fot. Mateusz Marek/Nasz Dziennik

Skandal, ale przestępstwa nie ma

Prokuratura Generalna nie będzie podważać uzasadnienia Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Mokotowa, która z braku znamion przestępstwa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie użycia zwrotu „polskie obozy zagłady” w jednej z niemieckich gazet.

Prokuratura Generalna w opublikowanym wczoraj specjalnym oświadczeniu uznała, że decyzja warszawskiej prokuratury jest „prawidłowa i wydana z poszanowaniem obowiązujących przepisów prawa”.

– Prokuratura Generalna oświadcza, że określenie „polskie obozy zagłady” jest skandaliczne, niedopuszczalne i zawsze powinno spotykać się z potępiającą reakcją – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. Zaznacza jednak, że w takich sytuacjach najważniejsze jest dokonanie prawnokarnej oceny wypowiedzi, szczególnie z uwzględnieniem całokształtu okoliczności jej towarzyszących, w tym motywacji i zamiaru wypowiadającego te słowa.

– Prokuratura ocenia, czy dana wypowiedź została sformułowana celowo, świadomie i z zamiarem znieważenia, czy też wynika np. z ignorancji wobec historycznych faktów, jest efektem niewiedzy bądź słownym lapsusem. Należy przy tym podkreślić, że zawsze słowa takie powinny zostać uznane za niedopuszczalne – tłumaczy rzecznik. Oświadczenie prokuratury to reakcja na apel dyrektorów muzeów na terenie byłych niemieckich obozów, skierowany m.in. do Prokuratora Generalnego, krytykujących warszawskich śledczych za uzasadnienie odmowy wszczęcia śledztwa.

„W poczuciu całkowitej bezsilności wobec rozumowania prokuratury wnosimy do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości i rzecznika praw obywatelskich o pomoc w zwalczaniu tego znieważającego Polskę i Polaków kłamstwa na temat największej tragedii współczesnej Europy – niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i zagłady” – piszą dyrektorzy muzeów: Auschwitz, Bełżec, Sobibór, Treblinka, Kulmhof, Stutthof w Sztutowie, Gross-Rosen w Rogoźnicy oraz na Majdanku, wraz z sekretarzem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.

W ich ocenie, prokuratura w praktyce przyznała rację mediom, które pisząc o „polskich obozach zagłady”, odmawiają zamieszczenia sprostowania i przeprosin, tłumacząc, że chodziło jedynie o geograficzne położenie na ziemiach polskich.

„Niemieckie nazistowskie obozy III Rzesza budowała na terenach do niej wcielonych bądź przez nią okupowanych. Nie jest znane historykom istnienie jakiegokolwiek obozu zagłady położonego na ziemiach polskich w czasie istnienia na tych ziemiach polskiej państwowości” – wskazują dyrektorzy, podkreślając, że w przeciwieństwie do prokuratury czują się określeniem „polskie obozy zagłady” głęboko znieważeni.

Martyniuk tłumaczy, że zgodnie z prawem, użycie tego skandalicznego zwrotu nie oznacza, że w każdym przypadku, niejako automatycznie mamy do czynienia z przestępstwem. – W tej konkretnej sprawie Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów po przeprowadzeniu postępowania sprawdzającego ustaliła, że autor sformułowania „polskie obozy zagłady” nie działał z zamiarem znieważenia Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej. Wskazuje na to również treść całego artykułu, niemającego charakteru znieważającego – tłumaczy Martyniuk.

Prokuratura Rejonowa dla Warszawy-Mokotowa z braku znamion przestępstwa odmówiła w październiku br. wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Uznała, że stwierdzenie to, użyte w niemieckim artykule, nie wskazuje na fakt, że obozy zagłady zakładali Polacy. „Sformułowanie ’polskie obozy zagłady’, choć wyjątkowo niefortunne, nie miało na celu wskazania, iż obozy takie zakładali Polacy, a jedynie, iż położone one były na ziemiach polskich” – napisali prokuratorzy, uzasadniając odmowę wszczęcia śledztwa.

Nie przekonuje to dyrektorów placówek, którzy chcieliby, by prokuratura wycofała się ze swego stanowiska. – Jest ono nietrafione, niecelowe, krzywdzące pamięć byłych więźniów, którzy odeszli w trakcie wojny i po niej, jak również tych jeszcze żyjących – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Piotr Tarnowski, dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie.

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj