fot. PAP/Rafał Guz

Pos. Śniadek o niedzielnym handlu: Chcemy wypracować mądre rozwiązania

„Chcemy wypracować mądre rozwiązania” – o uregulowaniu handlu w niedzielę z byłym przewodniczącym NSZZ „Solidarność”, posłem Prawa i Sprawiedliwości Januszem Śniadkiem rozmawia Zuzanna Dąbrowska.

Zuzanna Dąbrowska: Trwa debata dotycząca ograniczenia niedzielnego handlu. Ma Pan zostać przewodniczącym sejmowej podkomisji, która zajmie się projektem zakazu handlu w niedziele, przygotowanym przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Wolne Niedziele”.

Janusz Śniadek: Na początek kilka słów gwoli wyjaśnienia. Ta komisja jest i już funkcjonuje. Z racji, że poseł Jan Mosiński, który jej przewodniczył, wszedł w skład komisji weryfikacyjnej, złożył rezygnację. Wobec mnie padła propozycja: czy jeśli na stanowisko szefa tej podkomisji zostanie zgłoszona moja kandydatura, to czy wyrażę zgodę. Zgodziłem się, natomiast jeszcze formalnie nie jestem przewodniczącym podkomisji. Na razie przygotowuję się tylko do prowadzenia tej sprawy, a nie robię tego jeszcze faktycznie.

A kiedy zostanie już Pan powołany na przewodniczącego, jaki projekt będzie procedować podkomisja?

Mówimy o projekcie obywatelskim, który w istotny sposób współtworzy Komitet „Wolne Niedziele”, a także Solidarność z szefem sekcji pracowników handlu Alfredem Bujarą na czele. Ta propozycja mówi o wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele, wyłączając 8 niedziel w roku. Oczywiście, wokół projektu rodzą się dyskusje i pomysły, ale to on jest konkretnie przedmiotem zainteresowania podkomisji.

Sprawa ograniczenie handlu w niedziele budzi żywe zainteresowanie wielu środowisk. Czy istnieje możliwość, że podkomisja zajmie się także innymi propozycjami, np. tą mówiącą o skróceniu godzin niedzielnego handlu?

Rzeczywiście, pojawił się ostatnio pomysł – moim zdaniem niedobry – skrócenia godzin handlu w niedziele. Oznacza to de facto przyzwolenie na handel w każdą z niedziel. Formalnie, w trybie poprawki, takie założenie może zostać wprowadzone do tej ustawy. Jako osoba, która ma kierować pracami, nie chcę nadmiernie wchodzić w rolę żadnej ze stron.

W tej sprawie trzeba brać pod uwagę uwagi i stanowiska różnych podmiotów?

Jest to kwestia bardzo istotna. Z jednej strony, to postulat, który od lat podnosi Solidarność, a także moje ugrupowanie – Prawo i Sprawiedliwość. Trzeba mieć jednak świadomość tego, co wydarzyło się np. na Węgrzech. Tam całkowity zakaz, po roku musiał zostać wycofany. Jest to pewna przestroga dla nas i trzeba być ostrożnym.

Stroną są nie tylko pracownicy czy pracodawcy, ale także społeczeństwo.

Obserwuję, że w Polsce przez kilkadziesiąt już lat obecnego modelu handlu, dokonały się zmiany wręcz kulturowe. Coraz liczniejsza jest grupa osób, dla których spędzanie czasu wolnego w galeriach handlowych, stało się stylem życia – to także trzeba brać pod uwagę. W niczym jednak nie umniejsza to mojej determinacji, a umacnia tylko w przekonaniu, że trzeba wypracować mądre rozwiązania.

Nie można jednak zapominać o stanowisku Kościoła ws. niedzielnego handlu.

Trzeba zrobić wszystko, aby zgodnie z nauczaniem Kościoła ta niedziela była rzeczywiście dniem dla Boga, poświęconym rodzinie i odpoczynkowi. Tak jak jest to w Biblii – sześć dni pracy, a później dzień odpoczynku.

Wydaje się, że nawet wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości są tarcia dotyczące projektu. Czy jest to spór konstruktywny, czy nie widzi Pan raczej możliwości wypracowania jednego stanowiska?

Odwołam się do słów Pani Premier, która wiosną mówiła, że na początek może warto zrobić dwie wolne od handlu niedziele w miesiącu – czyli pół na pół. Tu z pewnością jest poszukiwanie dróg kompromisu. Osobiście jestem zwolennikiem bardziej zdecydowanego podejścia, ale to nie znaczy, że mój pogląd będzie brał w tej dyskusji górę.

Czy uzasadnione są obawy części pracowników, że ograniczenie niedzielnego handlu doprowadzi do zwolnień? I czy nowe regulacje wpłyną negatywnie na kondycję polskich firm?

Moim zdaniem tezy o zgubnym wpływie zakazu w zakresie ekonomii są kreowane przez lobbystów. Jeśli przyjąć, że wynagrodzenia i koszty pracy stanowią określony procent w obrocie firm, to przecież ograniczenie handlu w niedziele nie doprowadzi do zmniejszenia tego obrotu.  Nie zużyjemy przecież mniej par butów czy koszul, nie zjemy też mniej chleba. Sprzedaż pozostanie stała, a tylko przeniesie się na inne dni tygodnia. Być może opór wielkich galerii i sklepów bierze się z tego, że niekoniecznie ten popyt u nich pozostanie taki sam.

Zyskają mali i średni rodzimi przedsiębiorcy?

Można zakładać, że nowe regulacje zwiększą obroty w tych małych, rodzinnych sklepikach, dając im szansę na przeżycie i funkcjonowanie. Z tego punktu widzenia, lobbing wielkich sklepów jest uzasadniony. Bronią się one przed odpływem ich obrotu do mniejszych sklepów, co moim zdaniem odbyłoby się z pożytkiem dla polskiego przemysłu.

Kiedy możemy spodziewać się już konkretnych rozwiązań i ich wprowadzenia w życie?

Uważam, że 1 stycznia 2017 roku, jest terminem jak najbardziej realnym. Ta ustawa nie wymaga jakiegoś nadzwyczajnie długiego vacatio legis i jeśli zostanie wkrótce procedowana i uchwalona – np. w listopadzie – to z powodzeniem może wejść w życie 1 stycznia.

Zuzanna Dąbrowska/RIRM

drukuj