Schizofrenia moralna polityków

Z ks. Piotrem Steczkowskim, wykładowcą prawa kanonicznego na Uniwersytecie
Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, rozmawia Małgorzata Pabis

Jak to się dzieje, że politycy publicznie określający się katolikami zdają
się dość lekko podchodzić do kwestii aborcji czy metody in vitro?

– Trudno mi oceniać motywy tych ludzi, ale mam pewne podejrzenia. Wydaje mi się,
że mogą być dwa powody takiego postępowania: albo politycy ci nie mają wiedzy na
temat, na który się wypowiadają, nie znają nauki Kościoła, albo porzucają
katolickie sumienie, zasady Ewangelii, Dziesięć Przykazań Bożych na rzecz
kariery politycznej.

Trudno mi uwierzyć, że ważny polityk w Polsce nie słyszał dziś o tym, że
Kościół nie dopuszcza metody in vitro, wyraźnie mówiąc: "Nie zabijaj"…


– Moim zdaniem, politycy ci żyją w pewnej sprzeczności. Mają świadomość, że
elektorat w Polsce jest w większości katolicki, więc składają deklaracje, iż są
katolikami. Z drugiej strony chcą pokazać swoją niezależność od Kościoła, od
hierarchii, więc głoszą poglądy, które nie są zgodne z jego nauką. Być może mają
takie swoje poglądy, swoje przekonania. To jest schizofrenia moralna, która –
moim zdaniem – wynika z jakiegoś lęku.

Ostatnio ks. abp Raymond Burke, prefekt Sygnatury Apostolskiej, mówił, że
politycy, którzy popierają aborcję, muszą publicznie pokutować…

– Za arcybiskupem stoją doświadczenia amerykańskie. Tam poglądy głosi się
ostrzej, jaśniej. Tam ludzie zobaczyli, że wielu usiłuje manipulować katolikami.
Jest takie przysłowie: "Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek".
To nie jest nic nadzwyczajnego – jeśli ktoś jest zwolennikiem grzechu, popiera
czy tworzy prawo niezgodne z nauką Kościoła, nie może udawać, że nic złego się
nie dzieje. Jeśli grzeszy, musi odbyć pokutę. To jest normalne. Jednocześnie
spowiedź święta to sakrament indywidualny. Nie mamy dziś praktyki publicznego
wyznawania grzechów. Ale jeśli ktoś publicznie składał deklaracje, powinien po
spowiedzi, po zadośćuczynieniu, publicznie odwołać swoje pierwotne poglądy i
złożyć publiczną deklarację powrotu na drogę Kościoła, który nigdy i nikomu jej
nie zamyka.

Ksiądz arcybiskup Henryk Hoser, mówiąc o projektach ustaw dotyczących
zapłodnienia pozaustrojowego in vitro, zauważył, że "jeżeli posłowie są świadomi
tego, co robią (…), jeżeli nie działają w kierunku ograniczenia szkodliwości
ustawy o in vitro, to automatycznie są poza wspólnotą Kościoła". Niektórzy
politycy są oburzeni tą wypowiedzią, twierdzą, że jest to "wchodzenie w cudze
sumienie"…

– Ani ks. abp Hoser, ani Kościół nie wchodzą w sumienie człowieka. Jedynie
głoszą zasady moralne, które są konsekwencją przyjęcia nauki Chrystusa. A
człowiek sam decyduje, czy przyjmie te zasady, czy je odrzuci. Każdy jest wolny
w tym wyborze. Ale z wolnością wiąże się odpowiedzialność i konsekwencje. A o
tym niektórzy chcieliby zapomnieć.

Prefekt Sygnatury Apostolskiej mówił, że obrońcy życia są dziś
dyskredytowani…

– Wszyscy wiemy, że w mediach nie ma równowagi pomiędzy prezentowaniem poglądów
za życiem czy przeciw niemu. Laickie media lansują laickie poglądy, a to, co
wiąże się z katolicyzmem, ośmieszają. I tu nie pozostaje nam nic innego, jak
odwoływać się do obowiązującego prawa, które gwarantuje nam wolność słowa i
poglądów.
Trzeba – aby na wzór USA czy ostatnio Hiszpanii – katolicy świeccy mobilizowali
się do działania i głośnego przedstawiania swoich poglądów. Mam nadzieję, że ten
śpiący olbrzym, laikat, się obudzi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj