fot. PAP/Andrzej Grygiel

Strajk ostrzegawczy w Polskiej Grupie Górniczej

W kopalniach Polskiej Grupy Górniczej praca rozpoczęła się dziś z dwugodzinnym opóźnieniem. Górnicy podjęli strajk ostrzegawczy.

Górnicy w kopalni byli punktualnie, ale pracę rozpoczęli dopiero po dwóch godzinach. W Polskiej Grupie Górniczej odbył się strajk ostrzegawczy.

– W PGG się zarabia najmniej, jeśli chodzi o spółki górnicze w Polsce – powiedział Artur Braszkiewicz z NSZZ „Solidarność” w Polskiej Grupie Górniczej.

Negocjacje z zarządem toczyły się od kilku miesięcy.

– Przy stole na razie niestety nie osiągnięto porozumienia – podkreślił górnik.

Główny postulat górników to wzrost płac.

– Pozostał postulat wzrostu wynagrodzeń od 2020 roku o 12 procent i włączenia dodatku do dniówki przepracowanej do podstawy naliczania Barbórki – mówił Artur Braszkiewicz.

Obawy nie dotyczą tylko zarobków. Koncentrują się też wokół zalegającego węgla. Górnicy nie rozumieją, dlaczego – choć w Polsce węgla jest sporo – spółki energetyczne importują go z zagranicy.

– 3 mln na zwałach w PGG, 2 mln 300 tys. na zwałach w JSW – wyliczał Bogusław Hutek, przewodniczący górniczej „Solidarności”.

To realna obawa o miejsca pracy i przyszłość całego górnictwa, dlatego na dzisiejszym strajku ostrzegawczym nikt nie poprzestanie.

– 25 lutego będzie referendum wśród załóg strajkowych, a 28 zapowiadana manifestacja w Warszawie – wskazał Bogusław Hutek.

– Załogi są nastawione bojowo. Wiedzą, co jest grane, o co walczymy – dodał Artur Braszkiewicz.

Stąd tak spora mobilizacja już teraz na manifestację w Warszawie.

– Mamy już tyle załogi zapisanej, że nie wiadomo, kto będzie pracował – podsumował Bogusław Hutek.

Na strajk ostrzegawczy już teraz odpowiedział zarząd PGG. Prezes Tomasz Rogala zaapelował o czas. Poczekajmy do zakończenia pierwszego półrocza, bo widzimy, co dzieje się wokół górnictwa – podkreślił.

TV Trwam News

drukuj