Prof. J. Wysocki dla „Naszego Dziennika”: Wszyscy odczytujemy bezprawne zatrzymanie i uwięzienie ks. Michała Olszewskiego, a także represje, jakim jest poddawany, jako ciąg działań stosowanych wobec Kościoła przez jego wrogów

„Wszyscy odczytujemy bezprawne zatrzymanie i uwięzienie ks. Michała Olszewskiego; represje, jakim jest poddawany, jako ciąg działań stosowanych wobec Kościoła przez jego wrogów (…). To jest również wstrząsający przekaz dla tych, którzy dziś wchodzą w życie kapłańskie: należy spodziewać się, że jeżeli ktoś chce być w pełni dla innych, to może znaleźć się w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się ks. Michał Olszewski” – powiedział prof. Wiesław Jan Wysocki, historyk, w rozmowie z Małgorzatą Rutkowską z „Naszego Dziennika”. 

Okupanci Polski zaczynali zawsze od uderzenia w Kościół i w kapłanów. Dramatyczne notatki opisujące prześladowanego ks. Michała Olszewskiego pokazują, że totalitarne, komunistyczne metody wracają i są wykorzystywane przez obecny rząd do zastraszenia narodu.

– Wszyscy odczytujemy bezprawne zatrzymanie i uwięzienie ks. Michała Olszewskiego; represje, jakim jest poddawany, jako ciąg działań stosowanych wobec Kościoła przez jego wrogów. Przypominam sobie pewną sytuację sprzed ponad trzydziestu lat. Przyniosłem zaproszenie wówczas skromnemu posłowi Donaldowi Tuskowi, gdzie w programie były Msza św. i różne punkty związane z Kościołem. Usłyszałem od niego wulgarną odzywkę: „A na ch… ten Kościół?”, więc wiem, z kim dzisiaj mamy do czynienia – powiedział prof. Wiesław Jan Wysocki.

Sytuacja rzeczywiście jest bardzo podobna do lat stalinowskich czy późniejszego okresu komunizmu, który działał już nie tak jawnie brutalnymi metodami, jak do 1956 r., kiedy ostentacyjny terror miał zastraszyć całe społeczeństwo, ale działał równie bezwzględnie: mamy morderstwa, uprowadzenia.

Ksiądz Michał Pilipiec – pierwsza ofiara komunistycznego terroru – został zamordowany jeszcze w grudniu 1944 roku. Przez więzienia do 1956 r. przeszło ponad tysiąc kapłanów.

– Czyli mniej więcej 10 procent całego duchowieństwa, w tym 12 biskupów. Jak podają statystyki, do 1956 r. zabito w Polsce 37 księży diecezjalnych i 54 zakonnych. Natomiast w wyniku kontaktów z ówczesnym aparatem bezprawia zmarło lub zaginęło 260 księży diecezjalnych, 900 wygnano z miejsc, którymi administrowali. Taki jest dramatyczny obraz powojennej rzeczywistości, w której nie oszczędzono także przywódców Kościoła katolickiego. Myślę tutaj o planowanym procesie uwięzionego bł. ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, w którym do roli świadka i głównego oskarżyciela przygotowywano ówczesnego ks. bp. Antoniego Baraniaka, sufragana gnieźnieńskiego i sekretarza Prymasa. To szczęśliwie się nie udało – przypomniał historyk.

Ksiądz arcybiskup Antoni Baraniak do końca życia nosił na ciele ślady tortur.

– Był osadzony w ciężkim więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie. Zostawił poruszające świadectwo swego aresztowania: „Zabrano moją teczkę z bielizną [liturgiczną], wszystkie insygnia biskupie i wszystko, co miałem w kieszeniach, z różańcem włącznie, oraz pieniądze, które ubowcy zabrali z mojego pokoju i sypialni. Zaprowadzono mnie do pustej, betonowej celi, w której była prycza, taboret, dzban wody z miednicą i kibel. Groźnie zaskrzypiał potężny klucz w żelaznych drzwiach i wreszcie nastała cisza. Przez zakratowane okno i matowe grube szybki z góry zaglądał ponury poranek 26 września 1953 roku”. Bezprawnie aresztowany spędził w więzieniu 27 miesięcy. 145 przesłuchań, niektóre wielogodzinne, czyli tzw. konwejery; krzyki połączone z biciem, wyzwiska, traktowanie kapłana jako agenta, tzw. stójki, zrywanie paznokci, zamykanie w karcerze z fekaliami, trzymanie nieruchomo pod wodą kapiącą kroplami na głowę – ks. bp Antoni Baraniak poddawany był okrutnym torturom. To były polecenia z góry, żeby przygotować „podopiecznego”, jak oni wówczas mówili, do tego, czego oczekiwali, więc byli nadgorliwi w tych działaniach – wskazał.

Dawano też ks. bp. Antoniemu Baraniakowi zastrzyki, które miały go złamać, podobnie ks. bp. Czesława Kaczmarka faszerowano środkami psychotropowymi.

– Sięgano po wzorce, które stosowano w Sowietach, gdzie środki psychotropowe były wykorzystywane jako forma wymuszenia fałszywych zeznań. To zresztą w dużym stopniu zostało zastosowane wobec wielu duchownych – zwrócił uwagę prof. Wiesław Jan Wysocki.

Podobnie jak w przypadku ks. Michała Olszewskiego, ks. bp. Antoniemu Baraniakowi nie pozwolono na spełnianie praktyk kapłańskich. Był trzymany w pełnej izolacji, skazany tylko na kontakt ze „śledziami”, jak mówiono o śledczych. To z pewnością także oddziaływało na psychikę więźnia.

Mimo wyrafinowanych tortur nie załamał się. Co dawało mu siłę w konfrontacji ze złem?

– To był człowiek bardzo słabej konstrukcji fizycznej, ale jednocześnie w tym słabym organizmie był wielki, niezłomny duch, bo przecież to on utrącił proces przeciwko Prymasowi Wyszyńskiemu. Znajdował w sobie tak wielkie pokłady siły wewnętrznej, że to budzi podziw i ogromny szacunek. Myślę, że oczekiwaniem wszystkich jest, żeby jak najszybciej został wyniesiony na ołtarze, bo po wielokroć zasługuje na to, byśmy mogli mieć w nim wzór na naszych drogach – podkreślił.

Niezłomność kapłanów ujawniała się szczególnie w chwilach, kiedy naród powstawał przeciwko swoim ciemiężycielom. Ksiądz Roman Kotlarz, który błogosławił robotników podczas Radomskiego Czerwca, a potem upominał się o represjonowanych, został zamordowany przez „nieznanych sprawców”.

– To jest powielenie metod w okresie stalinowskim. Za ks. Kotlarzem idą bł. ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Stefan Niedzielak, ks. Stanisław Suchowolec, ks. Sylwester Zych. Wśród kapłanów, którzy przeszli przez więzienia, jest wielu męczenników. Wielu ocalało, dając świadectwo brutalności komunistów, jak choćby ks. Józef Zator-Przytocki, kapelan Armii Krajowej, który był torturowany w więzieniu mokotowskim. Miał potem kłopoty z chodzeniem, poruszał się o lasce. Gdy został administratorem Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, bo proboszczem nie mógł być, Urząd Skarbowy narzucił na parafię wielkie obciążenia finansowe z tytułu „wykorzystywania dobra poniemieckiego”. To były też typowe metody, żeby gnębić księży. Ksiądz Zator-Przytocki powiedział, że zapłaci każde pieniądze, jeżeli dostanie na piśmie potwierdzenie, że Bazylika Mariacka jest dobrem poniemieckim. Komuniści przestraszyli się i wycofali z tego żądania, bo wiedzieli, jakie będą konsekwencje. Przytaczam tę historię, dlatego że dzisiaj mechanizm jest bardzo podobny: ludzie aparatu przemocy kierują się niepolskim interesem – zauważył historyk.

Śmiercią ks. Jerzego Popiełuszki, jego porwaniem i pogrzebem żyła cała Polska. Proces toruński ujawnił w pewnym stopniu mechanizm zbrodniczych działań komunistycznej bezpieki. Dzięki temu ks. Jerzy stał się symbolem tych wszystkich kapłanów, którzy zostali zamordowani z nienawiści do wiary. Istniała lista księży, którzy mieli zostać „uciszeni” przez SB. Na pierwszym miejscu znajdował się ks. Stanisław Małkowski, który miał zginąć wcześniej niż ks. Jerzy. Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej wykazało, że ks. Franciszek Blachnicki został zamordowany przez służby komunistyczne. Wcześniej był więziony za Krucjatę Trzeźwości, przebywał m.in. w tej samej celi w areszcie w Katowicach, w której podczas okupacji niemieckiej czekał na wykonanie kary śmierci.

Panie Profesorze, czy działania rządu Tuska zmierzają do totalnej rozprawy z Kościołem?

– W 1949 r. na Kremlu Stalin powiedział do Bolesława Bieruta, że „przy klerze nic nie zrobicie, dopóki nie dokonacie wśród nich rozłamu”. I to dzisiaj także widzimy. Wtedy próbowano stworzyć ruch księży patriotów, tzw. kleru postępowego, księży intelektualistów i działaczy katolickich przy PAX i przy innych koncesjonowanych grupach. Myślę, że ten mechanizm jest dzisiaj również wykorzystywany i musimy się spodziewać najgorszego. Błogosławiony Prymas Stefan Wyszyński zapamiętał na całe życie proroczą zapowiedź dyrektora niższego seminarium we Włocławku, ks. Antoniego Bogdańskiego, skierowaną w 1920 r. do przyszłych księży: „Przyjdzie czas, gdy przejdziecie przez takie udręki, o jakich człowiek naszego wieku nawet myśleć nie umie. Wielu kapłanom wbijać będą gwoździe w tonsury, wielu z nich przejdzie przez więzienie”. Te słowa już w 1939 r. okazały się prawdą – z seminarium włocławskiego wyszło bardzo wielu męczenników II wojny światowej – mówił rozmówca „Naszego Dziennika”.

– Uważam, że to jest również wstrząsający przekaz dla tych, którzy dziś wchodzą w życie kapłańskie: należy spodziewać się, że jeżeli ktoś chce być w pełni dla innych, to może znaleźć się w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się ks. Michał Olszewski. Miałem nadzieję, że to nie będzie dosłowna realizacja przepowiedni dyrektora seminarium włocławskiego, ale widzimy, jak bardzo brutalnym działaniom poddawany jest ks. Olszewski – dodał.

Będą chcieli urządzić księdzu proces pokazowy?

– Mechanizm manipulacji zastosowano już przy aresztowaniu ks. Olszewskiego, insynuując, że w chwili zatrzymania znajdował się w towarzystwie kobiety. Najłatwiej jest oskarżyć kapłana, że niemoralnie się prowadził. To pokazuje, jak bardzo ubeckimi metodami działa reżim Bodnara – Tuska – zwrócił uwagę prof. Wiesław Jan Wysocki.

W przeszłości w wielu przypadkach chciano księży wykorzystać w procesach pokazowych, np. ks. Jana Danilewicza przygotowywano do roli świadka w procesie ks. bp. Czesława Kaczmarka. Możemy też przywołać postać ks. Józefa Wójcika z diecezji sandomierskiej, który był 10 razy aresztowany – pierwszy raz za obronę krzyża w szkole został skazany na miesiąc więzienia. A to jest tylko jeden z 33 księży z tej diecezji więzionych przez komunistów – kontynuował historyk.

–  Po drugiej stronie mamy wielu katów kapłanów, których znamy z imienia i nazwiska. Poprzestanę tylko na jednej osobie – wyjątkowo okrutnej, sadystycznej Julii Brystygierowej, zwanej „Krwawą Luną”, która szczególnie lubiła osobiście torturować mężczyzn. Przerażające jest to, że w zdawałoby się wolnej Polsce powraca totalitarne zdeprawowanie i zniewolenie. Wchodzimy w wyjątkowy czas – w kolejny etap drogi krzyżowej Kościoła polskiego – podkreślił prof. Wiesław Jan Wysocki.

Rozmowa z prof. Wiesławem Janem Wysockim dostępna jest do przeczytania także na stronie „Naszego Dziennika”. 

Małgorzata Rutkowska/„Nasz Dziennik”

drukuj