Synowie Edypa?

Wymownym wizerunkiem naszej współczesności jest milczenie mediów na temat przypadającego w ostatnią sobotę Dnia Ojca. Czyżby uważano ojcostwo za coś mało ważnego i traktowano je jako jakieś sentymentalne „tatowanie”, niczym senne, ale bezużyteczne brzęczenie trutni około domowego ula, generujące ewentualnie tylko surowe rozliczenia za wyrządzone krzywdy i roszczenia finansowe wobec „papciów”?

 
O tych roszczeniach synów wobec ojców nieustannie poucza nas historia starożytnej Hellady. Na ulicach Aten słyszano syna Peryklesa, jak z nienawiści do ojca rzucał na niego najgorsze z możliwych oszczerstw: molestowanie synowej. W jednym z dialogów Platona widzimy Sokratesa starającego się powstrzymać jednego z obywateli Aten, który szedł do sądu, aby doprowadzić do skazania swojego ojca za nieumyślne doprowadzenie do śmierci niewolnika.

 

Z kolei Sofoklesowi synowie zorganizowali na starość rozprawę sądową, mającą stwierdzić niepoczytalność ojca, pewnie na użytek planów przejęcia jego własności. Obronił się wybitny tragik, przywołując w sądzie – jak podaje Cyceron w cudownym dialogu „O starości” – swoją ostatnią tragedię „Edyp w Kolonos”, dzisiaj zapomnianą, chociaż uważaną przez starożytnych za najwybitniejsze dzieło Sofoklesa (obok „Filokteta”). Dzieło to zaświadczyło sędziom nie tylko o niezwykłej jasności umysłu 90-letniego autora, ale i o zbrodniczych zamysłach jego synów. Jest to bowiem tragedia o niewdzięcznych synach, nie broniących potrzebującego pomocy ojca. Kiedy jednak okazało się, że można dzięki ojcu zdobywać władzę, to pozorowali wobec niego życzliwość. Rozeznający ten plan Edyp określa swoich synów jako „wyżej ceniących władzę niż miłość do własnego ojca”. Przeklina ich za to, ale i to przekleństwo traktuje jako „dar ojca dla własnych synów”: „rzuciłem na was takie klątwy (…) by przyszły z pomocą i nauczyły was czcić swych rodziców”. Tego zatem trzeba uczyć synów, a nie szczuć ich przeciwko ojcom, jak to do dzisiaj widzimy także na rozmaitych uniwersytetach im. Pawki Morozowa. „Edyp w Kolonos” to ostatnia część trylogii poświęconej nieszczęsnemu rodowi króla Teb, Lajosa, obciążonego klątwą bogów za homoseksualny występek.

 

Ta klątwa ojca obciążyła straszliwym cierpieniem jego syna Edypa: dowiaduje się on, że bezwiednie zabił ojca i równie bezwiednie poślubił swoją matkę, a z tego kazirodczego związku począł swoje dzieci. Uświadamia sobie też zbrodnie swojego ojca, który pragnąc władzy, skazał syna na śmierć. Edyp różni się od swoich niewdzięcznych synów najpierw tym, że wypełnia obowiązek wobec swojego ojca: nie obciąża go odpowiedzialnością za swój straszliwy los. „Edyp w Kolonos” pokazuje, że za tę swoją postawę – również dźwiganie straszliwego a niezasłużonego cierpienia – Edyp zostaje nagrodzony przez bogów, stając się patronem Aten. To milczenie Edypa w sprawie występków ojca jest pouczające: ojciec zawsze pozostaje podstawowym dobroczyńcą swoich dzieci, nawet jeśli nie zechciał obdarować nas majątkiem, dobrym wykształceniem, dobrą moralną formacją. Obdarował nas jednak dobrem fundamentalnym, czyli życiem. Potomkowie Edypa aż do dzisiaj o tym zapominają, prowadząc krwawy odwet na swoich ojcach, fundując „papciom” pod szyldem „Dnia Taty” złośliwości. Ulega tym tendencjom niekiedy nasze duszpasterstwo, szerząc wizerunek ojców odpowiedzialnych w całości za problemy moralne naszej „wspaniałej młodzieży”, jakoby psutej przez ojców. Tymczasem ojcom zawsze należna jest wdzięczność, a nie publiczne wendety wobec nich, włącznie z publicznymi opowieściami (nazywanymi niekiedy „świadectwem”) o ich moralnych słabościach.

drukuj