(fot.PAP/B.Zborowski)

Pokażcie siłę

Dzisiejszym meczem z Grecją na Stadionie Narodowym w Warszawie reprezentacja Polski zainauguruje udział w piłkarskich mistrzostwach Europy – największej imprezie sportowej, jaka kiedykolwiek była organizowana w naszym kraju. Biało-Czerwoni jako współgospodarze turnieju mają nie tylko nadzieję, ale i obowiązek pozostać w niej jak najdłużej. Ćwierćfinał jest ich celem minimum, ale wszyscy po cichu marzymy o czymś więcej. Bo kto nam marzyć zabroni?

18 kwietnia 2007 r. – tego dnia UEFA w tajnym głosowaniu dokonała wyboru gospodarza(y) Euro 2012. Wygrała wspólna kandydatura Polski i Ukrainy, która zdystansowała Włochy oraz Chorwację i Węgry. Naszą reprezentację prowadził wtedy Leo Beenhakker, a drużyna dzielnie walczyła w eliminacjach do mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii. W listopadzie dokonała niemożliwego, wygrała grupę, w której znalazła się też Portugalia, Belgia, Serbia i Finlandia. Po raz pierwszy awansowała do finałów, a my już wiedzieliśmy, że wystąpi również na kolejnym turnieju. W 2012 roku. Tego historycznego dnia, 18 kwietnia, w naszym kraju nie było ani jednego stadionu spełniającego najwyższe międzynarodowe wymagania. Dziś mamy takowych kilka (nie wspominamy o bólach, w jakich powstawały), nie tylko tych, które przyjmą uczestników mistrzostw. Narodową drużyną kieruje Franciszek Smuda. Objął ją 29 października 2009 roku, zastępując tymczasowego selekcjonera Stefana Majewskiego. Ten przejął stery w końcówce fatalnych eliminacji do mundialu w RPA, za Beenhakkera. – Kiedy zostałem selekcjonerem, nie spodziewałem się, że będzie aż tak ciężko – przyznał kilkanaście dni temu, podczas zgrupowania w austriackim Lienz. Na ławce kadry Smuda zadebiutował 14 listopada w przegranym 0:1 meczu z Rumunią. Na boisko wybiegło wtedy pięciu graczy, których w maju 2012 r. powołał na mistrzostwa Europy: Jakub Błaszczykowski, Dariusz Dudka, Robert Lewandowski, Ludovic Obraniak i Maciej Rybus – debiutant. Każdy z nich ma wielkie szanse pojawić się dziś w wyjściowym składzie na mecz z Grecją.
Gdy Smuda obejmował kadrę, wiedział, że zostanie ze swej pracy rozliczony latem 2012 roku, po Euro. Wiedział, że przez prawie trzy lata jego drużyna nie rozegra ani jednego meczu o stawkę. Pod presją wyniku, o punkty. Każde z ponad 30 spotkań z „Franzem” w roli selekcjonera miało charakter towarzyski. I tak naprawdę to powoduje, że dopiero dziś przekonamy się, na co tak naprawdę stać naszą narodową drużynę. Nie da się bowiem porównać sparingów z pojedynkami o realną stawkę. Biało-Czerwoni, z racji bycia współgospodarzami mistrzostw, nie musieli walczyć w eliminacjach. Byli z nich zwolnieni, tak jak Ukraińcy. Towarzysko grali z Niemcami, Francją, Włochami czy Portugalią, ale bądźmy szczerzy – rywale w tych starciach nie zostawiali na boisku serca i zdrowia, tak jak zostawią w każdym pojedynku Euro. Między innymi dlatego meczu z Grecją oczekujemy z tak wielką niecierpliwością, nadziejami, ale i delikatnymi obawami.
Smuda powołał na mistrzostwa młodą kadrę. Średnia wieku, 25,1 lat, jest wyższa tylko od średniej Niemców (23,5). Pozostali przywieźli drużyny bardziej wiekowe i doświadczone. Na każdego gracza z 23-osobowej grupy wyselekcjonowanej przez naszego trenera przypada (średnio) 21 występów w narodowych barwach – tyle samo, co reprezentantów Francji. Na przeciwległym biegunie plasują się reprezentacje Rosji (średnia wieku 28,4) i Hiszpanii (średnia występów 43). – Na pewno na Euro 2008 Beenhakker dysponował bardziej doświadczoną drużyną, w której większość graczy miało doświadczenie z wielkich turniejów. Moi zawodnicy, w przeważającej większości, będą takowe zdobywać. Mimo to uważam, że zebrałem grupę najlepszych polskich piłkarzy. Oglądałem ich dokładnie przez 2,5 roku, wiem, co potrafią, co mogą dać drużynie na mistrzostwach Europy – powiedział Smuda. Trener robił wszystko, aby w przygotowaniach piłkarzom niczego nie brakowało. Ci to potwierdzali. Zafundował im nawet psychologa, ale między wierszami dodawał, że jeśli ktoś potrafi grać w piłkę, to porad takowego potrzebować nie będzie. Selekcjoner starał się też przekonywać, że wybrał ekipę nie tylko na dziś, ale i na jutro. – Dopasowałem piłkarzy pod względem umiejętności i charakterów. Po mistrzostwach zespół powinien być jeszcze silniejszy – zadeklarował. A jak chce grać na Euro? – Szybko i do przodu – dodał. Polacy trafili do grupy A, obok Grecji, Rosji i Czech. Wylosowali najlepiej jak mogli, bo tak naprawdę trafili na najsłabszych z możliwych rywali. To automatycznie nie stawia ich w roli zdecydowanych faworytów, ale też oczekiwania kibiców są przeogromne i konkretne – muszą awansować do ćwierćfinału. To ich obowiązek czy plan minimum, jak go nazwiemy. Smuda to wie, powtarza często, ale co ciekawe, za faworytów grupy uważa Rosjan. A może tak tylko mówi, by zdjąć ze swych piłkarzy trochę presji. Nasi mieli szczęście w losowaniu, ale tak naprawdę grupa prezentuje się niezwykle równo. Wszystko w niej zdarzyć się może. W powszechnej opinii Polska dysponuje najlepszym zespołem od lat. O jego sile decyduje czterech graczy europejskiego formatu: Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Od ich postawy będzie wiele zależeć, ale sami meczów nie wygrają. Dlatego siłą biało-czerwonej reprezentacji musi być zespół. Razem mogą osiągnąć wiele.

Najważniejsze daty
8 czerwca: Polska – Grecja 12 czerwca: Polska – Rosja 16 czerwca: Polska – Czechy 21 lub 22 czerwca: ćwierćfinały – być może z udziałem reprezentacji Polski 27 lub 28 czerwca: półfinały (być może z udziałem reprezentacji Polski) 1 lipca: finał

drukuj