Porządkowanie rynku

„Podczas gdy Gnom wciąż na mównicy wyliczał komy i procenty, Bagno i jego harcownicy chyłkiem włazili na urzędy” – wspomina Janusz Szpotański w „Towarzyszu Szmaciaku”. Historia oczywiście się powtarza, ale nie zawsze ze szwajcarską dokładnością.

Harcownicy włażą na urzędy i w tak zwanym majestacie prawa doją Rzeczpospolitą aż miło. A dlaczego doją? A dlatego że mogą! A dlaczego mogą? A dlatego że udało im się wmówić skołowanym ludziom, że „strategiczne” segmenty gospodarki muszą być państwowe – to znaczy oddane Umiłowanym Przywódcom na żerowisko. Bo które są „strategiczne”? Ano – właśnie te, które Umiłowani Przywódcy upatrzyli sobie na żerowiska! Na tych żerowiskach Umiłowani Przywódcy prywatyzują sobie zyski, podczas gdy straty nadal pozostają państwowe – i na tym właśnie polega tak zwana społeczna gospodarka rynkowa, będąca rodzajem „trzeciej drogi”, a więc ustroju, jakiego świat nie widział. Społeczna gospodarka rynkowa jest umiłowanym ustrojem naszych Umiłowanych Przywódców, którzy w przeciwnym razie musieliby rekrutować swoje polityczne zaplecze z jakichś łapanek, bo władza, a zwłaszcza jej pozory – bez konfitur, utraciłaby wszelką atrakcyjność. Warto jednak zwrócić uwagę, że to dojenie według zasad społecznej gospodarki rynkowej odbywa się w ramach kapitalizmu kompradorskiego – ekonomicznego modelu państwa, jaki gwoli zagwarantowania soldatesce bezterminowej okupacji naszego nieszczęśliwego kraju ustanowił w roku 1989 generał Kiszczak z gronem osób zaufanych, tworzących tak zwaną stronę społeczną. Kapitalizm kompradorski oznacza, że o dostępie do rynku i możliwości działania na rynku decyduje przynależność do szajki, której najtwardszym jądrem są tajne służby z PRL-owskim rodowodem. Szajka ta, za pośrednictwem Umiłowanych Przywódców, którzy w zamian za zewnętrzne znamiona władzy prokurują jej tak zwany majestat prawa, a więc pozory legalności w postaci ustaw i rozporządzeń – poprzez rozrodzone ubeckie dynastie i dzięki rozbudowanej agenturze kontroluje nie tylko kluczowe segmenty gospodarki, ale w ogóle całego państwa, z ośrodkami opiniotwórczymi na czele. Ale Umiłowani Przywódcy, chociaż zasadniczo słuchają się naszych okupantów, trochę się jeszcze wstydzą wpisywać do ustaw i rozporządzeń formuły, że branża, dajmy na to, paliwowa jest zastrzeżona dla bezpieczniaków i konfidentów, a jeśli – jak w przypadku ekspresowo uchwalonej ustawy hazardowej – wpisują, to starają się tę nagą prawdę ukrywać pod osłoną rozmaitych frazesów. Frazesy jednak wskutek swojej ogólnikowości sprawiają, że w modelu kompradorskim pojawiają się nieszczelności, w które wciska się mechanizm rynkowy. Wkutek tego w takim na przykład sektorze paliwowym pojawiły się osoby niepowołane, co zostało zauważone jako zagrożenie bezpieczniackiego monopolu. W takiej sytuacji należy „uporządkować rynek” – oczywiście pod jakimś szlachetnie brzmiącym pretekstem – najlepiej pod pretekstem ochrony środowiska. Toteż w trosce o ochronę środowiska wszystkie stacje paliwowe w kraju muszą do końca roku zmodernizować swoje zbiorniki. W przeciwnym razie będą musiały zostać zamknięte. Według szacunkowych informacji, zamkniętych w tym trybie może zostać aż połowa stacji benzynowych w kraju! Oczywiście ich właściciele mogą zaciągnąć kosztowny kredyt w kontrolowanym przez bezpieczniaków sektorze finansowym i w ten sposób uratować stację kosztem oddania się w dożywotnią albo przynajmniej długoletnią niewolę lichwiarzom – ale widać, że tak czy owak monopol bezpieki na eksploatowanie kluczowych segmentów gospodarki zostanie zachowany. No to dlaczego media głównego nurtu nie mają ekscytować „młodych, wykształconych”, jak nie występami Ludwiki Weroniki Ciccone, to „matką Madzi”, która podobnież narobiła strasznych długów?

drukuj