Politycy spierają się o to, kto ma obniżyć ceny paliw, a kierowcy płacą coraz więcej
Kierowcy coraz mocniej odczuwają skutki drożyzny na stacjach. Rząd winą za sytuację obarcza prezydenta i czeka na jego podpis pod nową ustawą o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych. Tymczasem Pałac Prezydencki odpowiada, że w Sejmie leży ustawa autorstwa prezydenta o obniżaniu marż, która natychmiastowo doprowadziłaby do obniżki cen paliw.
Na stacjach ceny benzyny przekroczyły już 8 zł za litr. Olej napędowy jest o złotówkę droższy. Kierowcy załamują ręce, ale wielu z nich nie ma alternatywy.
– Te minimum, to ja muszę kupić bez względu na cenę paliwa i jadę. Emeryta na rower się nie przesiądzie – mówi jeden z kierowców.
– Trzeba wrócić do koni, kupić konie, trawa tu rośnie za darmo i będziemy jeździć – dodaje inny kierowca.
Niewykluczone, że w październiku cena za olej napędowy przekroczy psychologiczną barierę 10 zł. Premier Donald Tusk próbuje zrzucić odpowiedzialność za trudną sytuację na prezydenta. W weekend szef rządu przechadzał się obok Belwederu z kubkiem kawy pytając głowę państwa, kiedy paliwa wreszcie będą tańsze.
„Czekamy na podpis” – napisał w zamieszczonym wpisie premier Donald Tusk.
Czekamy na podpis! pic.twitter.com/aygfR4277J
— Donald Tusk (@donaldtusk) September 26, 2026
Rząd ponownie skierował do Sejmu projekt ustawy o nowym podatku od nadmiarowych zysków firm paliwowych. Już raz prezydent zablokował te przepisy, kierując ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Prawo nie może działać wstecz, a za nowy podatek ostatecznie zapłaciliby Polacy, a nie firmy paliwowe – przypomina prezydencki doradca Alwin Gajhadur.
– A poza tym w ustawie, którą przygotował rząd premiera Tuska, nie ma żadnej gwarancji, że te nadmiarowe zyski, że podatki pójdą na obniżenie cen paliw. Dlaczego tego rząd nie zapisał? – pyta doradca prezydenta.
Przedstawiciele rządu naciskają jednak na prezydenta.
– Pamiętamy, że program CPN obniżył o ponad złotówkę cenę i dokładnie to może mieć miejsce już za chwilę pod warunkiem, że prezydent podpisze ustawę – mówi Piotr Borys, wiceminister sportu i turystyki.
Tymczasem według Kancelarii Prezydenta nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rząd ponownie uruchomił program CPN. Tym bardziej, że dzięki wyższym cenom paliw do budżetu państwa trafia więcej pieniędzy z podatku VAT i akcyzy.
Ekonomiści szacują, że jest to dodatkowy miliard złotych miesięcznie. Koalicja rządowa nie chce też zająć się prezydenckim projektem, który pozwoliłby na skuteczną obniżkę cen.
– Projekt pana prezydenta bazuje na obniżce marż dla koncernów paliwowych, więc te marże byłyby niskie, czyli ceny paliw by spadły – dodaje Alvin Gajadhur.
Prezydent cały czas apeluje do parlamentu o pilne procedowanie przepisów.
– Kierowcy są wzięci za zakładnika i płacimy tak wysokie ceny paliwa tylko dlatego, że premier chce na mnie wymóc, abym podpisał jego niekonstytucyjną ustawę – tłumaczy prezydent Karol Nawrocki.
Droższe paliwo podbija koszty produkcji i dystrybucji towarów, co przejściowo przekłada się na wzrost cen w sklepach i szereg usług. To także pespektywa wzrostu cen komunikacji miejskiej. A biedniejące społeczeństwo, jak zauważa politolog Aleksander Kozicki, to coś, czego władza poważnie się obawia.
– W związku z tym jest to proces niebezpieczny z punktu widzenia sprawowania władzy. Stąd takie nerwowe reakcje obozu władzy, która chce przekierować swoje niezadowolenie na szeroko rozumiany obóz prezydencki – dodaje.
Ekonomista dr Krystian Mieszkała przypomina, że rząd dysponuje narzędziami, aby nawet bez ustawy wpłynąć na koncerny paliwowe.
– Sam Orlen na przykład może obniżyć marżę do takiego stopnia, aby dalej zarabiać, ale jednak, żeby te koszty społeczne były niższe – wskazuje dr Krystian Mieszkała.
Ze względu na brak skutecznej pomocy ze strony rządu do protestów przygotowują się firmy transportowe, które nie wykluczają blokad dróg w całej Polsce.
TV Trwam News



