Roztropność polityczna, a chciwość
Papież Leon XIII ostrzegał w XIX wieku, że marksistowska kuracja
kapitalistycznych, chorobliwych apetytów będzie gorsza od samej tej choroby. Po
bolesnych doświadczeniach PRL-u widzimy, że ten marksistowski "państwowy
kapitalizm" – przejęcie całej własności prywatnej przez partyjnych dygnitarzy –
rzeczywiście pogłębił i rozszerzył chorobę chciwości i skąpstwa. Prywatna
własność w rękach każdego z obywateli nie tylko stymuluje rozwój ekonomiczny,
ale także stanowi sprzyjającą okazję – nie likwidując ludzkiej wolności – do
pracy nad sobą w dziedzinie "pożądliwości oczu", czyli pracy nad wypaczonym
pragnieniem posiadania dóbr ekonomicznych.
Odebranie wszystkim własności prywatnej skończyło się zatem wszechobecnym
kultem bogactwa i nabożnym traktowaniem jego posiadaczy, co zresztą idzie w
parze – zgodnie z zasadą, iż "przeciwieństwa się pokrywają" (extrema iunguntur)
– z czającą się wobec nich nienawiścią. Nawet esbecko-tajniacka republika, w
kleszczach której aktualnie funkcjonujemy, nie miałaby możliwości sprawnego
działania, gdyby nie sieć ekonomicznych nagród dla usłużnych dziennikarzy,
polityków i naukowców, doskonale zorientowanych, kogo omijać szerokim łukiem,
aby nie nabić sobie guza, a i posiedzieć sobie na salonach, oczekując na wakacje
na egzotycznych plażach.
Z jakiego innego powodu szerokim łukiem omija się posła Palikota? Swawolił on
sobie – a nawet głośno kpił z naszego prawa chroniącego dobra polskiej młodzieży
– pod Sejmem 17 lutego br., ale nie zdołał obudzić ani zatroskanej podobno o
stan polskiej praworządności pani marszałek Sejmu, ani prokuratury, ani
premiera. Kilka tygodni temu poseł zapalił w Sejmie tylko kadzidełko, bo pani
marszałek głośno nie życzyła sobie palenia trawy w marmurowych wnętrzach.
Widocznie zdaniem pani marszałek można to robić na świeżym powietrzu, pod
Sejmem. Nie zareagowała bowiem na ten fakt, chociaż poseł Palikot zapalił
"skręta" (w stylu Billa Clintona, czyli palić, ale nie zaciągać się) przed
kamerami, na oczach zgromadzonego tłumu młodzieży i pod osłoną policji
chroniącej całe zgromadzenie (przed dobrem?), a na koniec umieszczono to
nagranie w internecie. Poinformowała o tym także codzienna prasa, musiała zatem
o wszystkim dowiedzieć się prokuratura. Pewnie poseł Palikot znajdzie się na
przesłuchaniu w sprawie kpienia sobie z naszego prawa dotyczącego arcypoważnego
problemu uzależnień naszej młodzieży od środków odurzających. A może jednak
poseł nie trafi na przesłuchanie? Gdyby tak się stało, to by znaczyło, że
zabrakło rozumu naszej władzy. Pierwszą cnotą rządzących winna być roztropność
polityczna (mądrość polityczna), jak uczył i Arystoteles, i św. Tomasz z Akwinu.
Milczenie naszej pani marszałek, prokuratury i całej rządzącej formacji
partyjnej, matki rodzicielki i karmicielki posła, nie jest przypadkowe,
niezamierzone, z jakiegoś np. przemęczenia, ale jest ono rozważone, z
premedytacją. Wskazuje to zatem na działanie którejś z wad przeciwnych
roztropności (podobnych w działaniu do niej), na czele których znajdujemy
"roztropność ciała", czyli traktowanie dóbr cielesnych jako ostateczny cel
życia. Cała ta grupa wad nieroztropności bierze początek z wady chciwości.
Czyżbyśmy właśnie tę wadę posiadali, skoro wykazujemy aż takie niedomaganie
roztropności politycznej, iż pozostawiamy naszą młodzież na pastwę narkobiznesu?
Marek Czachorowski
