fot. PAP

Prowokacyjna, jednostronna „debata” w CSW

Centrum Sztuki Współczesnej znów szokuje. Tym razem zorganizowano debatę o wartości artystycznej prowokacji. Zaproszono Adama Darskiego (który, m.in. podarł Biblię), Magdalenę Środę i Kamila Sipowicza.

Rozmowa dotyczyła głębokich antagonizmów w polskim społeczeństwie, których dowodem ma być zniszczenie obrazoburczej „Adoracji” – filmu, w którym mężczyzna profanuje krzyż, czy spalenie tęczy na pl. Zbawiciela.

Na debacie zabrakło głosu tych, którzy uważają, że profanowanie krzyża i niszczenie Biblii to barbarzyństwo niedające wytłumaczyć się wolnością działań artystycznych.

Anna Zeidler-Janiszewska, moderator debaty broni się – druga strona sporu była zaproszona, ale z zaproszenia nie skorzystała. Bo też i tezy jakie postawiono w dyskusji jednoznacznie ją ukierunkowały. Sprzeciw wobec profanacji określono jako akty przemocy; pytano o to, czy przyczyn antagonizmu należy szukać w braku edukacji artystycznej?

„Taka prowokacja prowadzi do dezintegracji, z której nie wynika nic dobrego” -mówiła w Polskim Punkcie Widzenia, w TV Trwam Halina Łabonarska, aktorka scen warszawskich, odwołując się do obrazoburczego filmu Jacka Markiewicza „Adoracja” wyświetlanego w CSW w Warszawie.

– Nic nie wiem o tym panu, on niczego nie stworzył. Jeżeli cokolwiek zrobił, to zdezintegrował, czyli dokonał jakiejś dezintegracji osobowości własnej. Nazwał to prowokacją, ale ta prowokacja na ogół prowadzi do dezintegracji, z której nie wynika nic pozytywnego. Jest to destrukcja, ponieważ to, co ja zobaczyłam w tym filmie, który nam zaprezentowało Muzeum Sztuki Współczesnej, to była niezwykle bolesna prezentacja, która przekonała mnie, że są ludzie, którzy próbują ze znaku naszej wiary uczynić element właśnie takiej prowokacji. Było to bardzo bolesne dlatego, że krzyż jest dla mnie znakiem zbawienia, miłości, piękna w tym sensie szerokim, gdzie człowiek się podnosi, umacnia – mówi aktorka.

Tak zwani artyści – prowokatorzy w rzeczywistości służą antychrześcijańskiej ideologii – ocenia prof. Piotr Jaroszyński. Co znamienne – ich prowokacje dotyczą tylko jednej religii – dodaje.

– Mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją w skali całego świata zachodniego, bo to dotyczy nie tylko Polski, ale również Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, czy Kanady. Otóż pod pretekstem wolności sztuki powstają dzieła obrazoburcze, bluźniercze. Co ciekawe są to przeważnie bluźnierstwa dotyczące chrześcijaństwa, a nie innych religii monoteistycznych takich jak islam, czy judaizm, czy w ogóle religii. Jeżeli tak, to znaczy, że jest to sztuka wykorzystywana w walce z chrześcijaństwem – zauważa profesor.

RIRM 

drukuj