fot. PAP/EPA

TSUE orzekł, że polski podatek od sprzedaży detalicznej nie narusza unijnego prawa

Polska wygrywa z Komisją Europejską przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który orzekł, że podatek od sprzedaży detalicznej nie narusza unijnego prawa w dziedzinie pomocy państwa. Nowa danina funkcjonuje już od stycznia. Największe sieci handlowe wpłaciły już do budżetu dziesiątki milionów złotych. Tak będzie teraz co miesiąc.

Podatek od sprzedaży detalicznej został wprowadzony w 2016 roku. Jednak od razu został zaskarżony przez Komisję Europejską, która podważyła zwolnienie z niego mniejszych podmiotów. Sklepy, których miesięczne obroty nie przekraczają 17 mln złotych, nie muszą go płacić. Według unijnych urzędników była to nieuprawniona pomoc publiczna. Walka z Komisją Europejską trwała cztery lata. Do budżetu z tego powodu nie wpłynęło nawet 10 mld złotych.

– Straciliśmy podatki, które moglibyśmy przeznaczyć np. na rozwój Polski – wskazał dr Piotr Gawryszczak, politolog.

Rację Polsce przyznał już sąd Unii Europejskiej. Komisja nie zaakceptowała tego orzeczenia i odwołała się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który jednoznacznie stwierdził, że podatek od sprzedaży detalicznej nie narusza prawa europejskiego.

– Dzisiejszy wyrok TSUE potwierdził nasze racje. Komisja Europejska miała swój punkt widzenia w tej sprawie, my mieliśmy swój. Polska szczegółowo odniosła się do wątpliwości w postępowaniu przed Komisją Europejską i przed sądami unijnymi – oznajmił Tadeusz Kościński, minister finansów, funduszy i polityki regionalnej.

Trybunał jasno wskazał, że Komisja była w błędzie. Podkreślił też decydującą rolę państw członkowskich.

„Państwa członkowskie mają swobodę w ustanawianiu systemu opodatkowania, który uznają za najbardziej odpowiedni, a więc stosowanie opodatkowania progresywnego w oparciu o obroty zależy od uznania każdego państwa członkowskiego” – oświadczył TSUE.

Organizacje zrzeszające właścicieli sklepów wielkopowierzchniowych przekonują, że nowy podatek negatywnie wpłynie na polską branżę handlową. Z kolei opozycja twierdzi, że nowy podatek zapłacą konsumenci.

– Najgorzej by się stało, gdyby podatek był przełożony na zwykłego klienta, czyli nie zapłacą go korporacje, tylko klienci płacąc więcej przy kasie – mówił Dariusz Joński, poseł Koalicji Obywatelskiej.

Z kolei poseł Urszula Pacławska z Polskiego Stronnictwa Ludowego przekonywała, że pandemia to zły czas na wprowadzanie nowych podatków.

– W tym czasie, kiedy trzeba ratować gospodarkę, wszelkie obciążenia, wszelka fiskalizacja są negatywne – akcentowała Urszula Pacławska.

Na rynku jest duża konkurencja cenowa, więc klienci nie powinni spodziewać się wzrostu cen. Duże korporacje mogą jednak zacząć oszczędzać na pracownikach.

– Nie można na pracownikach oszczędzać. My w Polsce jako pracownicy handlu pracujemy wydajniej niż koleżanki i koledzy na Zachodzie za 4-krotnie niższe wynagrodzenie. Jest to działanie nie fair ze strony wielkich korporacji – ocenił Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.

Przed unijnym Trybunałem spór z Komisją Europejską wygrały też Węgry. Trybunał stwierdził, że węgierski podatek obrotowy od reklam nie narusza prawa Unii. Komisja również negowała jego progresywność.

TV Trwam News

drukuj