Patron na nasze czasy
I stało się: mamy wspaniałego patrona na nasze czasy. Jest już ogłoszony
błogosławionym Jan Paweł II, który jako Wikariusz Chrystusa na ziemi wyniósł do
chwały ołtarzy najwięcej świętych i błogosławionych. Nasz wielki rodak całym
swoim życiem dawał ludzkości niezwykłe świadectwo zawierzenia Jezusowi
Chrystusowi i Jego Matce.
W 1981 r., podczas pamiętnego zamachu, przelał męczeńską krew za wiarę,
ukazał w pełni heroizm ducha w chorobie i w cierpieniu, z którym się zmagał w
pokorze przez ostatnie lata. Umiał trafić do każdego, wierzących umacniał,
strapionych pocieszał, wątpiących ewangelizował, cierpiącym dawał nadzieję.
Podczas swojego posługiwania na tronie Piotrowym stał się niekwestionowanym
przywódcą duchowym i moralnym ludzkości. Nic dziwnego, że już podczas Jego
pogrzebu lud Boży wznosił okrzyki: "Santo subito!".
Nas, Polaków, nauczał i napominał "w porę i nie w porę". Przypominał prawdę o
naturze człowieka zarówno w czasach głębokiej nocy komunizmu, gdy łamano
podstawowe prawa ludzkie i ograniczano wolność, jak i w czasach liberalnej
demokracji, w której relatywizm moralny i terror politycznej poprawności
przybiera wymiar totalny. W encyklice "Centesimus annus" nie bez przyczyny
napisał, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub
zakamuflowany totalitaryzm. A w Pradze w latach 90. mówił: "jeśli historyczna
pamięć Europy nie zapuści swoich korzeni głębiej niż ideały Oświecenia, jej nowa
jedność będzie miała powierzchowne i niestałe fundamenty". Dziś coraz wyraźniej
widać, jak profetyczne były Jego słowa.
Jak wielkim darem od Boga był dla nas wszystkich ten pontyfikat, doskonale
rozumiały dziesiątki tysięcy Polaków bezpośrednio uczestniczących w
uroczystościach beatyfikacyjnych, jak również miliony Polaków w kraju, którzy
duchowo łączyli się z wydarzeniami na placu św. Piotra. Zaskakiwała liczba
Polaków, ich zorganizowanie, pomysłowość i godne przeżywanie uroczystości. Ponoć
wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, więc nasi rodacy przybywali nad Tyber
autobusami, pociągami, statkami, samolotami, rowerami, a nawet na piechotę, tak
jak przed wiekami. Robiły wrażenie elegancja i dobry humor, bo aby dostać się na
plac św. Piotra i do bazyliki, by choć przez chwilę pomodlić się przy trumnie
Błogosławionego, trzeba było ogromnego wysiłku i godzin przedzierania się przez
niezliczoną rzeszę ludzi. Choć ogromnie zmęczeni, z uśmiechem pokonywali własne
słabości i takie przeciwności, jak na przemian pojawiające się deszcz, chłód,
gorąco.
Mimo że najwięcej było Włochów i Polaków, to jednak w niezliczonej rzeszy
pielgrzymów można było spotkać przedstawicieli wszystkich kontynentów, co jest
żywym dowodem na to, że kult Jana Pawła II jest obecny na całym świecie. Co
charakterystyczne, obecni w Rzymie pomiędzy 30 kwietnia a 2 maja stanowili
jedno, choć przybywali z różnych krajów. Czuło się wspólnotę Kościoła i jej
uniwersalny wymiar. Obok nas we Mszy św. beatyfikacyjnej na placu przed Bazyliką
św. Piotra uczestniczyło amerykańskie małżeństwo w starszym wieku. Oboje
dystyngowani, nienagannie ubrani, pokornie stali przez wiele godzin w niezwykłym
skupieniu i nawet nie usiedli podczas homilii Benedykta XVI, choć sąsiedzi
proponowali im stołeczki. Na ich twarzach rysowało się rozmodlenie i wzruszenie.
Pozostaje w pamięci wieczorne czuwanie w Circus Maximus, w scenerii starożytnego
Rzymu przypominającej czasy pierwszych chrześcijan, i wspólna modlitwa różańcowa
kilkuset tysięcy ludzi. Długa kolejka do bazyliki św. Piotra, by móc choć przez
chwilę pomodlić się przed doczesnymi szczątkami świętego Papieża. W przepychu
bazyliki niezwykły kontrast stanowiła skromna drewniana trumna ustawiona przed
konfesją św. Piotra. I ludzie – w milczeniu modlący się za pośrednictwem nowego
Błogosławionego, tak jak przed 6 laty, gdy w tym samym miejscu wystawiono Jego
udręczone ciało.
Jan Paweł II przyciąga miliony, bo jest patronem naszych czasów. Jego życie,
które było pełnią chrześcijańskiego świadectwa wiary, nadziei i miłości, ukazuje
miliardom ludzi, jaki jest sens życia człowieka. Podczas swego pontyfikatu
właściwie na różny sposób mówił, że choć jesteśmy świadkami bezprecedensowych
zmian i globalizacji, to ludzka natura jest niezmienna. Bo nie sposób zrozumieć
człowieka bez Chrystusa.
Jan Maria Jackowski
