Rząd Tuska szuka nowych sposobów na załatanie dziury budżetowej. Jednym z nich ma być opłata reprograficzna
Posłowie opozycji podkreślają, że opłata reprograficzna to tak naprawdę nowy podatek Donalda Tuska. Opłata obejmie wszystkie najpopularniejsze urządzenia elektroniczne, w tym smartfony, dekodery i laptopa, a także nośniki jak płyty CD czy papier do drukarki.
Przepisy zostały znowelizowane drogą pozaustawową. Nowelę rozporządzenia w tej sprawie podpisała w ubiegłym tygodniu minister kultury, Marta Cienkowska.
Opłata wynosi 1-2 proc. ceny urządzeń umożliwiających kopiowanie treści. Oficjalnie środki z tego tytułu mają stanowić rekompensatę dla twórców i wykonawców.
Poseł PiS, dr Zbigniew Kuźmiuk, na konferencji w Sejmie powiedział, że rozporządzenie powinno zostać zbadane przez Trybunał Konstytucyjny.
– Około 200 milionów złotych rocznie – o tyle podrożeje sprzęt i tyle zostanie wyjęte z kieszenie obywateli, którzy ten sprzęt nabywają. Co do zasady podatki powinny być wprowadzane ustawowo, a pani minister zdecydowała się na rozporządzenie. Wprawdzie ma ono wejść z sześciomiesięcznym vacatio legis, ale nie ulega wątpliwości, że jest to kolejna próba sięgnięcia do kieszeni obywateli. Będziemy protestowali w tej sprawie. Co więcej, rozważamy skierowanie w tej sprawie skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich, aby ten wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności tego rozporządzenia z polską konstytucją – mówił dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.
Rządzący argumentują, że nowelizacja m.in. aktualizuje katalog urządzeń objętych systemem opłat, bo rozporządzenie obejmowało m.in. takie nośniki jak kasety VHS, faks oraz nagrywarki DVD.
RIRM



