fot. wikipedia.org

Rząd uparcie dąży do sprzedaży Polskiej Żeglugi Bałtyckiej

Na tzw. krótkiej liście firm, zainteresowanych kupnem są już tylko trzy zagraniczne podmioty z siedzibami w Kopenhadze, Lubece i Helsinkach. Wstępne wnioski złożyło siedem podmiotów.     

Europoseł Marek Gróbarczyk były minister gospodarki morskiej powiedział, że PŻB rozwija się. Natomiast to, co robi ministerstwo to „dzika prywatyzacja”.

– Przedsiębiorstwo Żeglugowe PŻB znajduje się w bardzo dobrej kondycji finansowej. Bardzo dobrze rokuje, a poza tym rynek, na którym operuje, stwarza ogromne możliwości rozwoju. W takiej sytuacji ministerstwo nie widzi tu powodu dla jakiego chce się pozbyć zakładu, który przynosi zyski. Przypomina to lata 90-te, kiedy przeprowadzono w Polsce „dziką prywatyzację” tylko po to, aby niektóre osoby się obłowiły. W tym postępowaniu nic nie jest klarowne, łącznie z wyceną przedsiębiorstwa, które zostało blisko trzykrotnie zaniżone. Będę domagał się zahamowania, prywatyzacji – zapewnił Marek Gróbarczyk

Związkowcy z PŻB zapowiadają, że będą bronić spółki do upadłego; są gotowi przejąć zakład w formie spółki pracowniczej. Apelują do ministra Skarbu Państwa o wstrzymanie prywatyzacji firmy. Zwracają uwagę, że spółka w ciągu dwóch lat wypracuje większy zysk niż uzyskane środki ze sprzedaży.  Resort skarbu twierdzi natomiast, że dobra sytuacja finansowa PŻB to szansa pozyskania inwestora strategicznego.

Przeciwko sprzedaży PŻB do rządu zwrócili się zachodniopomorscy politycy PiS. Ponadto złożyli do ABW wniosek, by Agencja sprawdziła działania MSP w procesie prywatyzacji PŻB.

RIRM

drukuj