fot. PAP/Paweł Supernak

Podkomisja: działania strony rosyjskiej musiały doprowadzić do katastrofy

Działania strony rosyjskiej musiały doprowadzić do katastrofy 10 kwietnia – stwierdziła w przedstawionej w poniedziałek prezentacji podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej.

Według podkomisji nagrania rozmów rosyjskiej kontroli ruchu powietrznego ukazują chaos i to, że rolą kierownika lotów w Smoleńsku „była realizacja poleceń przekazywanych przez płk. Krasnokutskiego, a wydawanych przez Moskwę”. Według podkomisji za przebieg wypadków odpowiada strona rosyjska.

„A trzeba jasno powiedzieć, że działania strony rosyjskiej w tym dniu musiały doprowadzić do katastrofy” – brzmi teza podkomisji.

„Załoga polska jasno ustaliła plan działania. Dwukrotnie kpt. Arkadiusz Protasiuk powtarza, że jeśli nie będzie pogody, to odejdą na drugi krąg, dodając, że przeprowadzą tę operację w automacie, a na ewentualne krążenie nad lotniskiem paliwa wystarczy na pół godziny. Tymczasem strona rosyjska wyraźnie przerzuca odpowiedzialność z nawigatorów na Moskwę i odwrotnie” – stwierdza materiał zaprezentowany przez podkomisję.

Podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej podkreśliła, że od samego początku zachowanie rosyjskich nawigatorów na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. odbiegało od przyjętych standardów.

„Samolot, który leciał do Smoleńska, był w rosyjskim regulaminie oznaczony literą A, co oznaczało konieczność dochowania szczególnej staranności przy sprowadzaniu na ziemię. Mimo to od samego początku zachowanie rosyjskich nawigatorów odbiegało od przyjętych standardów” – poinformowała podkomisja.

Zwróciła uwagę, że obaj nawigatorzy z lotniska w Smoleńsku – ppłk Paweł Plusnin i mjr Wiktor Ryżenko – 10 kwietnia 2010 r. rano nie przeszli obowiązkowych badań lekarskich, więc nie mogli być „dopuszczeni do realizacji tak ważnych zadań”.

Podkomisja smoleńska wskazała również, że  prawdopodobnym powodem niemożności natychmiastowego odejścia na drugi krąg seria awarii, która rozpoczęła się w odległości około 2,5 km od lotniska a została zarejestrowana przez aparaturę na pokładzie tupolewa.

Jak wynika z przedstawionej przez podkomisję smoleńską prezentacji filmowej, po osiągnięciu wysokości 100 m kapitan Tu154M czekał „sekundę, dwie, pięć spodziewając się sygnału ostrzegawczego i rozkazu z wieży”.

„Ostatecznie nie doczekawszy się informacji ze strony rosyjskiej, wydał komendę do odejścia na drugi krąg. Wydał ją na bezpiecznej wysokości około 90 do 100 m nad ziemią. Okazało się jednak, że samolot schodził coraz niżej mimo czynności podjętych przez pilota. Mniej więcej 40 m nad ziemią piloci zdali sobie sprawę z dramatyzmu swojego położenia. Samolot nie odchodził bowiem na drugi krąg, choć pilot podjął we właściwym czasie, właściwe działania. Nie mamy pewności dlaczego tak się stało i jaka awaria doprowadziła do gwałtownego zbliżania się do ziemi” – poinformowano.

Podkomisja poinformowała, że destrukcja lewego skrzydła Tu154 rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad „słynną” brzozą; świadczą o tym odłamki leżące kilkadziesiąt metrów wcześniej.

Jak podano w specjalnej prezentacji, pierwszy ze znalezionych odłamków samolotu leżał 45 m przed brzozą.

„Odłamek ten został dokładnie zidentyfikowany, opisany i zmierzony już w 2012 r. Co więcej jego oderwanie się od samolotu nie mogło być spowodowane uderzeniem w jakiekolwiek przeszkody terenowe, gdyż pierwszą większą przeszkodą była brzoza na działce Bodina” – poinformowano.

Według podkomisji, „wszystkie inne zarośla nie stanowiły przeszkody mogącej spowodować takich uszkodzeń, a ich wysokość nie przekraczała 4 m nad ziemią”.

„Tymczasem wszystkie dane jakie posiadamy mówią, że samolot nigdy do uderzenia w ziemię nie zszedł poniżej 6 m. Licznie odrywające się odłamki lewego skrzydła utworzyły tzw. blaszane ptaki, które w Smoleńsku zostały odnalezione, np. wiszące na wielu gałęziach. Ich występowanie jest charakterystycznie dla typów katastrof, w których samolot rozpada się w powietrzu a nie na ziemi” – podano.

Podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej poinformowała, że ostatnia faza tragedii w Smoleńsku spowodowana była eksplozją, do której doszło w kadłubie i która zniszczyła samolot, rozbijając go na fragmenty i dziesiątki tysięcy odłamków, równocześnie zabijając pasażerów.

„Tuż przed całkowitą utartą zasilania system TAWS zdążył jeszcze nagrać awarię systemu nawigacyjnego, kolejną w całym ciągu awarii. Samolot stracił wówczas nie tyko istotną część lewego skrzydła, lecz także lewy statecznik poziomy, część statecznika pionowego i fragmenty lewego podwozia” – podano w przedstawionej w poniedziałek prezentacji.

 

PAP/RIRM/TV Trwam News

drukuj