Ostrzegaliśmy MSZ

Z Adamem Lipińskim (PiS), przewodniczącym sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Jacek Dytkowski

Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że nie odpowiada za problemy polonijnych mediów, a pretensje należy kierować do pośredników, czyli fundacji. I broni się, że dopiero w marcu, po uchwaleniu budżetu, można było przyznawać dotacje…
– Te środki przyznaje się już od wielu lat. W tym roku z inicjatywy Platformy Obywatelskiej zmieniono tryb ich przydzielania, bo przeszły pod nadzór MSZ. Zarówno nasza komisja, jak i opozycja krytykowaliśmy to rozwiązanie. Ostrzegaliśmy, że może to spowodować różnego rodzaju perturbacje w przydzielaniu pieniędzy, co odbije się negatywnie przede wszystkim na środowiskach polskich na Wschodzie. Obawy okazały się słuszne. Obecnie mamy do czynienia z problemami przy przydzielaniu tych środków. Bardzo niedobrze wpływa to na inicjatywy polonijne, wiele z nich jest zawieszonych, część już nie do odtworzenia. Główna wina leży zatem po stronie rządu, a nie organizacji pozarządowych. Kuriozalne jest zarzucanie fundacjom, że spóźniły się ze swoimi działaniami. Tak się stało, ponieważ wszystko zostało przesunięte w czasie przez MSZ.

Część organizacji na próżno czeka na podpisanie umów w sprawie przekazania pieniędzy z ministerstwa.
– Rzeczywiście, część inicjatyw nie dostała wsparcia, gdyż MSZ negatywnie się do nich odniosło. Nastąpiło to jednak w ostatniej chwili. Ponieważ wydawnictwa nie dowiedziały się o odmowie wcześniej, animatorzy polskich mediów na Wschodzie inwestowali w nie własne pieniądze. Żyli w przekonaniu – a nie są to osoby bogate – że tak jak w poprzednich latach w końcu otrzymają te środki. Tymczasem dostali odpowiedź negatywną. Byłem na Ukrainie w wielu miastach, m.in. w Kijowie, Lwowie, Żytomierzu, Samborze, Berdyczowie, Drohobyczu. Rozmawiałem z tamtejszymi działaczami organizacji polskich i widzę, że sytuacja jest naprawdę tragiczna. To się skończy jakąś zapaścią polskiej polityki wschodniej.

Tej sytuacji można było zapobiec?
– Przestrzegaliśmy MSZ, że przesunięcie środków polonijnych przeprowadzono za szybko, bez konsultacji i odpowiedniej wiedzy, co może doprowadzić do kryzysu. Niestety, wszystko się sprawdziło. Można było przecież w tym roku przygotować projekt zmian, a próbować go wprowadzić w następnym, bez zbędnych kosztów, ryzyka i obciążania Polaków na Wschodzie. Polskie państwo wzbudziło nadzieję wśród wielu tamtejszych środowisk, że będzie kultywowana polskość, że będą na ten cel przeznaczone pieniądze. Mnóstwo ludzi się w to zaangażowało. Zawierzyli państwu polskiemu. A teraz słyszą odpowiedź: nie. Taki był główny zarzut ludzi, z którymi się spotkałem. Po co było ich angażować, skoro ktoś przyszedł i siekierą przeciął tę nić pomocy? Uważam, że potrzebny jest raport o konsekwencjach podjęcia takiej decyzji przez MSZ.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj