PAP/EPA

Strajk generalny na Białorusi

W nocy upłynął termin ultimatum postawionego Aleksandrowi Łukaszence przez opozycję. Z tego powodu na Białorusi odbył się strajk generalny. Protestowały uczelnie, zakłady państwowe oraz prywatne firmy. W ramach solidarności wielu Białorusinów wyszło na ulice.

Za nami 11. weekend pod znakiem protestów na Białorusi. Demonstracje rozpoczęły się 9 sierpnia, po tym jak wyniki wyborów prezydenckich zostały sfałszowane, a prezydentem został Alaksander Łukaszenka.

– Przez 2 miesiące trzeba było wychodzić na ulice i ludzie są zmęczeni. Natomiast teraz, to jest jakby nowe życie, nowy tlen dla tego, co się dzieje na Białorusi – powiedział prof. Mikołaj Iwanow, politolog.

Mowa tu o strajku generalnym, który wybuchł po tym, jak Aleksander Łukaszenka zlekceważył termin ultimatum postawionego mu przez Swiatłanę Cichanouską i całą opozycję.

– Żądali jego ustąpienia, zaprzestania represji i uwolnienia osób prześladowanych do dnia wczorajszego, pod groźbą właśnie strajku generalnego – zaznaczył Jarosław Komorniczak, politolog.

„Azot jesteśmy z wami” – tak studenci jednej z białoruskich uczelni skandowali wspierając strajkującą fabrykę Grodno Azot. Takich demonstracji było więcej. Strajkowały fabryki, uczelnie oraz małe przedsiębiorstwa. Swiatłana Cichanouska wzywała, by solidarność okazały też prywatne zakłady.

W odbiorze opozycji to jest praktycznie powstanie narodowe. W odbiorze Łukaszenki i jego otoczenia żadnego strajku w ogóle nie ma – stwierdził prof. Mikołaj Iwanow.

– Po raz pierwszy w historii nie są to już protesty niewielkiej grupy opozycjonistów mieszkających w stolicy, ale protesty obejmują cały kraj i mają charakter masowy – podkreślił Jarosław Komorniczak.

W wielu miastach obywatele wychodzą na ulicę. Jak w każdy poniedziałek na ulicę Mińska wyszli emeryci. Tym razem dołączyli do nich studenci.

Po dzisiejszych strajkach zostało zatrzymanych ponad 150 osób. Jednak opozycjonistka Swiatłana Cichanouska zapewniła, że strajk to kolejny krok Białorusinów ku wolności, zaprzestaniu przemocy i nowym wyborom. Dziś Europejska Partia Ludowa opublikowała w Parlamencie Europejskim listę blisko 90 białoruskich urzędników państwowych, zaangażowanych w oszustwa wyborcze i przemoc wobec demonstrantów.

– Wczoraj w nocy zakończyło się ultimatum dla ludzi Aleksandra Łukaszenki. Najwyższy czas, by pokazać pełne poparcie dla demokratycznej opozycji na Białorusi i czujność wobec tego, co dzieje się w tym kraju – napisał na Twitterze Manfred Weber, szef frakcji EPL w PE.

Partia, chce by osoby, które znalazły się na liście, zostały objęte sankcjami. Do tej pory UE nałożyła sankcje na 40 osób odpowiedzialnych za represje wobec pokojowych demonstrantów, członków opozycji i dziennikarzy, a także za fałszerstwa w wyborach.

TV Trwam News

drukuj