Patron patriotów?

Zastanawiamy się głośno, jakich to spraw patronem jest błogosławiony Jan
Paweł II. Swoimi wieloma rozmaitymi zaletami duchowymi, rozwiniętymi w stopniu
najwyższym, mógłby obdarować pokaźną rzeszę wiernych i jeszcze mielibyśmy w nim
co podziwiać i naśladować.

Zaskakiwał przecież wszystkich głębią swojej nieustannej modlitwy,
przenikliwym intelektem, siłą woli, pracowitością, cierpliwością w
prześladowaniach i chorobach, sympatią i życzliwością dla wszystkich itd.
Domyślamy się jednak, że i inni błogosławieni i święci musieli sięgać tych
samych wyżyn modlitwy, roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania,
chociaż zawsze stanowią oni osobne szczyty dojrzałych osobowości,
niewymienialnych na jakiekolwiek inne. Dla nas Jan Paweł II to jednak najpierw
Papież Polak, realnie bliski nam przede wszystkim więzami krwi, pojawiający się
w naszych dziejach na samym dnie naszego narodowego poniżenia, kiedy to
pozbawieni byliśmy własnego rządu, możliwości samostanowienia. Bez Jana Pawła II
nie odzyskalibyśmy pamięci i tożsamości, chociaż jeszcze nad tym pracujemy.
Czyżby nowy błogosławiony nie miałby zatem być dla nas i świata wpierw wzorem
patriotyzmu? Czy to jest jakaś drugorzędna zaleta moralna, zwłaszcza dla
Papieża? Czy można zostać błogosławionym bez praktykowania jej w najwyższym
stopniu? Rozpowszechnione także u nas opinie zdają się jednak traktować
patriotyzm jako drugorzędny, niegodny świętego, zwłaszcza zaś Papieża, jakoby
mającego przebywać sam na sam z Panem Bogiem, a mocą tych spotkań mającego
walczyć tylko o zbawienie całej ludzkości, a nie o losy swojej Ojczyzny.
Tymczasem powinno być inaczej. W katalogu cnót niezbędnych do osiągnięcia
poziomu świętości znajduje się – dzisiaj zapomniana – cnota (z grupy
sprawiedliwości), którą w języku łacińskim określano jako pietas. Brakuje
polskiego odpowiednika tego słowa i może z tego powodu nieraz błędnie przekłada
się je jako pobożność. Stąd też mamy w języku polskim Antonina Pobożnego,
cesarza rzymskiego, gdy tymczasem Antoninus Pius godny jest naśladowania nie
tyle w cnocie religijności (a tym bardziej w pobożności), ale raczej w innej
cnocie, właśnie pietas, którą odróżnić należy także od tego daru Ducha Świętego
który określa się jako dar pobożności (ewentualnie dar czci, dar dziecięctwa
Bożego; donum pietatis). Cnotę pietas niezwykle ceniono nade wszystko w dziejach
starożytnego Rzymu. Sławił ją wpierw Cyceron w pierwszym wieku przed narodzeniem
Chrystusa i określał ją jako cnotę czci i posłuszeństwa rodzicom i ojczyźnie.
Antoninus Pius słynął właśnie z praktykowania tej cnoty i pod tym względem
naśladował go jego następca, cesarz Marek Aureliusz. Czytamy o tym w jego
medytacjach stanowiących zapis praktykowanego przez niego rachunku sumienia. Nad
rozróżnieniem cnoty religijności od cnoty pietyzmu (i donum pietatis jako daru
Ducha Świętego) pracował też św. Tomasz z Akwinu, jak możemy przeczytać w jego
"Sumie teologicznej".
Ta refleksja starożytnych i średniowiecznych filozofów nad sensem cnoty pietyzmu
zbiega się z hierarchią ludzkich spraw pokazaną w Dekalogu. Tuż po wyliczeniu
obowiązków wobec Boga mamy obowiązek czci wobec ojca i matki. Ponieważ zaś
ojczyzna również nas rodzi czy też obdarza istnieniem – jak rodzice – to czwarte
przykazanie niewątpliwie dotyczy także czci wobec niej. Czyżby błogosławionemu
Janowi Pawłowi II mogło zabraknąć czci wobec własnej Ojczyzny? A może raczej
właśnie tutaj znajduje się klucz do jego swoistej świętości – innej od świętości
innych świętych – i szczególny patronat Papieża Polaka akurat nad tą sprawą?
Żyjemy chyba jednak w epoce duszpasterstwa, które niekiedy zapomina o cnocie
pietas, a zatem duszpasterstwa albo o charakterze niejako "internacjonalnym",
nastawionym na prowadzenie dialogu ludzkości z Bogiem, albo o charakterze
niejako "prywatnym", bo traktującym religijność jako intymne spotkanie ludzkiej
monady w swoim wnętrzu z równie samotnym Bogiem. Pośrednictwo ojczyzny jest
jakoś wykluczone lub nietraktowane jako ważne. Z wyglądu niektórych grobów
Chrystusa, ustawianych w świątyniach na Wielkanoc, mogłoby się wydawać, że Jego
zmartwychwstanie to wydarzenie kosmiczne lub dokonywane w zaciszu ludzkiego
serca. Nasze polskie teraz, czyli demograficzne wymieranie Ojczyzny; szerzenie
się praktyk antykoncepcyjnych (zwanych niekiedy "miękkim NPR"…); aprobata dla
in vitro; porzucenie Polski na pożarcie silnym sąsiadom; kłamstwa smoleńskie
miałyby być jakoby nieważne. Z perspektywy tego milczącego o ojczyźnie
chrześcijaństwa, chrześcijaństwa niejako bez czwartego przykazania, nie ma
oczywiście miejsca na Papieża patriotę, a w każdym razie ten element nie mógłby
decydować o profilu świętości Jana Pawła II.
A może raczej jest inaczej? Może polski Papież – tak zwą go na całym świecie –
to żywy wzór cnoty pietas, cnoty czci dla źródeł naszego życia, czyli naszych
rodziców, ludzkiej płciowości i Ojczyzny rodzicielki? Jeśli Jan Paweł określił
samego siebie jako "papież życia i odpowiedzialnego rodzicielstwa", to tym samym
określił istotę swojego pontyfikatu jako stróżującego czci dla źródeł życia, a
zatem także czci dla Ojczyzny.

Marek Czachorowski
 

drukuj