Sąd zbada skargę na umorzenie matactw ws. Przemyka

Dziś stołeczny sąd ma badać, czy wznowić umorzone przez IPN śledztwo w sprawie utrudniania w latach 80. przez władze wyjaśnienia śmiertelnego pobicia przez milicję Grzegorza Przemyka – poinformowała Polska Agencja Prasowa powołując się na źródła sądowe.

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia o wznowienie tego śledztwa walczą m.in. ojciec Przemyka – Leopold, Cezary F. – przyjaciel maturzysty i świadek bicia go przez milicję oraz dawny adwokat matki Przemyka – mec. Maciej Bednarkiewicz. Z powodu przedawnienia karalności, ale przy uznaniu przestępstwa, pion śledczy IPN w październiku 2012 r. umorzył śledztwo ws. utrudniania w latach 1983-84 śledztwa w sprawie jednej z najgłośniejszych zbrodni aparatu władzy PRL lat 80. – do dziś nie do końca wyjaśnionej.

Wcześniej zarzuty utrudniania tamtego śledztwa usłyszał m.in. ówczesny szef MSW gen. Czesław Kiszczak oraz kilkunastu oficerów SB i MO. Umorzenie było wynikiem uznania w 2010 r. przez Sąd Najwyższy za przedawnione zbrodni komunistycznych zagrożonych karą do pięciu lat więzienia. Uzasadnienie decyzji IPN na ok. 200 stronach szczegółowo opisuje całą sprawę. Pierwsze zarzuty IPN postawił w 2007 r. Dwóch oficerów SB dostało wtedy zarzuty zastraszania Cezarego F. – tak aby wycofał się z zeznań, że Przemyka bili milicjanci.

W 2009 r. Kiszczak miał zarzut przekroczenia uprawnień przez utrudnianie i kierowanie śledztwa z lat 80. na fałszywe tory. Nie przyznał się i odmówił wyjaśnień. Groziło mu do 5 lat więzienia. Od postanowienia IPN do sądu odwołało się kilku pokrzywdzonych – w tym ojciec Przemyka, F. i jego rodzina oraz Bednarkiewicz. Pełnomocnik ojca Przemyka mec. Andrzej Zalewski domaga się, by podjąć śledztwo wobec czynów, za które grozi do 10 lat więzienia. Według Zalewskiego śledztwo można by prowadzić w kierunku bezprawnego uwięzienia sanitariuszy (których władze PRL postanowiły obciążyć winą za śmierć Przemyka) oraz psychicznego znęcania się nad nimi. Bednarkiewicz uważa zaś, że IPN powinien rozważyć zmianę kwalifikacji prawnej czynu na współsprawstwo śmiertelnego pobicia (taki czyn nie przedawnia się według uchwały SN, bo grozi za niego do 10 lat więzienia).

W swym zażaleniu mecenas pyta też, z czyjej winy sprawa się przedawniła, „skoro udało się zabezpieczyć komplet akt”. 12 maja 1983 r. Przemyk wraz z Cezarym F. świętował na pl. Zamkowym egzamin maturalny. Zatrzymany przez MO, na komisariacie przy ul. Jezuickiej otrzymał ponad 40 ciosów pałkami po barkach i plecach oraz kilkanaście ciosów łokciem lub pięścią w brzuch. Przewieziony do szpitala zmarł 14 maja w wyniku ciężkich urazów jamy brzusznej. Pogrzeb Przemyka stał się wielką manifestacją sprzeciwu wobec władzy komunistycznej.

Prokuratura wszczęła wprawdzie śledztwo w sprawie śmierci Przemyka, ale jednocześnie władze podjęły bezprawne działania mające uchronić milicjantów przed karą. Winą chciano obarczyć sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala. W aktach sprawy zachowała się notatka Kiszczaka: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”. Do sprawy Biuro Polityczne KC PZPR powołało specjalny zespół pod kierownictwem b. szefa MSW gen. Mirosława Milewskiego (nie żyje od kilku lat). „Gdybyśmy chcieli rozprawić się z Przemykiem, wzięlibyśmy fachowców” – mówił Kiszczak.

Realizując wytyczne zespołu, SB zastraszała F., który wraz z Przemykiem był w komisariacie. Inwigilowano prowadzących sprawę prokuratorów, a oskarżonych milicjantów i świadków instruowano, jak mają zeznawać. Pod zmyślonymi zarzutami aresztowano Bednarkiewicza, stracił też pracę prokurator, który sprzeciwiał się bezprawnym praktykom MSW. Przynajmniej o części bezprawnych działań miał wiedzieć ówczesny przywódca PRL gen. Wojciech Jaruzelski. W 1984 r., po wyreżyserowanym przez władze procesie, sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka dwóch milicjantów – Ireneusza K. (który zatrzymał Przemyka) i Arkadiusza Denkiewicza (dyżurnego komisariatu, który nawoływał do bicia, mówiąc: „Bijcie tak, żeby nie było śladów”). Na 2 i 2,5 roku więzienia skazani zostali za nieudzielenie pomocy pobitemu – po wymuszeniu w śledztwie nieprawdziwych zeznań – dwaj sanitariusze.

Sprawa wróciła do sądów po przełomie 1989 r., gdy uchylono wyroki z 1984 r. W 1997 r. K. został uniewinniony przez Sąd Wojewódzki w Warszawie, który zarazem skazał Denkiewicza na 2 lata więzienia (według psychiatrów wskutek wyroku doznał w psychice zmian uniemożliwiających odbycie kary). Oficera KG MO Kazimierza Otłowskiego skazano na 1,5 roku w zawieszeniu za próbę zniszczenia akt sprawy Przemyka w 1989 r. (po apelacji został on uniewinniony). Potem sprawa K. zaczęła krążyć między sądami. W kwietniu 2000 r. Sąd Okręgowy w Warszawie trzeci raz rozpoczął proces. W czerwcu 2000 r. K. został uniewinniony z braku dowodów. W styczniu 2001 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że od 1 stycznia 2000 r. sprawa śmierci Przemyka jest przedawniona. We wrześniu 2001 r. Sąd Najwyższy orzekł, że sprawa wraca do SA, a przedawnienie upłynie dopiero w 2005 r. W 2003 r. rozpoczął się kolejny proces.

W styczniu 2004 r. SO uniewinnił K. W czerwcu 2004 r. SA uchylił to uniewinnienie. W maju 2008 r. SO uznał K. za winnego i skazał na 8 lat więzienia, zmniejszone o połowę na mocy amnestii. Był to pierwszy wyrok skazujący. Sąd uznał K. za jednego z trzech milicjantów, którzy bili Przemyka. Według sądu K. nie wiedział, kim jest Przemyk, a jego zatrzymanie było przypadkowe i wiązało się z tym, że nie miał przy sobie dowodu. Wyrok ten uchylił w grudniu 2009 r. Sąd Apelacyjny, który prawomocnie uznał, że sprawa przedawniła się 1 stycznia 2005 r. W lipcu 2010 r. SN potwierdził, że sprawa jest przedawniona i oddalił kasację ministra sprawiedliwości od jej umorzenia. SN podkreślił, że matactwa z czasów komunistycznych okazały się skuteczne po latach.

PAP

drukuj