fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Dr K. Szwarc: Mamy bardzo szybki spadek liczby urodzeń i bardzo szybki wzrost liczby zgonów. To jest charakterystyczne dla czasów wojny

W styczniu tego roku urodziło się o 25 proc. dzieci mniej niż w styczniu 2020 roku. To potężny spadek, który wynika z epidemii koronawirusa. Potencjalnych rodziców będzie coraz mniej. Później odczuje to rynek pracy, a także szkoły. Nie będzie uczniów, zatem szkoły mogą być zamykane. Później będzie coraz mniej klientów w sklepach, w urzędach, w instytucjach. Jak wysokie będą emerytury i czy będziemy musieli pracować na emeryturze – czas pokaże – zwracał uwagę dr Krzysztof Szwarc, członek Rady Rodziny przy MRiPS, w programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w okresie luty 2020-styczeń 2021 w Polsce urodziło się niespełna 350 tys. dzieci. Umarło natomiast aż 486,7 tys. osób – o 79 tys. więcej niż w poprzednich 12 miesiącach. Przyrost naturalny był zatem najbardziej ujemny od czasów II wojny światowej.

– Bezpośrednio po II wojnie światowej rodziło się nawet 800 tys. dzieci rocznie. Chyba była to potrzeba odbudowania społeczeństwa polskiego po zniszczeniach wojennych. (…) Nie było barier, jakie widzimy teraz, gdy ktoś mówi, że nie ma mieszkania czy pracy. Rodziło się 800 tys. dzieci rocznie, a Polska nie liczyła wtedy 38 mln, tylko 24 mln mieszkańców. (…) Od 1983 do 2003 roku – przez 20 lat – rokrocznie rodziło się coraz mniej dzieci. (…) Największy spadek był w połowie lat 90. Te osoby teraz albo w najbliższych latach będą decydowały o prokreacji w Polsce. Wszystkie programy i działania będą miały za zadanie ograniczenie spadku, a nie spowodowanie wzrostu liczby urodzeń. (…) W najbliższych latach, nawet jeżeli któregoś roku urodzi się 400 tys. dzieci – myślę, że to jest mało prawdopodobne – to będzie wielki sukces – wskazywał dr Krzysztof Szwarc.

GUS prognozuje również, że w 2050 roku na 100 osób pracujących będzie przypadało średnio około 75 osób w wieku poprodukcyjnym.

– To wynika z tego, że na emeryturze będą dwa wyże demograficzne – coraz mniej liczny wyż demograficzny, który miał miejsce bezpośrednio po II wojnie światowej, gdy rodziło się dużo dzieci, ale także dzieci tego wyżu. (…) Na rynku pracy będą niże demograficzne, osoby urodzone w XXI wieku, których jest stosunkowo niewiele. Ciężko wyobrazić sobie taką sytuację. Obecnie na 100 osób pracujących przypada około 35 emerytów. (…) Jak wysokie będą emerytury i czy będziemy musieli pracować na emeryturze – czas pokaże – mówił gość TV Trwam.

Na poprawienie sytuacji demograficznej miał wpłynąć program „Rodzina 500 plus”, a także inny elementy rządowej polityki prorodzinnej.

– Dane GUS wskazują, że od 2016 do 2020 roku urodziło się 150 tys. dzieci więcej niż prognozowano. Coś musiało się wydarzyć. Hipoteza mówi, że mógł na to wpłynąć program „Rodzina 500 plus”. Nie wiem, czy tak było, bo jako badacz musiałbym zapytać rodziców, którym urodziły się dzieci w tym okresie, co wpłynęło na ich decyzję. (…) Warte podkreślenia jest to, że nadal roczna liczba urodzeń jest większa niż bezpośrednio przed wprowadzeniem programu „Rodzina 500 plus” – zwracał uwagę demograf.

Trwają konsultacje społeczne rządowego projektu Strategia Demograficzna 2040, który zakłada wyjście z pułapki niskiej dzietności i zbliżenie się do poziomu gwarantującego zastępowalność pokoleń. Dokument przewiduje m.in. ochronę rodziców małych dzieci przed zwolnieniem z pracy czy realizację programów mieszkaniowych zapowiedzianych w Polskim Ładzie. [czytaj więcej]

– Te działania są wprowadzane o kilkanaście lat za późno. (…) Powinno się zauważyć coś niepokojącego w połowie lat 90., kiedy osoby urodzone na początku lat 70. osiągały dojrzałość fizjologiczną, a nie było wzrostu urodzeń. (…) Potencjalnych rodziców będzie coraz mniej. (…) Później odczuje to rynek pracy, a także szkoły. Nie będzie uczniów, zatem szkoły mogą być zamykane. Nie będzie opłacało się utrzymywać całych budynków, nie będzie też możliwości utrzymania nauczycieli. Później będzie coraz mniej klientów w sklepach, w urzędach, w instytucjach – przewidywał członek Rady Rodziny przy MRiPS.

Zdaniem gościa „Rozmów niedokończonych” na obecną sytuację demograficzną może mieć także wpływ epidemia koronawirusa.

– Mamy bardzo szybki spadek liczby urodzeń i bardzo szybki wzrost liczby zgonów. To jest charakterystyczne dla czasów wojny. My tego doświadczamy teraz. W styczniu tego roku urodziło się o 25 proc. dzieci mniej niż w styczniu 2020 roku. To potężny spadek, który wynika z epidemii koronawirusa. (…) Mamy także coraz mniej małżeństw. Nadal 75 proc. dzieci w Polsce rodzi się w związkach małżeńskich. Mniej małżeństw może oznaczać mniej urodzeń. Śluby były przekładane na skutek obostrzeń wprowadzających zakaz organizacji wesel. (…) Kobiety rodzą coraz później, przez co mają mniej czasu na kolejne dzieci. Wszystko nakręca się wzajemnie – podkreślał ekspert Instytutu Wiedzy o Rodzinie i Społeczeństwie.

 

radiomaryja.pl

drukuj