fot. PAP/Adam Warżawa

Politycy spierają się o to, kto ma obniżyć ceny paliw, a kierowcy płacą coraz więcej

Kierowcy coraz mocniej odczuwają skutki drożyzny na stacjach. Rząd winą za sytuację obarcza prezydenta i czeka na jego podpis pod nową ustawą o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych. Tymczasem Pałac Prezydencki odpowiada, że w Sejmie leży ustawa autorstwa prezydenta o obniżaniu marż, która natychmiastowo doprowadziłaby do obniżki cen paliw.

Na stacjach ceny benzyny przekroczyły już 8 zł za litr. Olej napędowy jest o złotówkę droższy. Kierowcy załamują ręce, ale wielu z nich nie ma alternatywy.

 – Te minimum, to ja muszę kupić bez względu na cenę paliwa i jadę. Emeryta na rower się nie przesiądzie – mówi jeden z kierowców.

 – Trzeba wrócić do koni, kupić konie, trawa tu rośnie za darmo i będziemy jeździć – dodaje inny kierowca.

Niewykluczone, że w październiku cena za olej napędowy przekroczy psychologiczną barierę 10 zł. Premier Donald Tusk próbuje zrzucić odpowiedzialność za trudną sytuację na prezydenta. W weekend szef rządu przechadzał się obok Belwederu z kubkiem kawy pytając głowę państwa, kiedy paliwa wreszcie będą tańsze.

„Czekamy na podpis” – napisał w zamieszczonym wpisie premier Donald Tusk.

Rząd ponownie skierował do Sejmu projekt ustawy o nowym podatku od nadmiarowych zysków firm paliwowych. Już raz prezydent zablokował te przepisy, kierując ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Prawo nie może działać wstecz, a za nowy podatek ostatecznie zapłaciliby Polacy, a nie firmy paliwowe – przypomina prezydencki doradca Alwin Gajhadur.

– A poza tym w ustawie, którą przygotował rząd premiera Tuska, nie ma żadnej gwarancji, że te nadmiarowe zyski, że podatki pójdą na obniżenie cen paliw. Dlaczego tego rząd nie zapisał? – pyta doradca prezydenta.

Przedstawiciele rządu naciskają jednak na prezydenta.

– Pamiętamy, że program CPN obniżył o ponad złotówkę cenę i dokładnie to może mieć miejsce już za chwilę pod warunkiem, że prezydent podpisze ustawę – mówi Piotr Borys, wiceminister sportu i turystyki.

Tymczasem według Kancelarii Prezydenta nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rząd ponownie uruchomił program CPN. Tym bardziej, że dzięki wyższym cenom paliw do budżetu państwa trafia więcej pieniędzy z podatku VAT i akcyzy.

Ekonomiści szacują, że jest to dodatkowy miliard złotych miesięcznie. Koalicja rządowa nie chce też zająć się prezydenckim projektem, który pozwoliłby na skuteczną obniżkę cen.

– Projekt pana prezydenta bazuje na obniżce marż dla koncernów paliwowych, więc te marże byłyby niskie, czyli ceny paliw by spadły – dodaje Alvin Gajadhur.

Prezydent cały czas apeluje do parlamentu o pilne procedowanie przepisów.

– Kierowcy są wzięci za zakładnika i płacimy tak wysokie ceny paliwa tylko dlatego, że premier chce na mnie wymóc, abym podpisał jego niekonstytucyjną ustawę – tłumaczy prezydent Karol Nawrocki.

Droższe paliwo podbija koszty produkcji i dystrybucji towarów, co przejściowo przekłada się na wzrost cen w sklepach i szereg usług. To także pespektywa wzrostu cen komunikacji miejskiej. A biedniejące społeczeństwo, jak zauważa politolog Aleksander Kozicki, to coś, czego władza poważnie się obawia.

– W związku z tym jest to proces niebezpieczny z punktu widzenia sprawowania władzy. Stąd takie nerwowe reakcje obozu władzy, która chce przekierować swoje niezadowolenie na szeroko rozumiany obóz prezydencki – dodaje.

Ekonomista dr Krystian Mieszkała przypomina, że rząd dysponuje narzędziami, aby nawet bez ustawy wpłynąć na koncerny paliwowe.

– Sam Orlen na przykład może obniżyć marżę do takiego stopnia, aby dalej zarabiać, ale jednak, żeby te koszty społeczne były niższe – wskazuje dr Krystian Mieszkała.

Ze względu na brak skutecznej pomocy ze strony rządu do protestów przygotowują się firmy transportowe, które nie wykluczają blokad dróg w całej Polsce.

 TV Trwam News

drukuj