fot. PAP/EPA

Ręka Boga

Wybór lektury duchowej zapewne wskazuje na kondycję własnego ducha, na jego potrzeby, na jego pojemność. Ten wybór nie jest prosty. Wokół nas tyle dzieł dawnych, które dziś zyskują swoją aktualność, wręcz zdumiewającą.

Spośród dzieł dawnych i nowych chciałbym podzielić się moim ponownym odkrywaniem książki Jana Pawła II „Pamięć i tożsamość”. To jedna z tych publikacji, która powstała jako zapis rozmowy prowadzonej z Papieżem. Rozmowy niezwykłej, przeprowadzonej w Castel Gandolfo, w miejscu niejako naznaczonym dialogiem wiary i rozumu.

Wielka tajemnica

Pamiętam, jak rozpoczynałem lekturę „Daru i Tajemnicy”, autobiograficznej książki o misterium kapłaństwa Jana Pawła II. Przeczytałem pierwsze zdanie: „Historia mojego powołania kapłańskiego? Historia ta znana jest przede wszystkim Bogu samemu”, i zatrzymałem się na dłuższy czas. Ileż razy, my, kapłani, jesteśmy pytani o nasze powołanie – i odpowiadamy ochoczo, opisując zdarzenia, ludzi, scenografię naszych spotkań z Bogiem. To papieskie zdanie uświadomiło mi, że tak naprawdę nie my, nie ja jestem autorem tej historii, że to, co znam, jest wyłącznie zapisem pewnych ram płótna, na którym namalowana została przez Boga niepojęta historia.

Kilka stron dalej przeczytałem inne zdanie autobiograficzne: „Moje kapłaństwo właśnie na tym pierwszym etapie wpisywało się w jakąś olbrzymią ofiarę ludzi mojego pokolenia, mężczyzn i kobiet”. Niezwykłe są refleksje Jana Pawła II na temat wojny. Najpierw zadziwia to, że kiedy Jego pokolenie chwytało za broń, On zajmował się słowem i językiem, jakby wiedząc, że trwałą niepodległość można i trzeba zdobywać także przez suwerenność kultury. Jeszcze bardziej zdumiewa to, że świadek tamtych koszmarnych lat, świadek zbrodni nazistowskich, świadek prześladowań i represji Niemców na Narodzie Polskim, właśnie w tym czasie „śmierci Boga” odkrywa Jego miłującą obecność. I pozwala Bogu pisać w sobie historię powołania. Jest sprawą fascynującą wydobywanie z mroków zła świateł dobra – przyjaźni, wielkich postaci. Zdumiewająca jest świadomość, że to kapłaństwo zostało wpisane, włączone w ofiarę życia tak wielu ludzi.

Przywołuję te fragmenty „Daru i Tajemnicy”, by wskazać na bogactwo wielu papieskich tekstów, nie tylko doktrynalnych. On każde słowo, każde zdanie, każdą narrację znaczył wiarą w Boga, który był i pozostawał dla Niego fundamentem rzeczywistości. Tak naprawdę nie ma jakiegoś skoku stylistycznego, jakiejś różnicy „gatunku literackiego” między Jego wspomnieniami, modlitwami a testamentem.

Przywołuję te fragmenty także z tego względu, że owo dramatyczne i fundamentalnie ważne pytanie o obecność zła w naszym świecie, w naszym życiu stanowi jakby punkt wyjścia „Pamięci i tożsamości”.

Miara zła

Trudno uwolnić się od tego pytania, od tych refleksji i wspomnień, gdy bohaterem rozmowy i odsłaniania pamięci jest człowiek – świadek totalitaryzmów XX wieku. Jan Paweł II odsłania zatem najpierw genezę zła. Upatruje jej – podobnie jak to czynił na pytanie Vittorio Messoriego w książce-wywiadzie „Przekroczyć próg nadziei”, „dlaczego historia zbawienia jest tak bardzo skomplikowana”, dlaczego krzyż, dlaczego cierpienie – w długotrwałym procesie wyrzucania Boga ze świata ludzkich spraw i czynienia Go Kimś pozaświatowym.

Człowiek w takim świecie podejmuje życie tak, jakby Bóg nie istniał. To jest zjawisko czytelne w skali całego świata, w jego nowożytnych, a zwłaszcza współczesnych dziejach, ale to jest zjawisko bardzo ważne dla zrozumienia niejednego dramatu życia osobistego czy rodzinnego. Papieskie refleksje są bardzo głęboko intelektualne, wymagają zastanowienia, może przemyślenia, a nawet poszerzenia swojej wiedzy, ale Jan Paweł II prowadzi nas w głąb współczesnych dramatów. Nie zatrzymuje się na powierzchni, ale każe iść w głąb, do fundamentów. To ważne, dlatego że tylko na podstawie dogłębnej diagnozy można zastosować właściwą terapię.

Dla Jana Pawła II sprawą charakterystyczną jest to właśnie, że im bardziej sięga On realności zła, im bardziej poddaje je anatomii, odsłaniając jego grozę i siłę destrukcji, tym bardziej przekonuje nas, że nie jest ono absolutne, że nie jest wieczne. Zło jest ograniczone miarą, a tą miarą zła jest odkupienie i miłosierdzie.

Nie sposób tego zdania skomentować jednym czy drugim dopiskiem. Trzeba wczytać się z uwagą w słowa Papieża. To mogą być słowa zaskakujące, jakby przeczące naszym podstawowym doświadczeniom, a może przede wszystkim naszym emocjom. Ale warto, ogromnie warto, skupić się na poszczególnych zdaniach. Jak choćby na tych: „Każde ludzkie cierpienie, każdy ból, każda słabość kryje w sobie obietnicę wyzwolenia, obietnicę radości: ’teraz raduję się w cierpieniach za was’ – pisze św. Paweł (Kol 1, 24). Odnosi się to do każdego cierpienia wywołanego przez zło. Odnosi się także do ogromnego zła społecznego i politycznego, jakie wstrząsa współczesnym światem i rozdziera go: zła wojen, zniewolenia jednostek i narodów, zła niesprawiedliwości społecznej, deptania godności ludzkiej, dyskryminacji rasowej i religijnej, zła przemocy, terroryzmu, tortur i zbrojeń – całe to cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość, ów hojny i bezinteresowny dar z własnego ’ja’ na rzecz tych, których dotyka cierpienie. W miłości, która ma swoje źródło w Sercu Chrystusa, jest nadzieja na przyszłość świata. Chrystus jest Odkupicielem świata: ’a w jego ranach jest nasze uzdrowienie’ (Iz 53, 5)”.

Zauważmy: „Całe to cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość”. Dlaczego to jest ważne, dlaczego i jak to jest możliwe? Jan Paweł II wciąga nas do dalszej zadumy – nad wolnością, nad miłością, która jest właściwym horyzontem wolności.

W tym wszystkim ujawnia się ogromna miłość Papieża do Boga, ogromna Jego fascynacja człowiekiem, poczucie dumy z przynależności do Narodu Polskiego, wielkie dowartościowanie autentycznego dziedzictwa europejskiego, o które tak zabiegał i walczył, a które jest tak poniewierane w pseudo-Europie biurokratów.

Ta książka jest swoistym testamentem duchowym, rozliczeniem z historią i współczesnością, jest zapisem dziejów sumienia w tych czasach marnych.

Jeżeli nie czujemy się przekonani słowami Jana Pawła II, to na zakończenie tej książki pojawia się zdanie, wobec którego nie można pozostać obojętnym: „Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego”. Tak komentuje rzeczywistość świata człowiek, który osobiście doświadczył zamachu na własne życie. Tak komentuje rzeczywistość ktoś, kto dotknął śmierci, ale wyprowadziła Go z jej mroków ręka Boga.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

drukuj