Red. M. Budzisz: Skala zamieszek w Iranie jest największa w historii tego kraju, czyli po 1979 roku. Pytanie, czy protesty są na tyle silne i powszechne, że rzeczywiście mogą one zagrozić irańskiemu reżimowi?
Każdy reżim, nawet bardzo krwawy, opiera się na poparciu przynajmniej części populacji. Tak samo jest w przypadku Iranu. W związku z tym nie jest aż tak istotne to, że odbywają się te demonstracje. Znacznie ważniejsze jest to, czy protesty są na tyle silne i powszechne, że rzeczywiście mogą one zagrozić reżimowi – zauważył red. Marek Budzisz, ekspert ds. wschodnich, w środowej audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.
Od kilku tygodni w Iranie trwają największe w historii kraju protesty. Zginęły setki, jeśli nie tysiące osób. Fala protestów ogarnęła wszystkie prowincje. Obywatele demonstrują przeciwko kryzysowi gospodarczemu. Sprzeciwiają się również islamskiemu reżimowi.
– Ocena skali wydarzeń jest trudna ze względu na blokadę informacyjną. Jeszcze kilka dni temu pisano w europejskich i amerykańskich mediach, iż liczba ofiar po stronie zarówno ludności cywilnej, czyli protestujących, jak też i sił porządkowych, szacowana jest na kilkaset osób. Mówiło się o pięciuset, sześciuset zabitych. Dzisiaj te szacunki gwałtownie wzrosły. Mówi się o rzekach krwi, o pięciu, sześciu tysiącach zabitych osób. Co więcej, pojawiły się informacje o takich przyspieszonych, nazwijmy to, procesach, które kończą się wyrokami śmierci. Na te wyroki są skazywani uczestnicy protestu. W związku z tym mamy do czynienia z krwawą rewoltą, którą władze próbują wszelkimi środkami i siłami stłumić. Skala tych zamieszek jest największa w historii porewolucyjnego Iranu, czyli po 1979 roku. W gruncie rzeczy wydaje się, że kraj stoi na progu wojny domowej, oczywiście jeśli władzom nie uda się krwawo stłumić tych demonstracji – mówił red. Marek Budzisz.
Ekspert ds. wschodnich zwrócił uwagę, że nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków, jakoby reżim w ogóle nie miał poparcia.
– Każdy reżim, nawet bardzo krwawy, opiera się na poparciu przynajmniej części populacji. Tak samo jest w przypadku Iranu. W związku z tym nie jest aż tak istotne to, że odbywają się te demonstracje. Znacznie ważniejsze jest to, czy protesty są na tyle silne i powszechne, że rzeczywiście mogą one zagrozić reżimowi – zauważył gość Radia Maryja.
Red. Marek Budzisz podkreślił, że sytuacja w Iranie może przekształcić się w kolejny front globalny wojny gospodarczej.
– Wydaje się, że ta sytuacja już się przekształca w taki front. Na razie mamy do czynienia z zapowiedziami Donalda Trumpa, a nie realizacją dodatkowych ceł dla wszystkich państw, które handlują z Iranem. Te cła mają wynosić 25 proc. ale jeszcze administracja nie wprowadziła tego rodzaju zapisów, dlatego że zapisy ustawodawstwa czy taki dekret Donalda Trumpa nie jest równoznaczny z jego przestrzeganiem przez wszystkich zainteresowanych, w tym też rywalizujące mocarstwo, jakim są Chiny. Gdyby Stany Zjednoczone chciały doprowadzić do sytuacji, że rzeczywiście reżim przestałby handlować z kimkolwiek, to musiałyby ogłosić blokadę morską, a niewykluczone również że i lądową. To niestety dla stabilności globalnej byłby krok eskalacyjny i mógłby doprowadzić do starcia – mówił ekspert ds. wschodnich.
Dlatego – jak spostrzegł gość „Aktualności dnia” – będziemy mieli do czynienia z presją polityczną i być może ekonomiczną po to, żeby wymusić na rządzie irańskim ustępstwa i przede wszystkim powstrzymanie się przed krwawymi represjami.
– Natomiast czy to doprowadzi do obalenia systemu? To jeszcze jest sprawa otwarta, tak mi się wydaje. (…) Z pewnością Iran będzie państwem słabszym. Jeśli będzie państwem słabszym, to nie będzie w stanie odgrywać takiej roli, do jakiej aspirował przez ostatnie lata, czyli pewnego, powiedziałbym, elementu tego porozumienia państw, który określa się mianem czworokątu państw rewizjonistycznych. W skład tego porozumienia – obok Rosji i Chin – właśnie wchodził Iran i Korea Północna – wskazał red. Marek Budzisz.
Cała rozmowa z red. Markiem Budziszem dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl



