. Jeszcze raz podkreślam: jeśli są wyładowania atmosferyczne, to w górach nigdy nie będzie bezpiecznie – podkreślił.

Krzyż na Giewoncie to piorunochron nad górami – mówił energetyk.

– Ile on uratował osób, ile ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy, że były w górach i szczęśliwie dzięki niemu zeszły, ile on przyjął na siebie – tego nigdy się nie dowiemy. Może w przyszłym życiu. To ochrona dla osób przebywających w górach. Prąd zabija, a nie krzyż. Tak kiedyś, jak i dziś – Krzyż zawsze atakowano – zwrócił uwagę Tadeusz Kunda, który badał krzyż na Giewoncie.

RIRM

 

drukuj