fot. PAP/EPA

Oskarżenia A. Łukaszenki wobec Polski

Polska reaguje na oskarżenia Alaksandra Łukaszenki, który zarzucił rządowi plany przejęcia Grodna. W odpowiedzi do polskiego MSZ-u wezwany został ambasador Białorusi. Za wschodnią granicą wciąż niespokojnie. Służby zatrzymują dziennikarzy, zastraszają osoby wierzące.

Alaksandr Łukaszenka wrogów szuka na Zachodzie. Przyjaciół na Wschodzie. Zwraca się w stronę Rosji. Może liczyć na pomoc finansową, ale i militarną, o czym wczoraj poinformował Władimir Putin.

– Alaksander Łukaszenka poprosił mnie o utworzenie dla niego rezerwowych sił policyjnych. Tak zrobiłem. Ustaliliśmy jednak, że rezerwa nie zostanie wykorzystana, jeśli sytuacja nie wymknie się spod kontroli – mówił Władimir Putin.

Państwa Europy Środkowo-Wschodniej już dawno ostrzegały, że Rosja może mieć w planach interwencję zbrojną na Białorusi. Nie da sobie wyrwać Mińska ze swojej strefy wpływów.

Na oświadczenie Władimira Putina zareagował premier Mateusz Morawiecki.

„Rząd Polski wzywa Rosję do natychmiastowego wycofania się z planów interwencji zbrojnej na Białorusi pod fałszywym pretekstem <<przywrócenia kontroli>>” – wskazał Mateusz Morawiecki.

Także sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg wezwał Rosję, by nie ingerowała w wewnętrzną sytuację na Białorusi. Reżim Alaksandra Łukaszenki nie panuje nad sytuacją. O kolejnych pobiciach, zatrzymaniach, dowiaduje się cały świat za sprawą mediów, dlatego w czwartek zatrzymani zostali dziennikarze kilku stacji. W tym także reporterzy Biełsatu i stacji TVN.

– Do mnie i do mojego operatora podeszli tajniacy. W cywilnych ubraniach, w ciemnych kurtkach, w czarnych spodniach, zakapturzeni, zamaskowani. Mieli maski przeciwwirusowe, ale widać było tylko oczy. I powiedzieli: milicja. Nie pokazali żadnych dokumentów. Kazali nam pójść ze sobą – powiedział Andrzej Zaucha, korespondent TVN.

Dziennikarze zostali przewiezieni na komisariat. Sprawdzono im dokumenty. Przetrzymywano. Później wypuszczono. Nie mogli w ten sposób relacjonować kolejnych protestów na ulicach Mińska. Łącznie zatrzymanych zostało kilkudziesięciu dziennikarzy. Kaciaryna Andrejewa z Biełsatu nie miała tyle szczęścia. Została przewieziona do aresztu. Władze Białorusi próbują straszyć także osoby wierzące, co pokazała sytuacja, do jakiej doszło w kościele św. Szymona i Heleny.

– Zablokowano ludzi w kościele. Ludzie niektórzy pobiegli do kościoła, kiedy tam zaczęła się łapanka. Zablokowano wszystkie wyjścia z kościoła. Tam byli ludzie, którzy modlili się. Nie wolno im było wyjść, trzymano ich tam – oznajmił ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski.

Wszystkie te działania służą budowania atmosfery strachu. Reżim Łukaszenki nie tylko sięga po przemoc, posługuje się również kłamstwem i oskarża Polskę o próbę rozbioru Białorusi.

– Widzicie te oświadczenia o tym, że jeśli Białoruś się rozpadnie, to obwód grodzieński przypadnie Polsce. Mówią o tym już otwarcie – powiedział Alaksandr Łukaszenka.

W odpowiedzi na te słowa do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wezwany został ambasador Białorusi.

– Poinformowałem pana ambasadora, że nie ma zgody w Polsce na tego typu narrację, na tego typu oskarżenia – zaakcentował Marcin Przydacz, wiceminister spraw zagranicznych.

Reżim Łukaszenki walczy też na wszelkie sposoby z jakąkolwiek pomocą, która może wesprzeć mieszkańców kraju. Z granicy cofnięta została ciężarówka z pomocą humanitarną wysłana przez NSZZ „Solidarność”. Kierowca został zatrzymany.

– Przyjechało białoruskie KGB. Został skuty w kajdany. Zostało z nim przeprowadzone, mówiąc najdelikatniej, przesłuchanie. Pytano się jak, co i tak dalej – podsumował Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”

Przez kilka godzin z kierowcą nie było żadnego kontaktu. Po przesłuchaniu został wypuszczony. Białorusini zawrócili transport do Polski. Twierdzą, że „Solidarność” nie dopełniła formalności.

 

TV Trwam News

drukuj