Szczecińscy lekarze uratowali trzy życia jednocześnie. To pierwsza taka operacja na świecie
Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie przeprowadzili pionierską na skalę światową operację, ratując życie 36-letniej ciężarnej kobiety oraz jej nienarodzonych bliźniąt. „Bałam się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o Milę i Maksa. Dzisiaj najważniejsze jest dla mnie to, że są zdrowi, a ja mogę być razem z nimi, ich starszym bratem Filipem oraz mężem” – powiedziała pani Olga.
Informacja o tym wyjątkowym sukcesie medycznym została oficjalnie przekazana pod koniec września. Pani Olga, będąc w 29. tygodniu ciąży bliźniaczej, doznała krwotoku śródmózgowego wywołanego malformacją tętniczo-żylną (wadą naczyń krwionośnych). Miała poważne problemy z mową i czytaniem.
Swoją podróż po zachodniopomorskich szpitalach Olga rozpoczęła pod koniec maja. Trafiła wówczas do szpitala w rodzinnym Koszalinie. 1 czerwca skierowano ją do ośrodka w Kołobrzegu, skąd nazajutrz została przewieziona do Kliniki Neurologii z Pododdziałem Udarowym USK-1 PUM w Szczecinie. Badania wykazały bowiem krwawienie w lewej półkuli mózgu i towarzyszący mu obrzęk.
– Przyczyną była malformacja tętniczo-żylna, czyli nieprawidłowe połączenie naczyń krwionośnych – tłumaczy Magdalena Knop, rzecznik prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 1.
Lekarze stanęli przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Musieli jednocześnie ratować zdrowie matki i zrobić wszystko, by możliwie długo utrzymać ciążę.
Uratowali trzy życia.
Jako że zaplecze położnicze, porodowe i neonatologiczne „Jedynki” znajduje się w Policach, około 20 kilometrów od Szczecina, na bloku operacyjnym przy ul. Unii Lubelskiej przygotowano pełne zabezpieczenie na wypadek konieczności natychmiastowego cesarskiego cięcia. W gotowości pozostawały zespoły anestezjologiczny, położniczy i dwa zespoły neonatologiczne, a także specjalistyczna karetka. która miała zabezpieczyć dwóch małych pacjentów.
15 czerwca prof. Wojciech Poncyljusz wraz z zespołem neuroradiologii zabiegowej przeprowadził embolizację. To zabieg, podczas którego lekarze, wykorzystując mikrocewnik wprowadzony przez niewielkie nakłucie w pachwinie, docierają do nieprawidłowych naczyń i zamykają je specjalną substancją.
Zabieg zakończył się powodzeniem. Co najważniejsze, nie było konieczności przedwczesnego rozwiązania ciąży.
– Pani Olga mogła pozostać w niej jeszcze przez osiem tygodni, aż do 37. tygodnia – akcentuje rzecznik prasowa szpitala
Bliźnięta przyszły na świat 7 sierpnia. Mila urodziła się o godz. 8:49. Ważyła 2670 gramów i mierzyła 52 centymetry. Minutę później na świat przyszedł Maks. Był nieco mniejszy od siostry – ważył 2570 gramów i mierzył 50 centymetrów.
29 września, młoda mama przyjechała do Szczecina razem z dwójką pociech. Towarzyszył im dziadek maluchów, który zajmował się Milą i Maksem w czasie trwania konferencji prasowej. Tego dnia, w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 PUM, spotkali się lekarze, którzy kilka miesięcy temu wspólnie walczyli o bezpieczeństwo całej trójki pacjentów.
– To była sytuacja wymagająca współpracy wielu specjalistów – podkreślała prowadząca, wymieniając lekarzy zaangażowanych w leczenie: dr hab. n. med. Marta Masztalewicz (neurologia), dr n. med. Agata Andrzejewska (anestezjologia), prof. dr hab. n. med. Wojciech Poncyljusz (neuroradiologia zabiegowa), dr n. med. Sylwester Ciećwież (perinatologia i położnictwo), dr n. med. Brygida Jaskot (neonatologia) i dr hab. n. med. Konrad Jarosz (dyrektor naczelny USK-1 PUM).
Historia Olgi i jej dzieci jest wyjątkowa również z punktu widzenia medycyny.
– Po analizie dostępnego światowego piśmiennictwa medycznego wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z pierwszym tego typu przypadkiem na świecie – tłumaczyła Magdalena Knop.
Podczas spotkania specjaliści opowiedzieli o przebiegu leczenia, przygotowaniach do zabiegu, a także współpracy zespołów neurologicznego, neuroradiologicznego, anestezjologicznego, położniczego i neonatologicznego obu szpitali.
Głos zabrała również 36-letnia, szczęśliwa mama.
– Bałam się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o Milę i Maksa. Od początku czułam jednak, że jesteśmy w dobrych rękach i że nad naszym bezpieczeństwem czuwa wiele osób. Dzisiaj najważniejsze jest dla mnie to, że Mila i Maks są zdrowi, a ja mogę być razem z nimi, ich starszym bratem Filipem oraz mężem – powiedziała pani Olga.
hli.org.pl/gs24.pl




