Presja lewicy na szczepienie

Ministerstwo edukacji chce w szkołach szczepić dziewięciolatki przeciwko chorobie wenerycznej. To próba seksualizacji dzieci i nacisk na rodziców – alarmuje dzisiejszy „Nasz Dziennik”.

Obecnie powszechnym programem szczepień na HPV, bo o tę chorobę przenoszoną drogą płciową chodzi, objęte są nastolatki od 11. roku życia. Ministerstwo Zdrowia szczyci się rozszerzeniem programu o dwa młodsze roczniki, traktując tę decyzję w kategorii sukcesu.

Eksperci alarmują jednak, że zamiast przygotowania szeroko zakrojonej akcji informacyjnej przestrzegającej przed rozwiązłością, która skutkuje wieloma chorobami wenerycznymi i nie tylko, lewica woli wywierać presję na szczepienie.

– W ramach obecnie prowadzonego programu mówi się głośno o tym, że szczepionka chroni przed nowotworem szyjki macicy. W ten sposób zachęcano rodziców do zgłoszenia się z dzieckiem po bezpłatną szczepionkę. Jednak z moich doświadczeń wynika, że rodzice niewiele wiedzą na temat wirusa i sposobu zakażenia. Dlatego zdecydowanie potrzeba kampanii, która by uświadamiała, że za wszelką cenę należy unikać sytuacji sprzyjających zakażeniu, kampanii, która by uświadamiała o medycznych zagrożeniach. Przecież zakażenie HPV nie jest jedyną chorobą, którą można się zarazić drogą płciową – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Grażyna Rybak, prezes Oddziału Mazowieckiego Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich.

Czy dzięki szczepionkom, które mają chronić przed wirusem HPV, można nie mieć obaw o konsekwencje chorobowe w przypadku szybko podejmowanego współżycia płciowego? Czy koncerny farmaceutyczne mają interesy w propagowaniu szczepień dla coraz młodszych dzieci? Czytaj więcej [tutaj].

Urszula Wróbel/Nasz Dziennik

drukuj