fot. google maps

Turkmenistan: dziesiątki więźniów zmarło wskutek braku wody podczas upałów

Kilkudziesięciu więźniów zmarło w koloniach karnych na wschodzie Turkmenistanu, gdzie podczas niemal 50-stopniowych upałów zabrakło prądu i wody – poinformował niezależny od władz w Aszchabadzie portal Turkmen.news.

Według Turkmen.news, którego dziennikarze powołują się na własne źródła w służbie więziennej, do zgonów doszło w dwóch koloniach karnych w mieście Seydi w wilajecie (obwodzie) lebapskim: LB-K/11 o zaostrzonym rygorze oraz LB-K/12 o rygorze zwykłym.

Według portalu w lipcu i sierpniu temperatura sięgała tam niemal 50 stopni C, a przerwy w dostawach energii pozbawiły więźniów dostępu do wentylacji i wody. Turkmen.news podał, że zmarły dziesiątki osadzonych, jednak dokładna liczba ofiar nie jest znana.

Władze, jak twierdzi portal, próbowały ukryć przyczynę zgonów, a rodzinom zmarłych przekazywano ograniczone informacje. Oficjalne media państwowe nie informowały o śmierci więźniów ani o problemach w tych zakładach karnych.

Warunki w turkmeńskich więzieniach od lat są przedmiotem krytyki organizacji broniących praw człowieka. Human Rights Watch twierdzi, że zakłady karne są przepełnione, panują w nich złe warunki, a funkcjonariusze służby więziennej bezkarnie stosują tortury. HRW przypomina też, że los dziesiątek osób, które przed laty trafiły do turkmeńskich więzień, pozostaje nieznany.

Powstały na skutek upadku ZSRR Turkmenistan jest jednym z najbardziej zamkniętych i represyjnych państw świata. Władzę formalnie sprawuje w nim prezydent Serdar Berdimuhamedow, który w 2022 r. przejął urząd po swoim ojcu Gurbangulym Berdimuhamedowie, ale ten de facto dalej rządzi krajem. W Turkmenistanie opozycja nie może swobodnie działać, a dostęp do internetu jest ściśle kontrolowany.

Mimo ogromnych zasobów gazu ziemnego i ropy gospodarka pozostaje silnie kontrolowana przez państwo, a mieszkańcy zmagają się z niedoborami i wysokimi kosztami życia.

Portal Turkmen.news jest redagowany przez turkmeńskich uchodźców w Holandii.

PAP

drukuj