Sybirak z Pomorza

Obchodzone niedawno uroczystości rocznicy powstania styczniowego 1863 roku były okazją poznania życiorysu jednego z naszych rodaków, ucznia Collegium Marianum w Pelplinie, uczestnika powstania styczniowego i zesłańca Syberyjskiego ks. Antoniego Muchowskiego.

Urodził się 24 kwietnia 1842 r. w rolniczej rodzinie Jana i Anny z domu Dolnej w Foshucie, w parafii Stara Kiszewa, na granicy Kaszub i Kociewia. Jako 12-latek został wysłany przez rodziców do Collegium Marianum w Pelplinie, gdzie kształcił się w latach 1854-1856. Wśród kolegów miał opinię ucznia pilnego w nauce i lubiącego wysiłek fizyczny. Do jego ulubionych „rozrywek” należały długie marsze, na które zapraszał kolegów z pelplińskiego Collegium.  Od 1856 roku uczył się w chojnickim gimnazjum. Był uczniem prymy, ostatniej klasy i przygotowywał się do matury, gdy w zaborze rosyjskim wybuchło powstanie styczniowe. W marcu 1864 roku Antoni Muchowski poszedł do powstania. Wszyscy ochotnicy z okolic Pelplina, Starogardu i Chojnic wstąpili do trzystuosobowego oddziału, który tworzył się k. Nidzicy. Oddziałem dowodził kapitan Jan Fryderyk Wandel, były oficer armii pruskiej. Wśród żołnierzy dominowali strzelcy – uzbrojeni w nowoczesne belgijskie sztucery – ale byli również kosynierzy i kilkudziesięciu jeźdźców. W nocy z 30 na 31 marca 1864 roku oddział (nazywany Czwartą Kompanią Lubawską) dowodzony przez Jana Fryderyka Wandela wyruszył w stronę południowej granicy ziemi lubawskiej. Kapitan chciał przeprawić się przez graniczną rzeczkę Działdówkę i wkroczyć na tereny Królestwa Polskiego. Liczył, że w mrokach nocy uda mu się ominąć pruskie i rosyjskie oddziały graniczne i dołączyć do jednego z kilku większych zgrupowań partyzanckich. Niestety, wkrótce po przekroczeniu granicy oddział został zaatakowany przez rosyjską straż graniczną. Po dzielnej walce poległo 17 powstańców, 8 poniosło ciężkie rany, a 58 dostało się do rosyjskiej niewoli. Nielicznych uciekinierów złapano po jakimś czasie. Dowódcę, kapitana Jana Fryderyka Wandla, byłego oficera pruskiego, rozstrzelano w Mławie. Antoni Muchowski został zatrzymany podczas ucieczki we wsi Krzywki w guberni płockiej. Pierwotny wyrok, śmierć przez powieszenie, zamieniono mu na chłostę i dożywotnie zesłanie na Syberię. Zbitego nahajkami młodzieńca wraz z innymi katorżnikami wysłano poprzez Ural, na tereny leżące na południowo-wschodniej Syberii. Prawdopodobnie, dzięki tężyźnie fizycznej i wytrzymałości uzyskanej podczas swoich długich marszów Antoni przeżył samą podróż, i związane z nią także długie przemarsze. Na szczęście w jego sprawie interweniował u rządu pruskiego poseł Julian Łaszewski (ojciec Stefana, przyszłego pierwszego wojewody pomorskiego w Odrodzonej Polsce) i darowano mu wolność. Nastąpiło to jednak dopiero po pięciu latach katorgi, gdy powoli zaczęły opadać rosyjskie represje po powstaniu styczniowym. Po 11-miesięcznej pieszej włóczędze powrócił do domu wiosną 1869 roku. Prawdopodobnie, dzięki tężyźnie fizycznej i wytrzymałości uzyskanej podczas swoich długich marszów Antoni przeżył tak wyczerpującą drogę.

Po powrocie na Pomorze, za namową znajomych księży, udał się do Wejherowa w celu kontynuowania przerwanej nauki. W tamtejszym gimnazjum sposobił się do matury, jako stypendysta Towarzystwa Pomocy Naukowej. Czas zesłania na Syberii jednak nie „wypalił” patriotyzmu i zaangażowania w kwestie narodowe. W 1871 roku założył w gimnazjum wejherowskim tajną organizację filomacką pod nazwą „Wiec”. Nie wypalił także zainteresowań sportowych i skłonności do wysiłku fizycznego, którymi starał się zarazić swoich przyjaciół i kolegów. W tym samym roku Antoni Muchowski wstąpił do Seminarium Duchownego w Pelplinie. 18 maja 1875 roku znalazł się w gronie sześciu księży wyświęconych w trzecim roku funkcjonowania wrogich Kościołowi bismarckowskich tzw. ustaw majowych. Już jako neoprezbiter, skierowany do Kościerzyny, później do Okonina w dekanacie radzyńskim, został postawiony przed sądem w Człuchowie i skazany za czytanie cichej Mszy Św. na 30 marek grzywny lub 5 dni więzienia oraz wydalenie z obwodu rejencji kwidzyńskiej. Później pracował w Nowej Wsi Królewskiej i Ostródzie. Mimo szykan ze strony władz pruskich wspierał działalność towarzystw polskich, brał udział w wiecach, angażował się w akcję wyborczą polskich posłów; w 1897 r. wstąpił do Towarzystwa Naukowego w Toruniu. „Nawet srogie mrozy syberyjskie nie zdołały jednak zamrozić w jego sercu płomiennej miłości Ojczyzny” – napisał ks. Józef Dembieński.

Pewna stabilizacja nastąpiła w 1892 roku, gdy objął dzięki poparciu ówczesnego biskupa chełmińskiego Leona Rednera, dziekana puckiego ks. Walentego Dąbrowskiego i chwilowemu zamieszaniu na szczytach ówczesnej władzy (konflikt pomiędzy starym Bismarckiem i młodym cesarzem Wilhelmem II) jedną z najstarszych i największych parafii na Pomorzu, liczącą ok. 6 tys. dusz w 18 miejscowościach, parafię w Oksywiu. Pół roku po objęciu parafii, w 30. rocznicę powstania styczniowego odprawił żałobną Mszę Św., na której przemawiał zaproszony przez niego patriota, „kaszubski Skarga” – o. Ambroży Wawrzyniec Lewalski (1842-1924). On sam we wspomnieniach i rozmowach niechętnie wracał do powstania i katorgi, tak okropne były to dla niego przejścia. W okresie kierowania oksywską parafią popierał tworzenie towarzystw sportowych, podobno zachęcając młodzież osobistym przykładem.

Niestety, nie doczekał wolnej Polski, zmarł 3 lutego 1915 roku w szpitalu Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku. Spoczął w Oksywiu na przykościelnym cmentarzu. Na mogile został później wyryty zwięzły napis: „Były Sybirak”.

Dr Jan Wiśniewski, historyk, wykładowca WSKSiM

drukuj