fot. PAP/Maciej Kulczyński

Straż interweniowała na Dolnym Śląsku ponad 15 tysięcy razy

Ponad 15 tysięcy interwencji, większość na Dolnym Śląsku, przeszło 2,5 tysiąca osób ewakuowanych z zagrożonych terenów. To bilans działań straży pożarnej i innych służb za minioną dobę na południu Polski.

Rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, starszy brygadier Karol Kierzkowski, przekazał, że większość interwencji dotyczyła usuwania skutków powodzi.

Najwięcej interwencji było w trzech garnizonach: Śląsk – ok. 8 tys. interwencji, Dolny Śląsk – 6 tys. interwencji i ok. 1,5 tys. w Opolskim. Najtrudniejsza sytuacja jest teraz na terenie powiatu kłodzkiego. Na terenach Ustronie i Lądek Zdrój trwa ewakuacja. Woda okrążyła te miejscowości i nie można tam dojechać ani samochodem, ani łodzią – poinformował starszy brygadier Karol Kierzkowski.

Powoli stabilizuje się sytuacja m.in. w okolicach Złotoryi i Kamiennej Góry. Tam strażacy przystępują powoli do usuwania skutków wielkiej wody. Wspierają mieszkańców w pracach porządkowych – mówił rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej.

Nasze działania będą polegały na tym, że będziemy zabezpieczać budynki, ale też sprzątać czy zabezpieczać infrastrukturę, która jest uszkodzona. Będziemy musieli wspierać miejscową ludność, żeby mogli wrócić do swoich domów. Jest duża rola zarządzania kryzysowego, żeby te wszystkie działania koordynować – wyjaśnił.

Kolejną falą powodziową jest zagrożona Nysa, gdzie cały czas wiele miejsc jest zalanych. Wojskowe śmigłowce dokończyły ewakuację poważnie chorych z nyskiego szpitala. Trudna sytuacja jest również w Kłodzku i Głuchołazach, choć tam powoli poziom wody opada. Na najgorsze przygotowuje się też Paczków, ponieważ w niedalekiej okolicy – na zbiorniku w Topoli – nie wytrzymały wały i zostały przerwane przez wezbraną wodę. Trwa ewakuacja miejscowości.

RIRM/TV Trwam News

drukuj