fot. flickr.com

Skok na lasy

Od 1 maja 2016 – zgodnie z traktatem akcesyjnym – zacznie obowiązywać wolny obrót ziemią leśną i rolną. Oznacza to, że obcokrajowcy będą mogli nabywać polską ziemię i startować w przetargach, a więc kupować grunty od Skarbu Państwa.

Należy się spodziewać, że od 1 maja 2016 roku, czyli od uwolnienia w Polsce obrotu ziemią leśną i rolną, dojdzie do masowego przejmowania polskich nadleśnictw przez podmioty zagraniczne. Te będą je mogły bez przeszkód wycinać, a następnie wydobywać znajdujące się pod nimi pokłady bogactw naturalnych.

Najwyższa cena ziemi za jeden hektar w Holandii to około 50 tys. euro. Najniższa kwota, jaką za taki obszar trzeba zapłacić we Francji, wynosi nieco powyżej 5 tys. euro. W tej chwili w Polsce cena ziemi kształtuje się na średnim poziomie ok. 7 tysięcy euro.

Mimo tego, że w krajach starej piętnastki obowiązuje wolny obrót ziemią, występują także różnego rodzaju obostrzenia i znaczące różnice, których w Polsce brak – mówi poseł Jan Szyszko.

Obostrzenia w innych państwach, gdzie cena ziemi jest niższa, wymagają np. mówienia w języku ojczystym, czyli w tym języku, w którym nabywa się ziemię. Ponadto trzeba mieć skończone odpowiednie szkoły; trzeba udowodnić, że prowadziło się dobrze gospodarstwo, a w niektórych państwach, jak choćby we Francji, obowiązuje prawo pierwokupu przez specjalną agencję, która później dysponuje tą ziemią – tłumaczy poseł Jan Szyszko.

Niestety Polska nie stawia żadnych warunków, a więc można powiedzieć, że od 1 maja będzie całkowicie bezbronna w stosunku do większego zagranicznego kapitału. Pomału już możemy obserwować wykup polskiej ziemi – alarmuje poseł Jerzy Sądel.

Szczególnie ma to miejsce w województwie zachodnio-pomorskim i kujawsko-pomorskim. W przetargach nieograniczonych cena jednego hektara ziemi w kujawsko-pomorskim dochodzi do 150 tysięcy, gdzie wykupują ją agencje z ukrytym kapitałem zachodnim – dodaje poseł Jerzy Sądel.

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem. Coraz więcej nadleśnictw traci płynność finansową.

Haracz nałożony przez koalicję PO-PSL powoduje niedobory w normalnym funkcjonowaniu przedsiębiorstwa. Obawiamy się, że jeżeli tak będzie dalej i nie zostanie rozpatrzony wniosek o referendum, poparty 2 mln 600 tys. podpisów, to w niedługim czasie Lasy Państwowe mogą być prywatyzowane na szeroką skalę – ocenia poseł Dariusz Bąk.

Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju zgromadziło już ponad 2,5 mln podpisów pod wnioskiem o referendum ws. przyszłości Lasów Państwowych. Rząd jednak robi wszystko, aby do powszechnego głosowania w tej sprawie nie doszło.

TV Trwam News / RIRM

drukuj