Prezydent krainy kanibalów?

Szybko rośnie lista czujących powołanie na urząd prezydenta. Własne
poczucia należy jednak każdorazowo sprawdzać, ponieważ najskuteczniej zwodzimy
przede wszystkim samych siebie. Udaje się nam jednak nieraz zwodzić także
innych, ale tylko podobnych do nas w słabościach.

Część z nas zaskoczyła zatem wiadomość, że na urząd prezydenta czuje
powołanie także aktualny minister spraw zagranicznych, a minister obrony w
czasach rezydowania w szeregach PiS. Z niejednego pieca zatem chleb jadł ten
polityk, co według niektórych stanowi jego zaletę, bo także neofici w gorliwości
prześcigają wszystkich innych. Robiące mu już kryptokampanię wyborczą media
wypuściły jednak wiadomość, która wzbudziła w części z nas wspomniane
zaskoczenie. Czytamy ostatnio, że ten polityk z długoletnim „powołaniem”
udzielił w roku 2007 wywiadu dla polskiej edycji znanego amerykańskiego
czasopisma pornograficznego. Oznacza to, iż kandydat na prezydenta RP nie widzi
nic przeciwko bywaniu w takich kręgach, czyli koniec końców zaglądaniem w tzw.
wstydliwe miejsca publicznym niewiastom, bo przecież kobiety dbające o swój
ludzki poziom nie sprzedają tajemnic swojego ciała. Oto zatem najlepsza
wskazówka poziomu, który osiągnęła polska polityka! Co najmniej jedno z
ugrupowań politycznych lansowało i lansuje taką formację moralną u naszych
reprezentantów, która nie widzi nic zdrożnego w instrumentalnym traktowaniu
kobiet! Widać, że pilnie potrzebne są korepetycje u już sprawdzonych doradców
wybitnych polityków. Takimi usługami do dzisiaj służy Arystoteles, znany między
innymi z dobrego wychowania Aleksandra Wielkiego (znakomicie radził także
królowi Cypru oraz swojemu przyjacielowi Hermiaszowi, władcy Assos w
Troadzie).
Tej znakomitej pedagogiki oczywiście nie zobaczymy w
hollywoodzkiej biografii macedońskiego wodza, nakręconej na użytek
homoseksualnego lobby i przedstawiającej Arystotelesa poduczającego chłopców
sodomii, co jest najzwyczajniejszym historycznym fałszerstwem. Niezależnie od
swoich kilku słabości Aleksander imponuje do dzisiaj przede wszystkim swoim
opanowaniem w dziedzinie seksualnej, co zgodnie podkreśla wielu starożytnych
historyków. O jego politycznym ideale wiele też mówi odnotowane przez
współczesnych jego szczególne określenie i uznanie własnej winy: „dzisiaj nie
królowałem, nie wyświadczyłem nikomu żadnej przysługi”. Ów „król królów” pragnął
być zatem dobroczyńcą swoich poddanych, a nie tyranem. Czy nasi politycy mają
takie ambicje, bywając w kręgach pornografów, czyli w krainie
najprymitywniejszej eksploatacji człowieka?
Nad charakterem Aleksandra
pracował również Arystoteles, poproszony o to przez Filipa Macedońskiego, ojca
królewicza. Filozof nawet napisał dla swojego wychowanka osobne dzieło „O
rządach królewskich”, niestety zachowane do naszych dni tylko w dwóch małych
fragmentach. Dysponujemy jednak autentycznym listem Arystotelesa do już
dorosłego i panującego nad prawie całym ówczesnym światem władcy. Możemy zatem
wyrobić sobie pogląd na temat tego, jaki polityczny ideał stawiał mu jego
wychowawca. Jest on diametralnie różny od przyświecającego naszemu kandydatowi
na prezydenta i jego politycznym promotorom, niewidzącym – jak można wnioskować
z przywołanego faktu – niczego niewłaściwego w promowaniu tej wersji
„kanibalizmu”, która charakteryzuje pornograficzną konsumpcję. Arystoteles
natomiast przypominał swojemu wychowankowi, iż „Władca nie powinien traktować
swoich poddanych jak przedmioty bądź jak trzodę, ale szanować ich, jak się
szanuje bliskich i przyjaciół”. Cóż to za szacunek dla rządzonych, kiedy nie
zauważa się niewłaściwości eksploatacji kobiet przez przemysł
pornograficzny?
Nowy kandydat na prezydenta z pewnością zyska poparcie mu
podobnych.

Marek Czachorowski

drukuj