fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Dr L. Kulińska o listach francuskich wojskowych do prezydenta Francji: Sygnatariusze domagają się, żeby Francja przestała traktować swoje mniejszości jak święte krowy

Sygnatariusze domagają się, żeby Francja przestała traktować swoje mniejszości jak święte krowy, zakończyła ukrywanie ich tożsamości w przypadku przestępstw, a przede wszystkim przestała stosować podwójną taryfę, która jest inna w stosunku do rdzennej ludności Francji, gdzie kary są nieuniknione i bardzo surowe – mówiła dr Lucyna Kulińska, historyk, w rozmowie z TV Trwam.

W kwietniu bieżącego roku ukazał się list generałów francuskich, którzy przestrzegali, że dalsze ustępstwa w stosunku do islamu i islamistów we Francji doprowadzą do wojny domowej.

List został sformułowany w ostrych słowach i został opublikowany na łamach jednego z czasopism prawicowych francuskich. Nie znalazł jednak wystarczającego oddźwięku, przede wszystkim nie było wyraźnej reakcji ze strony władz – mówiła dr Lucyna Kulińska.

9 maja ukazał się drugi list, pod którym podpisało się ponad 130 tysięcy osób. W tym przypadku rząd francuski był zobowiązany zareagować.

Rząd francuski na list zareagował bardzo ostro i negatywnie, grożąc konkretnymi konsekwencjami dyscyplinarnymi i karami tym, którzy go podpisali. Wśród osób, które podpisały list, jest młodsza kadra oficerska związana z wojskiem. W gronie tych osób są ludzie, którzy byli na misjach francuskich i są oswojeni z walką. Ostrzegają, że sytuacja we Francji zrobiła się niebezpieczna. Dochodzi do konfrontacji, która (podobnie jak w przypadku pierwszego listu) grozi wojną domową – wyjaśniła dr Lucyna Kuklińska.

Doktor wskazała, czego domagają się osoby, które podpisały zarówno pierwszy, jak i drugi list.

Sygnatariusze domagają się, żeby Francja przestała tolerować swoje mniejszości jako święte krowy, zakończyła ukrywanie ich tożsamości w przypadku przestępstw, a przede wszystkim przestała stosować podwójną taryfę, która jest inna w stosunku do rdzennej ludności Francji, gdzie kary są nieuniknione i bardzo surowe. A inną jak dotychczas w stosunku do arabów, których kary są znacznie lżejsze co eskaluje bezkarność tej grupy – powiedziała.

Przyrost demograficzny wśród państw wywodzących się z Maghrebu, jest bardzo duży, czego żądają zatem Arabowie od państwa francuskiego?

Chcą, żeby nie było państwa laickiego, ale aby oni mogli realizować się w dziedzinach zgodnych ze swoją wiarą, czyli mieć swoje szkoły, które są oparte na wierze w Mahometa. Domagają się, aby przestronnie wyznawać swoją wiarę i by nie było tutaj żadnych ograniczeń – podała historyk.

Na dzisiaj wydaje się, że nie ma dobrego rozwiązania całej tej sytuacji.

Zawsze wygrywa demografia, co za tym idzie, Francuzi będą musieli się ugiąć. Na ten moment rdzenna ludność Francji jest już regularnie prześladowana i zmuszana, aby podporządkować się regułom narzuconym przez mieszkańców wywodzących się z Maghrebu. Dziś sytuacja wygląda tak, że trwa jeszcze ramadan. Osoby, które są wyznawcami Mahometa żądają, aby w tych dniach, które z nakazów religii wymagają od nich bardzo wielkich wyrzeczeń, byli zwalniani z pracy albo traktowani ulgowo. Obecnie prawo francuskie czegoś takiego nie przewiduje, dlatego to może być jedno z żądań, które jakby wydzielą tę grupę w jakąś oddzielną, która będzie się rządziła oddzielnymi regułami niż reszta Francji – poinformowała politolog.

Ludność wywodząca się z Maghrebu nie ma się czego obawiać w przeciwieństwie do chrześcijan, których świątynie są zagrożone.

Prawie wszystkie świątynie chrześcijańskie są zagrożone. Nasze media nie skupiają się na tym. Faktem jest, że płoną tam świątynie, niszczone są klasztory, podpalane są wszystkie możliwe miejsca kultu. Trwa to od lat, jednak obecnie sytuacja nasila się do tego stopnia, że nie ma tygodnia, by jakaś świątynia nie była podpalona. Jest to sytuacja absolutnie dramatyczna. Rdzenni francuzi są po praniu mózgu i nie byli wstanie przygotować się na to co teraz się dzieje – podsumowała dr Lucyna Kulińska.

radiomaryja.pl

drukuj