fot. flickr.com

Rosja ponownie podsyca konflikt na Ukrainie?

Po wygranej w Syrii prezydent Rosji Władimir Putin chce usankcjonować inwazję na Ukrainie. Działania Putina to kolejna pułapka wciągająca Donalda  Trumpa w złe porozumienie w sprawie Ukrainy – taką tezę stawia  dziennik „Washington Post”.

Komentator amerykańskiej gazety pisze, że prezydent Rosji działa w typowy dla niego sposób: „Wykorzystuje armię i nasila działania militarne, a potem zwraca się do Zachodu z propozycjami, które mają konflikt uspokoić. Odwołując się do europejskich i amerykańskich dążeń uzyskania pokoju bez angażowania wojsk rosyjskich, prezydent wysuwa rzekomy kompromis.  Autor ocenia, że celem propozycji Władimira Putina jest tak naprawdę tworzenie podziałów wśród jego wrogów i cementowanie własnych zdobyczy”.

– Będziemy mieli sytuację, w której Rosjanie będą starali się wciągnąć Amerykę, by w jakiś sposób usankcjonowała rozpad Ukrainy; to, że ta część wschodnia będzie cały czas pogłębiać swoją samodzielność – analizuje rosyjską politykę wobec Zachodu i Ukrainy politolog Jarosław Komorniczak.

W ostatnim czasie zaostrzyła się sytuacja w Donbasie, w walkach zginęło 5-ciu ukraińskich żołnierzy. Ponadto w Ługańsku doszło do konfliktu o władzę między separatystami.

– To, co się dzieje na Ukrainie, to jest wielka gra w chaosie. Graczem nie jest naród ukraiński, tylko siły zewnętrzne – Rosja i Zachód.  Rodząc chaos, stwarza się pokusy dla różnych atamanów, żeby tworzyli różne swoje kombinacje, chaotyczne ruchy. Trudno powiedzieć, czy to, co się dzieje w Ługańsku jest planowane czy też chaotyczne – mówi historyk prof. Włodzimierz Osadczy.

„Washington Post” pisze, że celem Putina jest nie tylko pozostanie na zajętych terenach, ale także destabilizowanie Ukrainy. Chodzi o przeciwdziałanie przyłączenia tego kraju do europejskich instytucji. Komentator gazety ocenia, że Władimir Putin najprawdopodobniej ponawia swoją strategię z Syrii, „angażując na pokaz amerykańską dyplomację, by zyskać na czasie w celu umocnienia zdobyczy na polu bitwy. Na taką strategię zgodził się prezydent Barack Obama.  Donald Trump powinien dążyć do pokoju, ale nie na warunkach Władimira  Putina” – podsumowuje dziennik.

TV Trwam News/RIRM

drukuj