fot. PAP/Marcin Bielecki

Kolejny dzień protestów – na ulice Warszawy wyszli kolejarze, a na ulice Szczecina pracownicy Grupy Azoty

W Warszawie protestowali kolejarze, którzy domagają się zwiększenia bezpieczeństwa ich pracy oraz ochrony strategicznych spółek kolejowych. Z kolei w Szczecinie protestowali pracownicy Grupy Azoty, która planuje zwolnienia. Polskie nawozy są wypierane z rynku przez rosyjskie i białoruskie produkty.

Pracownicy kolei protestowali przed resortem infrastruktury. Minister Dariusz Klimczak nie wyszedł do kolejarzy. Spotkał się tylko z delegacją związkowców.

– Jak to jest, że władza boi się świata pracy, który upomina się o normalność – pytał podczas protestu Leszek Miętek, prezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce.

Maszyniści domagali się zwiększenia bezpieczeństwa ich pracy oraz inwestycji w nowoczesne systemy bezpieczeństwa, a także w tabor.

– Po to, żeby poprawiło się całe bezpieczeństwo, warunki pracy – mówił pracownik kolei z Białegostoku.

Kolejny postulat to zapewnienie uczciwej konkurencji na rynku kolejowym i ochrona państwowych firm. Według kolejarzy polscy przewoźnicy mogliby skutecznie i ekologicznie dostarczać towary, które obecnie przewożone są tirami.

– My nie żądamy przywilejów dla kolejarzy, my żądamy zrównania konkurencyjności – podkreślił Leszek Miętek.

Protestujący sprzeciwiali się również zwolnieniom w PKP Cargo i zmianom, które mogą zagrozić stabilności tej strategicznej spółki. Jej miejsce mogą zająć zagraniczne pomioty – przestrzegał prof. Paweł Soroka.

– Kolej jest dziedziną strategiczną. Gdyby, nie daj Boże, doszło do konfliktu wojennego, to jest to spółka strategiczna, bo przewozi wtedy przewozy wojskowe. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie polskiego przemysłu bez kolei – akcentował prof. Paweł Soroka.

W Szczecinie natomiast protestowali pracownicy Grupy Azoty, którzy zebrali się przed siedzibą firmy, która importuje nawozy z Rosji do Polski. Zakłady azotowe przegrywają konkurencje na polskim i europejskim rynku przez wysokie ceny gazu oraz napływ tanich nawozów z Rosji i Białorusi. Wschodni producenci skutecznie omijają unijne ograniczenia, zalewając swoimi produktami polski rynek. Ich import co roku wzrasta.

– Chcą wykończyć chemię w Europie i Polsce. Przyjdzie trudny czas. Będzie zagrożone bezpieczeństwo żywnościowe – mówił Arkadiusz Poborski z Ogólnokrajowego Zrzeszenia Pracowników Ruchu Ciągłego.

Polski chemiczny gigant ma miliardowe zadłużenie. Grupa Azoty chce poprawić swoją rentowność, ograniczając zatrudnienie. Pracę może stracić nawet dwa tysiące osób. Przeciwko temu protestowali związkowcy, domagając się interwencji rządu.

– Manifestujemy tutaj, aby nie zniszczono nas gospodarczo i społecznie. Chcemy pracować i godnie żyć – podkreślił Jerzy Gośliński.

Doprowadzenie do bankructwa krajowych zakładów chemicznych zagrozi bezpieczeństwu żywnościowemu Polski.

– Efektem eliminacji krajowych producentów nawozów będzie całkowite uzależnienie się w zakresie cen, dostaw i bezpieczeństwa żywnościowego od dostawców spoza UE, w tym najprawdopodobniej od Rosji – mówił Andrzej Malicki.

Zwolnienia mogą dotknąć pracowników z zakładów w Puławach, Policach, Kędzierzynie Koźlu i Tarnowie.

TV Trwam News

drukuj